Wielka akcja służb i rozbity gang

Mieli zarejestrowane, działające legalnie firmy, zajmujące się sprzedażą części samochodowych. Klientom jednak nie wysyłali nowych elementów, a te ze skradzionych na terenie całej Polski i Europy aut. Gang paserów z Pomorza rozbiła chełmska straż graniczna razem ze stołecznymi policjantami. W garażach, magazynach i pustostanach znaleźli części ze 122 aut o wartości aż 16 mln zł!
Wielka operacja prowadzona wspólnie przez funkcjonariuszy Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie i stołecznych policjantów miała swój początek jeszcze w 2015 roku. Jesienią pogranicznicy zaczęli „przechwytywać” na granicy pierwsze kradzione samochody, które Ukraińcy próbowali wywieźć z Polski. Z kolei stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością samochodową zabezpieczyli Bentley’a Continental GT, który został sprowadzony z Austrii po pożarze. Po badaniach z zakresu mechanoskopii okazało się, że w aucie zamontowane są części ze skradzionego w październiku ub. r. na terenie Niemiec samochodu tej samej marki. Jak udało się ustalić, właściciel bentleya kupił je w sklepie internetowym. Kiedy okazało się, że sprawy są połączone, a w grę wchodzi transgraniczna przestępczość samochodowa – na początku marca tego roku, na mocy porozumienia między komendantem NOSG a komendantem stołecznym policji, powołano specjalną grupę funkcjonariuszy z Chełma i Warszawy.
Ślady prowadziły na Pomorze. Ustalono, że właśnie tam działała grupa zajmująca się paserstwem. Handel częściami ze skradzionych na terenie całej Polski i Niemiec aut odbywał się głównie przez internet. W obrocie trefnym towarem brało udział aż pięć współpracujących ze sobą firm które m.in. przekazywały sobie dane klientów. Szajka wykorzystywała do tego prowadzone „legalnie” przez siebie firmy i tzw. „słupy”, czyli osoby, które oferowały do sprzedaży „lewe” części.
50 mundurowych z NOSG i policji (wspieranych przez pracowników Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji oraz Wywiadu Skarbowego Urzędu Kontroli Skarbowej w Warszawie) na terenie Lęborka i okolic zrobiło wjazd na dziuple gangu. Były to garaże, magazyny i opuszczone budynki gospodarcze. Tam ujawniono m.in. skradziony kilka dni wcześniej w Niemczech i pocięty już na części samochód ciężarowy MAN oraz Mercedes C180 (jego kradzież została zgłoszona tego samego dnia). Z aut różnych marek znaleźli też zbiorniki paliwa, skrzynie biegów, elementy zawieszenia, drzwi czy elementy karoserii.
Okazało się, że podejrzani mają na swoim koncie jeszcze oszustwa podatkowe. Działające niby legalnie firmy nie odprowadzały bowiem podatku od sprzedawanych części samochodowych.
Najpierw w ręce strażników i policjantów trafiło sześciu mężczyzn. Dwóch z nich zostało zwolnionych zaraz po przesłuchaniu. Pozostali byli notowani za przestępstwa przeciwko mieniu. W ich domach znaleziono znaczną ilość gotówki, dokumenty finansowe oraz napisane odręcznie faktury i umowy. Funkcjonariusze skontrolowali także biura rachunkowe, które prowadziły księgowość firm paserów. Łącznie zatrzymano osiem osób (w wieku od 25-55 lat), z czego pięciu mężczyzn zostało tymczasowo aresztowanych. Usłyszeli zarzuty za paserstwo wielu części pochodzących z kradzionych samochodów. Jeden z nich był odpowiedzialny m.in. za zastępowanie pracodawcy w kontaktach z dostawcami części kradzionych aut oraz zajmowanie się umowami sprzedaży i pełną dokumentacją firmy.
Do dziupli trafiały części nie tylko z Polski i Niemiec. Z ustaleń grupy specjalnej NOSG i policji wynika, że były to też pojazdy ze Szwajcarii, Holandii oraz Norwegii (skradzione w latach 2010-2016). Przez pięć dni zabezpieczono elementy ze 122 samochodów. Wartość skradzionych aut szacowana jest na kwotę ponad 16 mln zł.
Sprawa ma charakter rozwojowy. Niewykluczone, że dojdzie do kolejnych zatrzymań. (pc)

Komentarze