Szpitalny Oddział Rozczarowania

Kolejni dyrektorzy chełmskiego szpitala nie potrafią poradzić sobie z niewyobrażalnymi kolejkami na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Dyrekcja narzeka na brak pieniędzy a NFZ pokazuje, że od 2014 roku zwiększył finansowanie oddziału o 70 procent. To może brakuje chęci, a nie kasy?

Przed tygodniem na SOR trafiła rodzina z ośmioletnią córką. Dziewczynka upadła i skręciła nogę w kostce. Rodzice bali się, że to może być złamanie. Lekarz rodzinna dała skierowanie do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Trafili tam około godz. 14. Zanim zrobiono zdjęcie RTG, minęło 40 minut, a więc wcale nie tak długo.
– Wydawało się, że pójdzie sprawnie, ale potem ze zdjęciem czekaliśmy prawie cztery godziny, aż jakiś lekarz obejrzy je i powie czy dzieje się coś złego, czy nie – mówią rodzice. Około godz. 18.30 zjawił się ortopeda. Na szczęście uraz okazał się niegroźny. Nie trzeba było zakładać gipsu. – Ale nasz przypadek to nic. Gdy przyjechaliśmy, w poczekalni była już inna matka z dzieckiem, które uszkodziło rękę. Przez kilka godzin nikt się nimi nawet nie zainteresował – opowiadają rodzice.

Gdy kobieta po godzinach wyczekiwania zdenerwowana zaczęła awanturę, to od personelu usłyszała, żeby poszła krzyczeć na lekarza. – Dopiero po kłótni ktoś się zainteresował jej dzieckiem – mówią świadkowie zajścia. Co ważne, najdłużej pacjenci czekali na pomoc ortopedy. Lekarze innych specjalności, np. chirurg czy internista, przyjmowali pacjentów praktycznie na bieżąco.
– Widocznie ortopeda miał w tym czasie zabieg, ktoś mógł trafić z wypadku i wtedy wszyscy czekają – tłumaczy Jacek Buczek, dyrektor szpitala. – Oczekujący powinni być o tym poinformowani. Co pół godziny pani z okienka powinna powiedzieć, jaka jest sytuacja i ile trzeba będzie czekać na lekarza. Oczywiście żadnej informacji rodzice nie dostali.
Niestety, nie ma tygodnia, żeby do naszej redakcji nie wpłynęła skarga na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Pacjenci żalą się na wielogodzinne wyczekiwanie w kolejce, brak życzliwości i informacji ze strony personelu. A SOR to dla wielu pacjentów wizytówka szpitala. To tutaj trafiają po raz pierwszy i tu wyrabiają sobie zdanie i obraz całej lecznicy. Niestety, przeważnie skrajnie negatywny. Pracy ani kolejek nie rozładował specjalny system segregowania pacjentów ani system monitoringu, który nagrywa obraz bez dźwięku.
Dyrektor twierdzi, że nie da się rozwiązać problemu kolejek na SOR. Twierdzi, że na oddział przychodzi dużo ludzi, którzy nie wymagają szpitalnej pomocy. – Traktują SOR jako pogotowie ratunkowe, którym nie jesteśmy – mówi. – A oddział powinien zajmować się pacjentami, których zagrożone jest życie lub zdrowie.
Obsada oddziału to tylko kilku lekarzy. Pozostali, w razie konieczności, schodzą z dyżurów na swoich oddziałach. Gdy nie mają akurat zabiegu czy interwencji wśród swoich pacjentów, to pojawiają się od razu. Gdy stoją przy stole operacyjnym, tak jak ortopedzi, to rośnie kolejka i nerwy na SOR.
– Nie zatrudnimy dodatkowych lekarzy tylko po to, żeby na wszelki wypadek rozładować kolejkę – mówi Buczek. – To za duże koszty, których nie pokrywa NFZ.
Według dyrektora, pieniądze Funduszu pokrywają połowę kosztów funkcjonowania oddziału. – NFZ płaci nam tzw. doboryczałt bez względu na liczbę przyjmowanych pacjentów ani to, jakie badania przechodzą i jakich czynności czy zabiegów wymagają – mówi.
Tyle że od 2014 roku NFZ zwiększył finansowanie oddziału aż o 70 proc. – Stawka ryczałtu dobowego w 2014 roku wynosiła 7900 zł, w pierwszym półroczu 2015 roku 9285 zł a od 1 lipca ubiegłego roku już 13 458 zł – informuje Małgorzata Bartoszek, rzecznik prasowy lubelskiego oddziału wojewódzkiego NFZ.
M. Bartoszek mówi, że organizacja udzielania świadczeń w szpitalnym oddziale ratunkowym leży w kompetencji dyrekcji szpitala a pacjent powinien otrzymać od personelu SOR informacje, kiedy będzie przyjęty czy może poczekać, czy kwalifikuje się do otrzymania pomocy w SOR, czy jednak powinien udać się do lekarza POZ lub punktu nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. O kolejności przyjęcia pacjenta na SOR powinien decydować stan zdrowia chorego. Pacjenci zamiast informacji spotykają się z arogancją i lekceważeniem. Ale mogą poskarżyć się do Funduszu.
– Monitorujemy zawarte umowy i zawsze wyjaśniamy sprawy, które do nas wpływają także te dotyczące zastrzeżeń do organizacji przyjęć na SOR – mówi Bartoszek.
Alicja Solarz, która w 2014 po dwóch miesiącach zrezygnowała z kierowania SOR-em, twierdziła, że da się usprawnić pracę oddziału i rozładować kolejki. Potrzeba do tego jednak radykalnych decyzji dyrekcji – mówiła. Właśnie wtedy stery w szpitalu obejmował Jacek Buczek. Ale skargi na SOR się nie skończyły. (bf)

Komentarze