Święto teatru i tańca

Wysublimowany taniec do szlachetnych gatunków muzyki oglądała i słuchała publiczność Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. To za sprawą artystów zespołu Nederlands Dans Theater 2, którzy dzielą się swym kunsztem objeżdżając świat. Doświadczyliśmy tego 24 i 25 czerwca na wielkiej scenie CSK.
Nederlands Dans Theater to ansambl o światowej renomie, niepodważalna marka działająca na styku dziedzin tańca i teatru, od 1959 roku. Kieruje nią obecnie brytyjski choreograf Paul Lightfoot. Baza NDT mieści się w Hadze. Jednak kompania występuje dla międzynarodowej widowni na wszystkich kontynentach. Młodsza grupa, czyli NDT-2, od blisko 40 lat skupia się na rozwijaniu wschodzących talentów. Jest de facto taneczno-teatralną akademią, gdzie młodzi aktorzy-tancerze kształcą się w różnych „językach” tańca. Współpracując z mistrzami tej sztuki, dzięki nim haska kompania zbudowała bogaty repertuar, na który składa się już ponad 600 spektakli.
16-osobowy zespół NDT-2 za każdym razem, gdy pojawia się na scenie, prezentuje wyjątkowe widowisko o najwyższym poziomie techniki tanecznej. Ich spektakle cechuje otwartość oraz innowacyjna łączność między choreografią a innymi formami sztuki. Podlega temu na równi warstwa muzyczna, scenografia, oświetlenie, także sztuki wizualne w spektaklach. Wszystkie te elementy miały swoje najlepsze odzwierciedlenie w lubelskim pokazie w ostatni weekend czerwca.

Że bardzo kochają to, co robią, można było dostrzec na dzień przed ich występem w trakcie prób spektakli. Już samo obserwowanie holenderskich tancerzy, słuchanie rozmów na scenie daje „obraz” pogodnych, harmonijnych i twórczych ludzi.
Taka też była aura dwóch przedstawień Nederlands Dans Theater 2, który zafundował lublinianom niezapomniane przeżycia. Przy tej klasie artystów nawet wysokie ceny biletów nie miały wpływu na frekwencję.

Pięć niełatwych utworów

Na całość przedstawienia składa się 5 krótszych i dłuższych spektakli o zróżnicowanej choreografii. Pierwszy z nich to „Schubert” – zmysłowy balet dwojga zakochanych. Przez kilka minut oglądamy na scenie prawdziwy taniec miłości w wykonaniu duetu Holendrów do muzyki tytułowego mistrza nastroju.
„Some Other Time” to druga odsłona (wielokrotnie dłuższa), klimatem przypominająca nieco spektakle Sceny Plastycznej KUL. Przestrzeń formują tu mobilne plansze scenografii – oczywiście czarne. Na tym tle najpierw jedna para aktorów przeżywa swój egzystencjalny taniec do muzyki Maxa Richtera. Wkrótce dołącza drugi duet, przedstawiając z kolei jakieś resume’ życia, oba oddane w kaskadzie baletowych splotów i uniesień. Metaforycznie ale i dosłownie – dzięki tanecznej ekwilibrystyce.
Dwa te spektakle, ich choreografie są dziełem spółki Sol León&Paul Lightfoot i przemawiają do widza wielce emocjonalnym językiem baletu oraz gestu.
Trzeci mini spektakl „Mutual comfort” jest już w klimacie nowoczesności. Do choreografii Edwarda Cluga tańczą raz duety, a raz tria niezwykle z sobą zgrane. Dodatkowo przemawia za nich i między nimi teatralna pantomima. To język „marionetek”: poprzez mikro-ruchy ciał, ich automatykę, minimalizm – wszystko oddane z maestrią. Jednak artystyczne spełnienie osiągają w harmonijnym tańcu. To wykwintny taniec współczesny – i chwała za to, że nie dotyka pospolitego break-dance.

Klasyka muzyczna i kaktusy

„Solo” (choreografia Hans van Manen) to popis trójki solistów. Niezwykła muzyka skrzypcowa J.S. Bacha niesie ich płynne, drobne kroki. Tempo ruchu wykreowane przez autora jest zabójcze. Każdy z tancerzy krąży po scenie w niesłychanej galopadzie własnych stóp, zdaje się być zagubiony w jej przestrzeni. Zagadkowa metafora samotności? Ale po chwili trio wchodzi z sobą w taneczny, ekspresyjny rezonans – i tu w stylu marionetek. To wyraźna rywalizacja trzech indywidualności, osobowości tych tancerzy. Rzecz w tym, że uosabiają oni jednego człowieka zadumanego nad swoim miejscem w świecie.
Podczas sobotniego spektaklu miła niespodzianka: nagle u szczytu kurtyny sala widzi ponad sceną lot zbłąkanego szarego gołębia – krótki ale znamienny w tejże chwili.
Wreszcie najdłuższy, performatywny spektakl (choreografia Alexander Ekman) do muzyki Beethovena, Haydna, Mahlera i Schuberta, to „Cacti”, istna eksplozja inwencji twórczej w tańcu, w ruchu scenicznym o niezrównanym poziomie synchronizacji. Autor zmienia ekipę tancerzy niemal w instrumenty. Ci na swoich 16 podestach pulsują niezwykłą pantomimą w rytm klasyki. Ekman wyposaża swoich tancerzy w… kaktusy – dorodne doniczkowe rośliny. Ponoć prowokuje tym widownię do refleksji na temat sposobu postrzegania sztuki…
– Bo dla nas najważniejszy w życiu jest taniec, uczenie się go, eksperymentowanie i promocja w teatrach na całym świecie, tak jak tu w Lublinie – twierdzi filigranowa Nancy Euverink, szef artystyczny zespołu.

NDT wspiera lubelskich tancerzy

Ich występ na znakomitej scenie CSK to zapowiedź Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca, które odbędą się tu jesienią z okazji jubileuszu 20-lecia. Tyle czasu czekali na popis aktorów-tancerzy z Holandii artyści Lubelskiego Teatru Tańca (organizator MSTT).
– Jesteśmy uradowani, przeszczęśliwi, bo w te dwa wieczory spełniło się marzenie lubelskich tancerzy, by spotkać mistrzów tańca z Holandii – mówi po tym wydarzeniu Anna Żak, choreograf Lubelskiego Teatru Tańca.
Po około 1000 widzów na obu przedstawieniach nagrodziło popisy zespołu NDT-2 długotrwałą owacją na stojąco. Salę CSK ludzie opuszczali pełni zachwytu i trwał on nawet w zderzeniu z 30 stopniowym upałem tego wieczoru. Niewielki wpływ mogła mieć na to klimatyzacja, jednak aura wydarzenia sprawiła, że plac Teatralny długo pulsował energią osób wymieniających wrażenia po tym widowisku. Cóż, spotkała się tu elita kulturalna miasta.
Zwykłe komplementy o sztuce najwyższych lotów byłyby tu zbyt proste. Te spektakle – jak wynikało z zasłyszanych rozmów – angażowały dosłownie wszystkie zmysły widza wchodząc w warstwę intelektualną.
Siłę teatru w tych spektaklach zauważył Mieczysław Wojtas reżyser i instruktor teatralny. Jego zdaniem to absolutnie genialne przedstawienie, które w swej formie ma mnóstwo teatralnych środków wyrazu, całą dramaturgię, a w swej treści zawiera pokłady odczuć i emocji, które poprzez taniec uruchamia w odbiorcach. Podobnego zdania jest młody, uznany twórca teatru Łukasz Witt-Michałowski. Entuzjastycznie o swoich wrażeniach wypowiada się obecna tam red. Kinga Hendzel z Radia Lublin.
Dobra aura tych występów daje się odczuć w komentarzach w Internecie, które wychwalają nasze miasto za tę ofertę kulturalną. Wielu ludzi na te dwa wieczory przyjechało z całej Polski.

W tle mag fotografii natywnej

W antraktach popisów tancerzy doskonały klimat dla ich sztuki zapewniła wystawa Sebastiăo Salgado – brazylijskiego mistrza fotografii w galerii CSK.
Jej tytuł to „Genesis” – a więc początek, pradzieje. To niepierwszy w dorobku Salgado projekt skupiający się na sprawach globalnych. Wcześniejsze („Robotnicy” i „Migracje”) były poświęcone ludziom doświadczonym przez radykalne zmiany ekonomiczne i społeczne. Tym razem artystę zajmuje środowisko naturalne (native). Z pomocą zdjęć tworzy „list miłości” adresowany do Ziemi, w którym podkreśla zarówno jej majestat, jak i kruchość.
Poprzez 244 unikatowe fotogramy śledzimy tu podróż autora zdjęć odkrywającą dla naszego oka przestrzenie i krainy, ludy i istoty, którym udało się uciec przed cywilizacją i obiektywem aparatu. Ten wychwyca skrawki życia wciąż jeszcze nieskalanej przyrody. Projekt Salgado – prezentujący piękno „zaginionego” świata, któremu cudem udało się przetrwać – zwraca uwagę na czas obecny. Artysta pokazuje, co jest zagrożone i wskazuje na to, co wspólnie winniśmy ratować.
Wierny fotografii czarno-białej Salgado zebrał te niesamowite obrazy podczas ponad 30 wypraw w odległe zakątki globu. Każdy wypad z bazy w Paryżu trwał kilka tygodni i oznaczał podróżowanie samolotami, łodziami, także długie wędrówki piesze po bardzo wymagającym terenie w ekstremalnych warunkach. Ten trud fotografika-seniora warto docenić.
Wystawę w CSK otwarto 27 maja – wówczas miała tu miejsce jej polska premiera. „Genesis” cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem i potrwa do 7 sierpnia br. (czynna od wtorku do niedzieli w godz. 12-18).
Marek Rybołowicz

Komentarze