Szambo w domu

Mokre i ubabrane podłogi, wanna wypełniona nieczystościami, fekalia po kostki w toalecie i wszechobecny smród – w takim stanie po powrocie z urlopu swoje mieszkanie zastała pani Elżbieta z Chełma. Pod jej nieobecność wybiła kanalizacja, zalewając niemal wszystkie pomieszczenia. Winę za tę sytuację – zdaniem kobiety – ponosi ChSM, która niedostatecznie dba o instalację.
Pani Elżbieta (nazwisko do wiadomości redakcji) mieszka w jednym z bloków Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul. I AWP. W poniedziałek (11 lipca) wieczorem dostała telefon od sąsiadki, że zalało jej mieszkanie. Natychmiast wróciła z Okuninki, gdzie pojechała na urlop. To, co zobaczyła, przeraziło ją.
– Podłogi w całym mieszkaniu były mokre i wybrudzone fekaliami. W toalecie po kostki stała woda z odchodami. Zalało też kuchnię, pokój i przedpokój – opowiada.
Pani Elżbieta natychmiast zadzwoniła do Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Przyjechali hydraulicy i przepchnęli kanalizację, ale brud w mieszkaniu pozostał. Następnego dnia spółdzielnia przysłała ekipę, która miała jej pomóc w uprzątnięciu tego bałaganu, ale – jak mówi pani Elżbieta – to nie wystarczy.
– W spółdzielni usłyszałam, że owszem pomogą mi posprzątać ten syf, bo inaczej nie da się tego nazwać, ale o odkażenie muszę zadbać sama. Przecież to nie do pomyślenia. Czy to moja wina, że zalało mi mieszkanie? Nie wiem też, czy nie będzie potrzebny remont. Trzy miesiące temu malowaliśmy kuchnię, a półtora roku temu całkowicie odnowiliśmy łazienkę. Władowałam w nią kilka tysięcy, a teraz chyba znów będę musiała ją remontować. No bo jak się kąpać w wannie, w której pływały nieczystości wszystkich sąsiadów? – mówi chełmianka. Dodaje, że kiedy przyjechali hydraulicy, nie mogli dostać się do zaworów. Pomieszczenie, w którym się znajdują, było zamknięte, bo spółdzielnia wynajmuje je komuś na siłownię.
– Klucz znajduje się w administracji, która wieczorami już nie pracuje, a drugi ma mężczyzna wynajmujący pomieszczenie. Dopiero jego żona, kiedy dowiedziała się o całej sytuacji, przekazała nam klucz. Przez to wszystko przeciągnęło się w czasie – opowiada pani Elżbieta.
Jak dodają sąsiedzi, już wcześniej zdarzały się zalania mieszkań, ale nigdy na taką skalę.
– Bywało też, że kanalizacja wylała w piwnicy, a na klatce cuchnęło szambem. Zgłaszaliśmy to w spółdzielni. Coś tam zrobili i na jakiś czas był spokój. Aż do teraz. Tu musi być jakiś problem z rurami. Zarzuca się nam, że to nasza wina, że wrzucamy do muszli klozetowej to, co nie powinno tam trafić. Ale nawet jeśli zdarzy się, że ktoś wyrzuci ręcznik papierowy czy dwa, to chyba nie powinno to zapychać rur. Może warto by było, żeby spółdzielnia wzięła się za ich udrażnianie. Przecież one mają po 40 lat albo i więcej – mówią.

Maciej Cieślak, wiceprezes ChSM do spraw technicznych, zapewnia, że spółdzielnia nie zamierza unikać odpowiedzialności za zalane mieszkanie, a pani Elżbieta nie zostanie sama ze swoim problemem.
– Skala zniszczeń rzeczywiście jest duża. Do zalania doszło pod nieobecność właścicielki i nie miał kto zareagować. Pierwszą rzeczą, jaką należało zrobić, było posprzątanie tego mieszkania. Już dziś rano wysłaliśmy pracowników gospodarczych, żeby pomogli zrobić porządek. Kolejne działanie to dezynfekcja. Nie wiem, kto powiedział tej pani, że ma to zrobić na własną rękę. Zostanie to zlecone specjalistycznej firmie – powiedział nam w ubiegły wtorek wiceprezes ChSM.
M. Cieślak dodaje, że pani Elżbieta może liczyć również na odszkodowanie, ponieważ spółdzielnia jest ubezpieczona na wypadek takich sytuacji. Koszty dezynfekcji również pokryje ubezpieczyciel.
– Podobne sytuacje nie zdarzają się może często, ale się zdarzają – tłumaczy wiceprezes. – Część lokatorów zapewne uważa na to, co wrzuca do kanalizacji, ale część niestety nie. Trafiają tam kawałki kurczaków, środki higieny intymnej, szmaty, bielizna i wiele innych. Problem w tym, że nie da się ustalić, który z lokatorów wrzucił coś, co zatkało przepływ. Często też przyczyna znajduje się poza budynkiem i dotyczy sieci miejskiej. (kw)

Komentarze