Wypiera się zbrodni

Wyrachowany morderca nie przyznaje się do zbrodni na własnej żonie. Twierdzi, że sama dwukrotnie zatopiła w swym ciele kuchenny nóż. Kłamie bez mrugnięcia okiem, ale – jak się okazuje – morderstwo planował już w czerwcu.Wracamy do sprawy brutalnego morderstwa sprzed tygodnia. Jak ustalili śledczy, w czwartek (7 lipca) 43-letni Przemysław K., zwabił do mieszkania przy ul. Mickiewicza 24a swoją rok młodszą żonę, Monikę K. (kobieta kilka tygodni temu wyprowadziła się od człowieka, który ją gnębił latami). Ogarnięty chorą zazdrością mężczyzna miał zatopić w jej brzuchu nóż kuchenny, po czym podciąć sobie żyły w nadgarstkach i wyskoczyć przez balkon. Przed tym jednak K., który wcześniej leczył się psychiatrycznie, zrobił coś szalonego i przerażającego. Poszedł do najbliższej kwiaciarni, kupił bukiet 18 białych róż (symbolizujących, czystość, szacunek i pierwszą, niewinną miłość. Ich liczba oznaczała czas trwania małżeństwa) oraz 1 krwistoczerwoną i położył kwiaty na ciele zamordowanej Moniki.

43-latek został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, w którą wprowadzili go lekarze zaraz po operacji. Mężczyzna jeszcze tego samego dnia został przesłuchany. Na podstawie zgromadzonych dowodów postawiono mu zarzut morderstwa. Oskarżony nie przyznał się do popełnienia zarzucanych im czynów. Złożył wyjaśnienia, których treści prokuratura nie ujawnia. Jak udało się nieoficjalnie ustalić, próbował wmawiać śledczym, że Monika sama się dźgnęła. Nikt w to nie uwierzył, bo – jak się okazało – kobieta nie zginęła od jednego śmiertelnego ciosu. Morderca miał dźgnąć żonę, po czym wyjąć (do połowy) z jej ciała nóż i wbić go jeszcze głębiej. Po ułożeniu na jej ciele kwiatów i podcięciu żył siadł obok na krześle – pił piwo, palił papierosa i patrzył na zwłoki żony. Kiedy usłyszał, że szwagier Moniki szarpie za klamkę i próbuje przekręcić kluczem zamek w drzwiach wejściowych, rzucił puszkę na podłogę i wyskoczył przez balkon.
Jak mówi Lech Wieczerza, szef Prokuratury Rejonowej w Chełmie, wobec oskarżonego zastosowano tymczasowy areszt. Mężczyzna został przetransportowany do Łodzi – na oddział największego w Polsce szpitala więziennego.

W sprawie pojawił się też nowy wątek. Prawdopodobnie Przemysław K. już wcześniej planował zabić swoją żonę. Kiedy kobieta wyprowadziła się od niego, wielokrotnie dzwonił do niej, by przyszła do mieszkania przy ul. Mickiewicza nakarmić koty podczas jego nieobecności. Prawie za każdym razem kobieta (dla bezpieczeństwa) szła ze swoim szwagrem. 21 czerwca K. miał być w Warszawie. Monika weszła do mieszkania i zobaczyła męża. Mężczyzna wyszedł z pokoju, trzymając coś za plecami (tak jakby miał w ręku nóż), ale zobaczył szwagra żony z włączoną kamerą i zaczął ich wyganiać z domu. Później uśpił czujność kobiety – odczekał, udawał skruchę, prosił o wybaczenie ją i jej rodzinę. Do czasu. (pc)

Komentarze