Wojskowy jak sercem się zajmie…

Dr n. med. Grzegorz Sobieszek

– To aż żal żegnać się z tym szpitalem. Bo tutaj tak nade mną skakali, doglądali, żeby tylko co mi się nie stało – zwierza się 99-letnia pacjentka. Kilka dni wcześniej szczęśliwie przeszła zabieg wszczepienia stymulatora serca, ratujący jej życie. Obecnie każdego dnia jest to norma dla kilkunastu chorych w 1 Wojskowym Szpitalu Klinicznym na oddziale „sercowym” – jak mówią o nim wdzięczni pacjenci


Feliksa Barańska została przywieziona tutaj z Puław, gdzie wyczerpano możliwości jej leczenia kardiologicznego. Nie skrywa swego wieku (rocznik 1918), wręcz podkreśla, że z nowym wspomaganiem serca musi wejść w drugą setkę lat swego życia. Mimo bradykardii jest osobą pełną energii, jak rzadko kto w tak zaawansowanym wieku – co może być zasługą faktu, że przez kilkadziesiąt lat pracowała na roli. Pani Feliksa w tym stanie ducha ma jeszcze wiele planów przed sobą, ale jej serce biło zbyt wolno dając oznaki zmęczenia. Dlatego skutecznie pobudzono je do akcji wszczepiając (w okolice obojczyka) dwujamowy stymulator serca. Po kilku dniach pełna optymizmu pacjentka opuszcza lecznicę na własnych nogach.
W dzień później podobny, bardziej skomplikowany zabieg przechodzi tu Stanisław Mitura, 47-letni piekarz z Kocka. Pacjent przeżył już szereg zaburzeń rytmu serca. Jedno z nich skończyło się nocnym zatrzymaniem krążenia. Miejscowi lekarze byli bezradni, poprosili o interwencję kardiologów z Lublina. Po kilku godzinach pan Stanisław oprzytomniał już na wojskowej kardiologii. Szczęśliwie. Tutaj został mu wszczepiony elektroniczny „anioł stróż”, tzw. kardiowerter-defibrylator.
– Niby człowiek pół wieku młodszy i już ma podobny problem kardiologiczny – komentują na gorąco dwaj lekarze operatorzy oddziału. To bardzo znamienne przypadki w ich pracy. – Na pewno trudniejszy casus dla nas stanowiła pani Feliksa z uwagi na ryzyko zabiegu. Ponieważ u tych pacjentów udało się uzyskać dobre parametry śród-zabiegowe, oboje dostali od nas zaproszenie na „przegląd techniczny” z wymianą baterii stymulatorów za 6-8 lat – dodają sympatyczni kardiolodzy.

Kto stoi za tym sukcesem?

W ramach Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii w popularnym szpitalu wojskowym od kilkunastu dni funkcjonuje Pracownia Elektroterapii. Jej kierownikiem został młody, acz doświadczony kardiolog, dr n. med. Bartosz Olajossy – certyfikowany operator elektroterapii. Akcentuje, że jego pracownia ma doskonałą aparaturę, umożliwiającą wszczepianie wszystkich urządzeń dostępnych na rynku normujących pracę serca.
„Pomoce” kardiologiczne, którymi dysponuje, to: stymulatory – gdy serce bije zbyt wolno, kardiowertery (minidefibrylatory wewnętrzne) – gdy u chorego jest ryzyko groźnej dla życia arytmii, stymulatory resynchronizujące – wspomagają skurcz serca w jego niewydolności.
Lekarz podkreśla wielką skalę potrzeb. Wskazania na samych tylko kardiowertery – owe „aniołów” w niewydolności serca, ma blisko 30% chorych, a wszczepia się ich jedynie 6%.
– Dokonujemy tu implantacji mikrourządzeń stymulujących mięsień serca. Są niezbędne w nowoczesnym leczeniu bradyarytmii, także w leczeniu jego niewydolności. Osprzęt ten ratuje życie, gdy naturalna pompa krwi pracuje zbyt wolno. Z kolei kardiowerter normuje arytmie – groźne dla życia, gdyby doszło do nagłego zatrzymania krążenia – zauważa dr Olajossy.
Tutejsi kardiolodzy są przekonani, że nowe formy leczenia są dla chorych dostępne najszybciej właśnie w „Wojskowym”. Tutaj organizacja pracy i najwyższe standardy postępowania pozwalają wykorzystać rzecz zasadniczą – czas, który biegnie od sygnałów o zaburzeniu pracy serca do interwencji specjalisty.
Z rozwoju placówki w tym kierunku cieszy się komendant 1 WSK płk. Marcin Sygut: – Nowa jednostka szpitala ma za zadanie zaspokoić rosnące potrzeby społeczeństwa w zakresie leczenia i opieki kardiologicznej. Pracownia ta ułatwia dostęp do innowacyjnych i skutecznych technik leczniczych ratujących zdrowie i życie pacjentów, oczywiście zabezpieczając też potrzeby wojskowej służby zdrowia.

Ciąg dalszy zmian

Dr n. med. Bartosz Olajossy

Dotychczas w 1WSK funkcje ratunkowe zmian w tej sferze pełniły Pracownia Hemodynamiki oraz Oddział Intensywnej Opieki Kardiologicznej. Kierownikiem Pracowni oraz Oddziału Kardiologii jest dr n. med. Grzegorz Sobieszek – specjalista angioplastyki.
– W ciągu ledwie kilku lat udało się w tym szpitalu stworzyć wzorowo działające centrum leczenia zawałów serca. Nasza „hemodynamika” robi najwięcej zabiegów udrażniania naczyń wieńcowych w Lublinie. To, że zostaliśmy liderem w interwencjach ratujących życie, jest zasługą także innych ośrodków z Lublina i regionu, z którymi współpracujemy w zakresie diagnostyki i leczenia interwencyjnego.
Oddział posiada dwie sale zabiegowe, a w nich najnowocześniejszy sprzęt do interwencji na naczyniach wieńcowych: dwa angiografy – stacjonarny Philips Allura Xper Fd 10 oraz mobilny Zhiem LFD, służący do wszczepiania stymulatorów serca, badań elektrofizjologicznych oraz zabiegów na naczyniach obwodowych.
– Pracownia Hemodynamiki, jako jedna z kilku ośrodków w kraju, posiada ultrasonograf wewnątrzwieńcowy z ko-rejestracją obrazu (System Syncvision), także optyczną tomografię wewnątrznaczyniową (OCT), aparaty do pomiaru cząstkowej rezerwy przepływu (FFR, IFR) służące ocenie istotności zwężeń tętnic. Jest i rotablator, przyrząd umożliwiający modyfikację i leczenie twardych, zwapniałych zmian w naczyniach niepoddających się standardowym metodom – tłumaczy dr Sobieszek. – Prócz badań koronarograficznych i angioplastyki naczyń wieńcowych wykonuje się tu innowacyjne zabiegi: jak rekanalizacja starych zamknięć (CTO), w tym zaawansowaną metodą wsteczną (retrograde) i techniką „antegrade dissection and reentry” (ADR), ponadto rotablację co można przyrównać do wewnętrznego frezowania naczyń krwionośnych.

Jest się czym pochwalić

– twierdzi prof. dr hab. med. Władysław Witczak, szef kliniki, który nadzoruje ja od ponad 30 lat. – Mamy obecnie w szpitalu oddział, który pozwala na pełny zakres diagnostyki oraz leczenie chorób serca nieoperacyjnie. A są to zabiegi ratujące życie, jak w przypadku naczyń wieńcowych, np. u chorych z ostrymi zespołami wieńcowymi, z zawałem serca oraz wymagających leczenia elektrostymulacją.
Profesor podkreśla, że zabiegi wykonuje w pełni wykwalifikowany personel z dużym doświadczeniem w kardiologii interwencyjnej. Oprócz wymienionych szefów pracowni, w skład zespołu wchodzą: dr n. med. Wojciech Kula (echokardiografia) oraz lekarki: Agnieszka Dronka, Bożena Korszla-Janicka, Aneta Dziekanowska-Skwarek – specjalistki kardio-diagnostyki.
Pacjenci po zabiegach są poddawani specjalistycznej obserwacji w pododdziale rehabilitacji kardiologicznej. Niezwykle ważką rolę w tej strukturze pełni też Oddział Intensywnej Opieki Kardiologicznej. Kieruje nim dr n. med. Bartosz Zięba – kardiolog interwencyjny, wyedukowany już tu na miejscu – podkreśla szef kliniki.
Jest to bowiem jednostka naukowa i dydaktyczna prowadząca badania nad nowatorskimi metodami leczenia w zakresie interwencji wieńcowych. To m.in. nowe sposoby traktowania zwapnień w naczyniach (arterektomia orbitacyjna), użycie nowego rodzaju sprzętu, jak np. nowe rusztowania bioabsorbowalne. To także zaawansowana elektroterapia, m.in. poprzez nowe rodzaje stymulatorów serca: bezelektrodowe ICD, kamizelki defibrylujące W-ICD, zdalny monitoring domowy pacjenta, leczenia niewydolności serca. W grę wchodzą nowe leki i metody diagnostyki (markery niewydolności serca) oraz nowe trendy leczenia, np. modulacja kurczliwości serca – właśnie poprzez urządzenia wszczepialne.

A dalsze plany oddziału „sercowego”?

To jeden z czterech ośrodków kardiologii w Lublinie – ten o największej dynamice rozwoju. Od roku 2013 liczba tutejszych pacjentów stale rośnie. W tym czasie ilość łóżek oddziału zwiększyła się z 40 do 65. Na specjalistyczną pomoc mogą tu liczyć mieszkańcy z całego województwa.
– Chcemy stworzyć szerokie możliwości pacjentom właśnie z regionu poprzez wykorzystanie najsprawniejszych środków transportu. Temu będzie służyć m.in. lądowisko śmigłowców na dachu budynku, który ma zostać ukończony w ciągu roku – dodaje dr Sobieszek, będący też zastępcą szefa Kliniki.
To on kontynuuje wizję powiększenia bazy szpitala, jaką nakreślił był i zaczął wdrażać w 2013 roku poprzedni komendant 1WSK płk. dr n. med. Zbigniew Kędzierski. Wizja ta ma szansę ziścić się za 2 lata, kiedy to na IV kondygnacji szpitala – obecnie w trakcie budowy – powstaje duży oddział kardiologiczny, potencjalnie z kardiochirurgią. Na ponad tysiącu mkw. znajdą się tam nowe sale chorych, sale operacyjne, m.in. specjalna tzw. sala hybrydowa, a więc łatwa do zmian swej funkcji, umożliwiając wielospecjalistyczne działania. Bo nowa kardiologia da poszerzenie oferty szpitala o zabiegi strukturalne: m.in. leczenie wad serca (TAVI) oraz ubytków wewnątrzsercowych (ADS, PFO) – w tej oto skomplikowanej symbolice roztaczają swe marzenia lekarze-operatorzy. Ich zdaniem taka kompleksowa opieka stanowi przyszłość kardiologii.
W ślad za tym podwoi się obecna ilość łóżek dla sercowców, zwiększy się odpowiednio kadra specjalistów i obsługi medycznej.
– Obecnie mamy tu kardiologię na dobrym poziomie w skali kraju. Po nadbudowie i doposażeniu oddziału zyskamy ośrodek leczenia chorób serca na europejskim a nawet światowym poziomie – twierdzą pełni zapału kardiolodzy, młodzi acz o ugruntowanej już renomie. Byleby tylko NFZ (lub jego przyszły odpowiednik) nadążył finansowo za ambitnymi planami lekarzy wojskowych…  Marek Rybołowicz

Komentarze