W Lublinie nie bali się mi zaufać

Zanim zapytam o kwalifikacje i igrzyska, proszę opowiedzieć o tym jak Pan trafił do AZS UMCS?
Rafał Fedaczyński: Szukałem nowego klubu i zadzwoniłem do AZS UMCS. Decyzja zapadła w ciągu dwóch dni. W Lublinie nie bali się mi zaufać, po tym jak w czerwcu ubiegłego roku przeszedłem poważną operację biodra. Nie wiadomo było czy zdążę się po niej pozbierać.
Na szczęście udało się! Zaledwie dwa dni po tym, jak oficjalnie zmienił Pan klubowe barwy z AZS AWF Katowice, do którego trafił tuż przed igrzyskami w Pekinie, w kwietniu 2008 roku z hrubieszowskiej Unii, wywalczył Pan kwalifikację do Rio de Janeiro. Lepszego prezentu dla siebie i nowego klubu nie można sobie chyba wyobrazić?
– To prawda. Taki był plan by o minimum walczyć w Dudincach. Pod te zawody podporządkowywałem trening. Zmiana barw klubowych była dodatkową motywacją. Cieszę się, że tak szybko zdobyłem medal dla mojego nowego klubu.
Ma pan już kwalifikację na 50 km. Na tym dystansie wystartuje w Rio de Janeiro?
– Wszystko na to wskazuje. Na pewno zdecyduję się na jeden występ. Wszystko zależy od dyspozycji zdrowotnej i poziomu jaki będą reprezentowali rywale. Teoretycznie na 50 kilometrów mam duże szanse na finał, a nawet złoty medal. Trzeba pamiętać także, że w Brazylii zabraknie reprezentantów Rosji, która jest zawieszona, a to zawsze trzech niezwykle groźnych zawodników.
Jak będą wyglądały przygotowania? Planuje pan jakieś kontrolne starty?
– Wprawdzie po kontuzji zostałem skreślony z kadry, ale PZLA zabezpieczyła mi trzy obozy. Co do startów to przed igrzyskami będą tylko trzy. Już za dwa tygodnie w Rzymie wraz z Rafałem Augustynem, Jakubem Jelonkiem i Dawidem Tomalą wystartuję w I Drużynowych Mistrzostwach Świata na 20 km. Później w czerwcu czekają mnie Akademickie Mistrzostw Polski w występ w nich na 5 km, a także w mistrzostwa Polski seniorów, będące ostatecznym terminem gdzie można jeszcze uzyskać minimum na 20 km.
Startował pan już w Brazylii?
– Jeszcze nie. Byłem na zawodach, ale w Ameryce Północnej, a nie Południowej, dokładnie w Meksyku. Na pewno dobrze by było gdybyśmy mogli do Rio de Janeiro udać się nieco wcześniej, tak jak to miało miejsce w Pekinie. Kilka tygodni treningów na miejscu miało ogromne znaczenie w przygotowaniach w 2008 roku.
Zajął Pan w Chinach bardzo dobre ósme miejsce! Teraz będzie jeszcze lepiej?
– Finał zawsze cieszy. Na razie nie ma jednak co wróżyć z fusów, tylko w spokoju przygotowywać się do igrzysk. Dzięki pomocy z klubu AZS UMCS, miasta Lublin oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego na pewno mogę skupić się wyłącznie na treningu. Serdecznie dziękuję za to wsparcie.
Dziękuję za rozmowę K.B

Komentarze