Zakończenie sezonu polowań zbiorowych w ChTPM

W ostatnią sobotę stycznia spotkaliśmy się na polowaniu kończącym sezon polowań zbiorowych na zwierzynę grubą w naszym kole. O godzinie 8 rano przy kapliczce w Pobołowicach stawiło się aż trzydziestu dziewięciu myśliwych, w tym wszyscy członkowie zarządu koła. Rozpoczął prezes, Andrzej Makuch. Po krótkim przemówieniu uczciliśmy chwilą ciszy pamięć zmarłego kilka dni temu kapelana myśliwych ziemi chełmskiej, księdza kanonika Stanisława Furlepy. Kolega myśliwy odszedł nagle, ale i pięknie, podczas nocnego polowania.
Zbiórkę przed polowaniem prowadził nasz łowczy, Maciej Stempkowski. Przypomniał zasady bezpieczeństwa obowiązujące na polowaniu zbiorowym, wymienił też gatunki zwierzyny do odstrzału. Zostaliśmy, drogą losowania, podzieleni na trzy grupy. Jedną prowadził łowczy, następne – Janek Koguciuk oraz Dionizy Stafiński. Tego dnia bór nie był dla nas łaskawy. Zwierz widziany był w większości miotów, uchodził jednak cało. Na pokocie w Natalinie spoczął jeden dzik, pozyskany przez Hipolita Stempkowskiego (Króla polowania) oraz lis Stanisława Gilety. Tego dnia to nasi dostojni seniorzy wykazali się sprawnym okiem. Królem pudlarzy został Krzysztof Mioduchowski, który podobno strzelał kilkakrotnie i bezskutecznie do stojącego blisko niego dzika… Nie sam pokot był jednak tego dnia najważniejszy, lecz to, że tuż po jego zakończeniu i zdaniu raportu z całego sezonu przed prezesem, spotkaliśmy się na biesiadzie myśliwskiej. Marcin Madejski

Zajączki już na wolności

(3 lutego) W ramach programu Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie do środowiska wypuszczono kolejne zające szaraki. Od listopada 2016 r. zwierzaki były ochraniane i dokarmiane w wolierach adaptacyjnych w Rudzie i Poczekajce. W porze parkotów nadszedł czas ich wypuszczenia. W specjalnie rozstawioną siatkę zostały odłowione a następnie komisyjnie wypuszczone. Zadanie na terenie okręgu chełmskiego realizują: Koło Łowieckie nr 85 „Sokół” i Koło Łowieckie nr 23 „Szarak” w Chełmie.

Wnyki zdjęte – relacja z Koła nr 22

4 lutego odbyła się coroczna akcja „odwnyczania” łowisk. Problem z procederem kłusownictwa na naszych terenach jest tak długi, jak istnienie Koła nr 22. Czytając kronikę, co chwilę natrafiam na wzmianki o tej haniebnej działalności. Na terenach dzierżawionych przez nasze koło najczęściej spotykamy tzw. wnyki, czyli stalowe, druciane linki zawiązane w pętelkę, duszącą zdobycz. Jest to niesamowicie okrutna śmierć. Złapana we wnyk zwierzyna umiera nawet kilka dni. Bywa, że np. dzik potrafi odgryźć swoją własną repetę, by uwolnić się z pętli… Widziano w naszym kole dziki z trzema kończynami lub z linką wrośniętą w chyb.
Rzadko spotykamy tzw. żelastwo, czyli stalowe kleszcze. Naszych kłusowników nie stać na takie wynalazki, sprawdzona linka też spełni swoje zadanie. Wnykarze, codziennie obchodzą swoje łowisko. Gdy trafią na zwierzynę złapaną w stalowych linkach, dobijają ją. Możemy sobie tylko wyobrazić jak ta zwierzyna cierpi.
Łowczy podzielił nas na trzy grupy, a było nas czterdziestu myśliwych i kilku stażystów. Każda z grup miała do obejścia wyznaczony teren. W okolicach lasu Andrzejów jedna grupa zdjęła szesnaście stalowych pętli. W pozostałych grupach nie znaleziono żadnych wnyków. To dobrze. Sobotnia akcja pokazała, że tego typu spotkania mają sens i powinny być przeprowadzane regularnie, co kilka miesięcy. Dobrym pomysłem byłoby może zabieranie naszych dzieci, by pokazać im, że łowiectwo to nie tylko polowanie… Marcin Madejski

Komentarze