Z obórki na stół

Nowe przepisy ułatwiające rolnikom handel żywnością z własnych gospodarstw już budzą kontrowersje. Bez zakładania działalności gospodarczej i płacenia podatków, a przede wszystkim bez spełniania większości wymogów sanitarnych, mogą sprzedawać przetworzone w gospodarstwie warzywa, owoce, mięso czy wędliny. „Zwykły” przedsiębiorca, zanim pomyśli o takiej produkcji, musi spełnić szereg rygorystycznych wymogów.

Od 1 stycznia rolnicy mogą podjąć działalność w ramach tzw. rolniczego handlu detalicznego. Nowe przepisy pozwalają im sprzedawać wyprodukowaną przez siebie żywność – kiełbasy, pasztety, mięso, miód, dżemy, olej, czy soki pod warunkiem, że powstaną z roślin i zwierząt pochodzących z własnego gospodarstwa. Wielu rolników i tak handluje własnymi płodami rolnymi, więc przepisy miały pozwolić im wyjść z szarej strefy. Zachętą ma być m.in. brak konieczności zakładania standardowej działalności gospodarczej i opłacania składek do ZUS a także brak podatków, jeśli przychód z handlu nie przekroczy 20 tys. zł rocznie.
W zasadzie jedynym wymogiem jest zarejestrowanie działalności w odpowiedniej instytucji, tj. sanepidzie (jeśli dotyczy przetwarzania i handlu produktami roślinnymi) i u powiatowego lekarza weterynarii (jeśli produktami pochodzenia zwierzęcego: jaja, mleko, masło czy mięso). Rejestracja działalności jest bardzo prosta i zdecydowanie różni się od procedury, jaką musiałaby przejść osoba fizyczna, gdyby chciała założyć działalność gospodarczą i także przetwarzać i handlować płodami rolnymi.

Najwięcej wątpliwości budzi rejestracja działalności w PIW.

– Rolnik składa tylko wniosek o rejestrację i z mocy przepisów jest objęty naszym nadzorem – mówi Agnieszka Lis, oowiatowy lekarz weterynarii w Chełmie. – Tymczasem podmioty gospodarcze składają wnioski o tzw. zatwierdzenie produkcji i zanim rozpoczną działalność, muszą spełnić określone wymogi. Muszą też przestawić projekt procesu technologicznego. Przed uruchomieniem produkcji sprawdzamy na miejscu czy obiekty i pomieszczenia spełniają wymogi i dopiero wówczas zatwierdzamy produkcję.
Skontrolować rolnika można dopiero po uruchomieniu przez niego działalności. Ale nawet wtedy niewiele można na nim wymóc, bo brakuje jasnych przepisów wykonawczych. Do legalnego obrotu mogą trafić produkty pochodzące od zwierząt hodowanych w urągających warunkach i przygotowywane na brudnych stołach gdzieś w piwnicach czy letnich kuchniach albo podwórkach. A to zawsze zwiększa ryzyko przenoszenia chorób.
– Niestety, ustawodawca pospieszył się troszkę, zezwalając na taką działalność, a dopiero teraz tworzone są wymagania – mówi A. Lis.
Jest co prawda ogólny zarys, ale na jego podstawie trudno wymusić na rolniku, by miał tak podstawową rzecz niezbędną przy pracy z żywnością jak chociażby książeczka zdrowia. Oczywiście nie można z góry zakładać, że rolnicy będą działać na bakier i wbrew zdrowemu rozsądkowi. I na razie nie ma się czego bać, bo zainteresowanie rolniczym handlem detalicznym jest znikome. Do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Chełmie wpłynęły do tej pory tylko trzy wnioski o rejestrację działalności a do chełmskiego sanepidu, mimo telefonicznego zainteresowania, na razie ani jeden. (bf, kw)

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPoślizg przy systemie
Następny artykułParkingowa wojenka