Zadziwiająco kulturalna noc

Lubelska Noc Kultury to idea, która rozwija się i nieustannie zaskakuje. Tak było i tym razem (4-5 czerwca). Na program festiwalu, przygotowany przez Warsztaty Kultury, złożyło się blisko 300 wydarzeń: koncerty, wystawy, instalacje artystyczne, spektakle teatralne, kino i sztuka w przestrzeni miejskiej. Zawiedzionych raczej nie było…
Na placu Łokietka w infokiosku przesympatyczna obsługa wolontariuszy dobrze wróży na ten wieczór. Naprawdę starają się zainteresować przybyszy. Taki początek cieszy, choć rozmowę utrudnia potężna fala dźwięku ze 100 m obok. To samo centrum wydarzeń, tu krzyżują się szlaki imprezy. Jaki azymut wybrać? Młodzież zaczyna Noc Kultury od sklepów monopolowych. W tym rejonie jest ich dostatek, a kolejki do nich przypominają najgorsze czasy PRL-u, tak tuż przed godz. 13.
Mając w pamięci świetlisty w ubiegłym roku Żmigród – z szemranego zaułka zmieniony w romantyczny zakątek – idziemy ul. Królewską, by to sprawdzić. Przecina ją stojąca w poprzek ciężarówka, na niej estrada. Stąd płynie łomot punkowych gitar, co nie pozwala zamienić słowa z drugą osobą. Scena muzyczna w tym miejscu jest nieporozumieniem – i nie żeby zaraz ktoś nie kochał rocka… – bo dźwięk na 300 m zagłusza wszystko. Trudno przebić się tu przez tłum, więc zmieniamy kierunek. Jest jeszcze tyle atrakcji…
Obok ratusza na długości ok. 60 m ściele się oto rekreacyjny megatrawnik. Widać tu mnóstwo siedzących i leżących młodych ludzi. Słychać wiele rozmów w obcych językach. Pomysł pewnie dobry… Jednak zważywszy na pobliskie „światy alkoholi” wielu tutaj zacznie swą Noc Kultury i tu ją zakończy.

Kowalska retro jak z filmu

Idąc w dół ul. Lubartowską widzimy, że na wysokości dawnych Arkad, przegradza ją londyński „piętrus” na którym zainstalowano ekran. Jezdnię pokrywają rzędy leżaków. Ludzie z górki wpadają tu do „kina jednej nocy”, gdzie można zobaczyć 3 kolejne seanse: pokaz krótkometrażówek oraz dwie filmowe adaptacje znanych dzieł Isaaca B. Singera.
W tę noc warto było trafić na ul. Kowalską. Secesyjna architektura i klimat początku ubiegłego wieku zostały tu świetnie wykorzystane. Można było poczuć się jak w latach 20. Przestrzeń wystylizowano, jakby ktoś kręcił tu film, stąd specjalne szyldy sklepów, ich witryny, aranżacja lokali rozrywkowych. Były i zabytkowe auta zostawione niedbale wzdłuż ulicy, mkną stare motocykle. Koncept „RetroMania Kowalska” swój efekt zawdzięcza pracy artystek z grupy projektowej Piękno Panie. Udało się im tu ożywić kwartał przedwojennego miasta.
O wprowadzenie gości w nastrój retro dbają animatorzy koncertu przedwojennych szlagierów i tańców – to Teatr Muzyczny oraz tancerze grupy „Belriguardo”.
U styku ulicy z placem Zamkowym wiktoriańska karuzela (licząca 100 lat) bawi setki chętnych, z przewagą najmniejszych pasażerów. Od zamkowego wzgórza niesie się znakomity dźwięk estrady folk-rockowej – to zespoły Kings of the South Seas (Anglicy) oraz duński Habadekuk, samo dobro w warstwie muzycznej tej Nocy.

Magiczne atrakcje Starego Miasta

Tych było mnóstwo na całym jego obszarze. Dzielnicę zobaczyliśmy w innym świetle. Latarnie lśniły w tę noc błękitem, Brama Krakowska także w niecodziennych kolorach, a z jej wnętrza wylatują mydlane bańki. Podwórko z basztą opodal Bramy wygląda jak kadr z „Alicji w krainie Czarów”. Instalacje w formie podświetlonych mebli, na wysokich nóżkach tworzą tu baśniową krainę, chętnie obleganą przez dzieci. To sztuka wizualna autorstwa Natalii Głowackiej.
Około godz. 2 Noc Kultury stopniowo gaśnie. Na dobre działa nadal kino „Lubartowska” i dziesiątki „bufetów”. Rozkręca się więc leniuchowanie na owym „skwerze” opodal placu Łokietka. Tutaj setki zmęczonych kulturalną peregrynacją nadal sączą piwo – wszak Noc zapewnia alkoholową dyspensę. Cieszy i zadziwia, że nikt nie notuje złych zdarzeń czy wybryków, co potwierdza Jerzy Samborski z korporacji chroniącej porządek imprezy.
Marek Rybołowicz

Komentarze