Urzeczeni końskim pięknem

Pokazy jeździeckie V CAVALIADY trwały w najlepsze, gdy oddawaliśmy poprzedni numer „Nowego Tygodnia” do druku, zgodnie więc z ubiegłotygodniową obietnicą przekazujemy dziś szczegółową relację z tego wydarzenia, które lublinianie pokochali szczególnie.
Każdego dnia CAVALIADZIE towarzyszyły tysiące widzów. Trybuny w hali Targów Lublin były pełne już w czwartek. Tego dnia poranne konkursy obserwowali m.in uczniowie Zespołu Szkół Rolniczych w Pszczelej Woli. Wszystko w ramach zajęć lekcyjnych, bo od kilku lat, oprócz pszczelarzy, szkoła kształci także specjalistów hodowli koni. Przyjechali specjalnie wynajętym autokarem. A w niedzielę spiker zawodów wspomniał, że konkursy ogląda nawet wycieczka kibiców… ze Słowacji, pomimo, że reprezentanci tego kraju na lubelskiej CAVALIADZIE nie startowali.)
Podczas czwartkowej, zaciętej rywalizacji zaprzęgów, lublinianie najgoręcej kibicowali Ireneuszowi Kozłowskiemu. Pan Irek pochodzi z Białej Podlaskiej, studiował zootechnikę, a później był pracownikiem stadniny w Janowie Podlaskim. Obecnie, z żoną Natalią, prowadzi stajnię w Jagodnem koło Siedlec. W jego zaprzęgu szły siwe konie, będące krzyżówką polskiej rasy śląskiej z rosyjskimi kłusakami orłowskimi, czyli siła połączona z elegancją. W czwartkowej rywalizacji wywalczyły trzecie miejsce.
Wygrał Adrian Kostrzewa z KS Idmar Krajkowo, powożący czwórką przepięknych koni nieco egzotycznej rasy lipicańskiej. Zaczęto je hodować już od XVI wieku w Austrii, w monarchii Habsburgów. Konie te od pokoleń uczestniczą w pokazach ujeżdżania, jakie odbywają się w wiedeńskiej Wyższej Hiszpańskiej Szkole Jazdy. To zapewniło im międzynarodową sławę. Drugi był Bartłomiej Kwiatek z SLKS Książ, jadący czwórką karych koni śląskich. W kolejnej, sobotniej odsłonie konkursu więcej szczęścia miał Kozłowski, który pokonał Kostrzewę. Trzeci w sobotę był Paweł Mazurek z SLKS Książ.

Potęga skoku

Ostatni, najmocniejszy punkt czwartkowych zmagań to konkurs Potęgi Skoku. Dwanaścioro zawodników rozpoczęło rywalizację od czterech przeszkód o wysokości 170 cm. Najważniejszy był „mur”, bo to jego wysokość wzrastała podczas kolejnych przejazdów. W ostatnim wzrosła do 2,05 cm. Z taką przeszkodą bezbłędnie poradził sobie Quirados AS, dosiadany przez Marka Lewickiego i ta para wygrała. Tej wysokości nie zaliczyli Jan Bobik na Santosie – drugi i Litwin Zigmantas Sarka na Cashmanie – trzeci w konkursie. Czwarte miejsce zajął Paweł Jurkowski na Contre Attaque.
W niedzielę podczas lubelskiej CAVALIADY, przypadła 68. rocznica ustanowienia rekordu świata w skoku na wysokość. 5 lutego 1949 r. Chilijczyk Alberto Morales na koniu Huaso pokonał wysokość 2,47 m.
W piątkowym, wysokim (145 cm) konkursie dużej rundy zwyciężył Marek Lewicki na Abigej. Drugi był Jarosław Skrzyczyński na Calevo 2, a trzeci Niemiec Andre Plath i AFP’S Cosmic Blue.
Potem tor zupełnie się zmienił. Ustawiono przeszkody crossowe do Halowego Pucharu Polski we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego. Najbardziej widowiskowy był bankiet, zrobiony na przyczepie samochodowej. Zawodnicy musieli na niego wjechać, a potem zeskoczyć. Ale nie mieli większych problemów z jego pokonaniem. Trudniej było na innych przeszkodach.
Wygrał Mateusz Kiempa na Lassban Radowix (CSJ Cwał), druga była Marta Dziak – Gierlicz z Janowa Podlaskiego na Ekologu, wyhodowanym w tej stadninie, trzecia – Katarzyna Kokowska na Rosalie (Sopocki KJ). Sportowego szczęścia nie miał dwukrotny olimpijczyk Artur Społowicz na Pokerze, reprezentujący KJ Jaroszówka, który zajął ostatnie, dziewiąte miejsce.

Brawo, młodzi!

Kolejny, oczekiwany przez widzów konkurs to Venus vs Mars. Na jednym torze startowała amazonka, na drugim równocześnie jeździec. W finale młoda, siedemnastoletnia juniorka z Lubelszczyzny Ewelina Rocka na Lancelocie skutecznie rywalizowała z doświadczonym Andre Plathem na Wandzie 439. Doping widowni zagłuszał spikera! Przed finałowym przejazdem koń Eweliny zgubił podkowę. Chyba na szczęście… Bo chociaż ostatecznie zwyciężył Plath, to Ewelina została bohaterką piątkowego wieczoru.
W sobotę i niedzielę swoje konkursy miały dzieci na kucach, rywalizujące w konkursach CAVALIADA Future. O pierwsze jeździeckie sukcesy walczyły wyłącznie amazonki. Chłopaków jakoś nie było.
W sobotę przeszkody 85 cm najlepiej pokonała Natalia Sydow z KJ Gronówka na Erozji, zaś 70 cm – Alicja Markiewicz z UKS Primo Denisie. W niedzielę, w konkursie 75 cm najlepsza była Alicja Markiewicz przed Anną Korzeniewską na Albercie i Jagną Grabowską na Filipie.
W widowiskowym, niedzielnym konkursie sztafet, gdzie w jednej drużynie byli trzej młodzi juniorzy i jeden doświadczony jeździec zwyciężył zespół w składzie Aleksandra Osuch na Spencerze, Alicja Markiewicz na Denisie, Julia Walorek na Figaro i Paweł Warszawski na Aristo AZ. Tylko zwycięzcy mogli wyjechać do dekoracji konno, reszta ekip odbierała gratulacje pieszo, demonstrując efektowne kłusy i galopy… bez koni podczas rundy honorowej. Wśród tej roześmianej jeździeckiej młodzieży rej wodził… Paweł Jurkowski! Jego ekipa zajęła trzecie miejsce.

Szybkość i elegancja

Dużych emocji dostarczył wieczorny sobotni konkurs szybkości Speed and Music o nagrodę Prezydenta Lublina. Trzydzieści trzy konie musiały jak najszybciej pokonać parkur. Zawodnicy prowadzili je, robiąc efektowne skróty, nagradzane brawami przez widzów. Zwyciężył Jacek Zagor na Halifax van de Heffinck, drugi był Dawid Kubiak na Anastacii III, trzeci Niemiec Paul Wiktor na Lindy – Hop. Ulgowo potraktował swój przejazd Rosjanin Władimir Bieletskij, bawiąc kibiców w rytmach „Kalinki”.
Podczas sobotnich pokazów zaprezentowali się husarze z elementami staropolskiej konnej musztry. Stadnina koni w Janowie Podlaskim pokazała swoje najpiękniejsze araby. Komentował nowy prezes stadniny, profesor Sławomir Pietrzak z UP Lublin. W niedzielę pokaz arabów powtórzono.
W niedzielne popołudnie rozegrany został główny konkurs Grand Prix, pod patronatem Marszałka Województwa Lubelskiego. Na starcie zgromadził aż 48 koni. Gospodarz toru Szymon Tarant postawił dość trudny parkur, wysoki na 145 cm i pełny szerokich przeszkód. Ostatnią był okser o szerokości aż 160 cm. Tę szerokość nieco rekompensował dość długi najazd. Błędów było niewiele na tej przeszkodzie. Zawodnicy jadący konkurs nie ustrzegli się zrzutek na innych, zwłaszcza na szeregu stacjonata – okser – stacjonata, ustawionych przed trybunami. Przejazdów „czystych”, z zerowym kontem punktów karnych było tylko pięć. Pierwszy tego wyczynu dokonał dopiero dwunasty zawodnik na liście startowej, Wojciech Wojcianiec, na Cassio Melloni. W tegorocznym Grand Prix szczęścia nie mieli jego poprzedni triumfatorzy. Zwycięzca z roku 2015, Łotysz Andis Varna, był 34, zaś ubiegłoroczny – Łukasz Koza, po zrzuceniu sporej liczby przeszkód, zrezygnował z kontynuowania przejazdu. W rozgrywce konkursu najlepszy czas i zero punktów karnych miał Czech Ales Opatrny na Balguero i to on został zwycięzcą. Czas przejazdu w rozgrywce zadecydował o kolejnych miejscach. Drugie zajął Wojciech Wojcianiec, trzecie – ulubieniec publiczności – młody, osiemnastoletni Adam Grzegorzewski na Okarino, zwany „Harrym Potterem polskiego jeździectwa”. Pan Adam, rzeczywiście podobny do bohatera powieści JK Rowling, jakby naprawdę zaczarował swojego konia i serca lubelskich widzów. Podczas dekoracji odebrał jeszcze jedną nagrodę, bo dosiadany przez niego Okarino okazał się najlepszym w konkursie koniem polskiej hodowli.
CAVALIADĘ zamknął kolejny konkurs ujeżdżenia. Zawodniczki jechały program dowolny Intermediate z muzyką, którą same wybrały. Znowu najlepszy ruch zaprezentował Aqsel ,dosiadany przez Emilię Jach. Druga była Dorota Urbańska na Nelsonie, trzecia Elżbieta Liberda na Don Joaquin.

Tegoroczne targi sprzętu jeździeckiego powiększyły swoją powierzchnię kosztem miejsca, w którym wcześniej prowadzono pokazy i jazdy na kucykach dla dzieci. Oferta handlowa wystawców była jak zwykle bogata, ale ceny… nieco odstraszały.
Widzowie nieco narzekali na kamerę telewizyjną umieszczoną tak, że zasłaniała tablicę świetlną, na której pojawiały się wyniki uzyskane przez zawodników, ale i tak wszyscy wychodzili z zawodów uszczęśliwieni.
A potem potężne ciężarówki przewożące konie zaczęły startować z parkingu przed halą w drogę do macierzystych stajni. I zrobiło się nieco smutno…W dniach 23 – 26 lutego, na warszawskim Towarze zostaną rozegrane ostatnie konkursy CAVALIADY Tour 2016 – 2017
Jan Achremowicz

Komentarze