Topory u radnej

Radna Monika Mazur ma za złe drogowcom, że wycinając krzaki za bardzo przycięli jej starą jabłoń. – Drzewo przetrwało wojnę, okupację, a może się okazać, że drogowców starosty Deniszczuka nie przetrwa – mówi radna z Sielca.

Radna Monika Mazur z Sielca słynie ze swojej dociekliwości. Gdy na ostatniej sesji Rady Gminy Leśniowice pojawił się Piotr Deniszczuk, starosta chełmski, od razu zasypała go pytaniami, dotyczącymi m.in. dróg powiatowych na terenie gminy Leśniowice. Radna poskarżyła się także na pracowników starostwa, którzy wycinali krzaki przy drogach powiatowych.
– Mam w Sielcu sad, w którym rośnie mnóstwo starych odmian drzew, posadzonych jeszcze przed wojną przez mojego dziadka – mówiła radna Mazur. – Gdy drogowcy przycinali gałęzie, wycięli mi przy okazji pół jabłoni, starej renety. I to w okresie kwitnienia. Zrobili to, mimo że uprzedzałam ich, że sama się tym zajmę. Nie posłuchali. Gałąź ponoć za bardzo wystawała. A rosnący nieopodal jesion, choć w pasie drogowym, został.
Starosta Deniszczuk odpowiedział, że starostwo jest zobowiązane wycinać zakrzaczenia w pasie drogowym.

– Robimy to ze względów bezpieczeństwa – mówił starosta Deniszczuk. – Jeśli chodzi o drzewa owocowe, to możemy je przycinać bez zezwoleń. Inaczej jest w przypadku takich drzew jak jesion. Nie wiem, na ile gałąź jabłoni pani radnej rzeczywiście wychodziła na pas drogowy, ale skoro drogowcy ją wycięli, to widocznie tak należało. To, że akurat jabłoń pani Mazur kwitła, to też dla nas żaden argument. Jeśli ekipa ma zlecone takie zadanie, to musi je wykonać, a nie czekać aż drzewa zaowocują. Trudno też, żeby ludzie prosili o przełożenie wycinki, bo gdyby wysłuchać postulatów wszystkich, to do tej wycinki nigdy by nie doszło.
Radna Mazur z niepokojem patrzy na swoją jabłoń. – Mam nadzieję, że drzewo nie uschnie. Przetrwało wojnę, okupację, a drogowców starosty Deniszczuka miałoby nie przetrwać? – pyta radna z Sielca. (mo)

Komentarze