Szrek w roli głównej

ChKS CHEŁMIANKA – OLIMPIA ZAMBRÓW 1:3 (1:1, 0:0) po dogrywce
1:0 – Budzyński (58 – asysta Kobiałka), 1:1 – Buzun (68 – asysta sędzia liniowy), 1:2 – Biel (100 karny – asysta sędzia główny), 1:3 – Grzybowski (108).
ChKS: Kijańczuk – Kwiatkowski, Sękowski, Krzyżak, Greguła (85 Greguła), Fornal, Kobiałka, Uliczny, Kotowicz (64 Jodłowski), Budzyński, Koprucha (69 Banaszak).
Sędziował Marcin Szrek (Kielce). Czerwone kartki: Krzyżak (93 min.), Kwiatkowski (101 min.), Sękowski (118 min.) – wszystkie za dwie żółte.
Do ubiegłej soboty słowo „Szrek” chełmskim kibicom kojarzyło się z serią amerykańskich filmów animowanych, o sympatycznym zielonym ogrze z bagien. Od meczu z Olimpią Zambrów będzie kojarzyć się również z kieleckim sędzią, który popsuł piłkarskie święto w Chełmie, jakim był pojedynek rundy wstępnej Pucharu Polski na szczeblu centralnym. Jego główny aktorem był arbiter Marcin Szrek. Z pomocą swoich kumpli po fachu podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, które zadecydowały o końcowym wyniku spotkania. W pierwszej połowie pokazał żółtą kartkę Mateuszowi Krzyżakowi za faul, a kilka minut później, za identyczne przewinienie zawodnika Olimpii, kary indywidualnej, niestety, nie było. Ale o tych decyzjach za kilka dni zapewne nikt nie będzie pamiętał, choć one miały wpływ na dalszy przebieg meczu. Na długo natomiast w pamięci kibiców Chełmianki pozostaną werdykty sędziego Szreka z drugiej połowy meczu i dogrywki. W 68 min. goście zdobyli wyrównującego gola, jednak strzelec Karol Buzun był na ewidentnym spalonym. Sędzia tłumaczył podobno zawodnikom, że piłka odbiła się od nóg jednego z graczy Chełmianki i dopiero trafiła do piłkarza Olimpii, dlatego spalonego nie odgwizdał… Tak czy owak, w momencie podania Buzun był na widocznym spalonym. Na początku dogrywki Szrek pokazał drugą żółtą kartkę Krzyżakowi i w konsekwencji czerwoną. Kara może i należała się, ale zastanawiające jest, czemu arbiter za podobne przewinienia nie pokazywał żółtych kartoników gościom?! W 100 min. Szrek znów wyprowadził z równowagi zawodników gospodarzy i kibiców. Najpierw odgwizdał urojony faul Przemka Banaszaka, który czysto odebrał piłkę przeciwnikowi. Po wrzutce z wolnego w pole karne, piłka odbiła się od ręki jednego z piłkarzy Chełmianki i sędzia wskazał na jedenasty metr. Czy było to zagranie, po którym sędzia powinien podyktować karnego? Po golu na 1:2 (niewiele brakowało o Kijańczuk obroniłby strzał z 11 metrów) nerwowo nie wytrzymał Przemek Kwiatkowski i za krytykę decyzji sędziowskich, dostał dwie żółte i czerwoną kartkę. Mimo niekorzystnego wyniku, gry w „dziewiątkę” Chełmianka jeszcze wierzyła w zmianę rezultatu. W drugiej połowie dogrywki Olimpia wykorzystała grę w przewadze i zdobyła trzeciego gola.
Pierwsza część spotkania, przynajmniej do 30 minuty, w wykonaniu Chełmianki była bardzo spokojna. Zawodnicy przede wszystkim koncentrowali się na realizacji założeń taktycznych, sporadycznie podchodząc pod pole karne Olimpii. W 35 min. goście po błędzie miejscowych w rozegraniu piłki wyszli z kontrą i przed utratą bramki Chełmiankę uratował słupek. W odpowiedzi po ładnej akcji Damian Koprucha minimalnie przestrzelił.
Początek drugiej połowy należał do chełmskiego zespołu. W 58 min. kapitalnym podaniem do Michała Budzyńskiego popisał się Michał Kobiałka. Wychowanek Włodawianki wyszedł na pozycję i mimo asysty dwóch rywali, płaskim strzałem posłał piłkę do siatki w długi róg bramki Olimpii. Wydawało się, że Chełmianka ma mecz pod kontrolą. I miała, ale tylko do momentu, gdy sędzia liniowy postanowił „asystować” przy bramce na 1:1, nie sygnalizując spalonego.
Awans do pierwszej rundy Pucharu Polski był w zasięgu ręki. Zespół Chełmianki, budowany od nowa, zagrał poprawnie, ambitnie, zawodnicy walczyli przez pełne 120 minut. Na boisku nie było dwóch pozyskanych graczy, Pawła Jabkowskiego i Daniela Chariasza. Nie zagrał też Rafał Krupski, który wzmocnił chełmską drużynę kilka dni temu. Obaj są po urazach i trener Bożyk wolał nie ryzykować. Gdyby nie sędziowskie błędy, Olimpia zapewne miałaby nie lada problemy ze zdobyciem wyrównującego gola, bo goście cały mecz grali w jedenastu. Na ławce rezerwowych mieli tylko drugiego bramkarza. Chełmianie schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami, niektórzy z łzami w oczach. – Dzisiejszy mecz dla moich zawodników był bardzo wartościowy, zebraliśmy nowe doświadczenie – mówił po spotkaniu Artur Bożyk. – Można powiedzieć, że jesteśmy świadkami narodzin nowej drużyny. Zasada jeden za wszystkich, wszyscy za jednego dziś się sprawdziła. Dużo dało nam 4-dniowe zgrupowanie w Zwierzyńcu, na którym chłopcy mieli możliwość zintegrować się.
Mecz z trybun oglądał znany w województwie lubelskim szkoleniowiec, Dariusz Banaszuk, który w sobotę został oficjalnie drugim trenerem piłkarzy Chełmianki. – Bardzo poważnie myślimy o powrocie do III ligi, dlatego wzmacniamy nie tylko kadrę zawodniczą, ale i sztab szkoleniowy – uzasadnia zatrudnienie szkoleniowca prezes klubu Grzegorz Gardziński.
Z kolei przed meczem chełmscy działacze podziękowali za grę w Chełmiance Piotrowi Wójcikowi i Łukaszowi Jankowskiemu. Obaj z przyczyn zawodowych zdecydowali się odejść z chełmskiej drużyny. Wójcik spędził w Chełmie pięć sezonów, Jankowski grał przez 2,5 roku. (red)

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPrymusi z II LO w Chełmie
Następny artykułPowiat w ogonie