Zabił żonę i wyskoczył z trzeciego piętra

Najpierw ułożył szatański plan. Później zwabił żonę do mieszkania, a kiedy przekroczyła próg, wbił jej w brzuch olbrzymi nóż. Kobieta, z którą spędził 18 lat, konała w kałuży krwi. Położył na jej ciele bukiet białych róż, po czym podciął sobie żyły i wyskoczył z trzeciego piętra przez balkon. Przeżył.
Dramat rozegrał się w czwartek (7 lipca) w jednym z mieszkań przy ul. Mickiewicza 24a w Chełmie. Tuż po godzinie 18, pod numer alarmowy zadzwoniła kobieta, wzywając pogotowie do leżącego pod balkonem ich bloku rannego sąsiada, 43-letniego Przemysława K. Jak się później okazało, w mieszkaniu z raną kłutą brzucha leżała jego żona (42-letnia Monika K.). W mieszkaniu śledczy zabezpieczyli narzędzie zbrodni – kuchenny nóż.
– Kobieta zmarła przed przyjazdem pogotowia. Mężczyzna w krytycznym stanie trafił na blok operacyjny. 43-latek ma połamane obie nogi, kręgosłup, rękę, miednicę. Po operacji został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Jego stan jest ciężki – informuje Lech Wieczerza, szef Prokuratury Rejonowej w Chełmie.

18 lat gehenny

Monika K. była pielęgniarką. 18 lat temu wyszła za mąż za Przemysława K. Nie mieli dzieci. W małżeństwie nie układało się najlepiej. On, znany w mieście inżynier budownictwa, za zamkniętymi drzwiami zmieniał się w domowego dręczyciela. Lubił wypić. Po alkoholu stawał się agresywny i nieobliczalny. Monika nieraz uciekała do swojej matki i siostry. Policjanci założyli K. niebieską kartę. Kiedy ofiara przemocy domowej kryła się u rodziny, dzielnicowy przychodził i sprawdzał, czy wszystko jest w porządku. Po jakimś czasie przestał. Przestraszona kobieta złożyła zawiadomienie do prokuratury. Śledztwo w sprawie znęcania się zostało jednak umorzone. Sprawa nigdy nie trafiła na wokandę.
Przemysław K. latami psychicznie znęcał się nad żoną. Kiedy próbowała od niego odejść, obiecywał poprawę, pisał, że ją kocha, błagał o wybaczenie i przyrzekał, że zrobi wszystko, aby tylko wróciła. Szantażował, że jeśli tego nie zrobi, to zabije ją i siebie. Monika wiedziała, że jest do tego zdolny. Notorycznie śledził ją, gdy wracała z pracy, szła na zakupy czy do rodziny. Podjeżdżał różnymi samochodami. Nękał SMS-ami i telefonami. Kobieta nie była w stanie normalnie funkcjonować. Omamił ją do tego stopnia, że w jakimś stopniu czuła się też współwinna. Dlatego wracała.
Rodzina Moniki nie dawała za wygraną i próbowała wyrwać kobietę z sideł K. Prawie się udało. Kobieta, nad którą mąż latami znęcał się, i który ją od siebie uzależnił, zdobyła się na odwagę i zdecydowała rozstać się z prześladowcą. W uwolnieniu się od oprawcy pomagał jej też internetowy znajomy. Monika pisała z nim, żaliła się i radziła. Wspierał ją. Prawdopodobnie jednak o internetowym znajomym dowiedział się jej mąż. Przemysławem zawładnęła chora zazdrość. Kilka tygodni temu Monika wyprowadziła się do siostry. Złożyła pozew o rozwód. Jesienią miała być pierwsza rozprawa. Niestety, już się nie odbędzie.

Zwabił podstępem

Małżeństwo miało 4 koty. Tego dnia Przemysław zadzwonił do swojej żony i kazał jej przyjść do mieszkania przy ul. Mickiewicza, by je nakarmić. Mówił, że on w tym czasie przebywa ze swoją firmą budowlaną w Warszawie. Robił to już wcześniej, więc kobieta uwierzyła. Po południu przyszła do mieszkania. Wtedy K. zaatakował ją kuchennym nożem. Jeden cios okazał się śmiertelny. Kobieta wykrwawiła się na śmierć.
Na ciele konającej Moniki ułożył wiązankę z białych róż i chciał ze sobą skończyć. Podciął sobie żyły w nadgarstkach, podszedł do drzwi balkonowych i wyskoczył.
K. leczył się psychiatrycznie. Kilka tygodni temu wyszedł ze szpitala. Nie miał rodziny ani znajomych. Monikę traktował jak swoją własność. Mieszkanie, w którym dokonał tej straszliwej zbrodni, już kilka lat temu było „świadkiem” innej tragedii. Samobójstwo popełnił w nim brat Przemysława K. (pc)

Komentarze