Zapomniane przez władze

Często przez lata nie udawało się w budżecie Lublina znaleźć pieniędzy na dostosowanie budynków burs szkolnych do wymogów bezpieczeństwa, jednak kontrolerów NIK szczególnie uderzyło, że mieszkający w bursach uczniowie „nie byli dostatecznie chronieni przed treściami mogącymi negatywnie wpłynąć na ich rozwój”, tzn. na przykład zagrać internetowo w Counter Strike czy GTA.

Siedzieć cicho

Generalnie zdaniem NIK nie tylko w Lublinie, w bursach i internatach „nie zapewniano wychowankom bezpiecznej i zgodnej z ich potrzebami opieki”, co wynikało m.in. z „braku zapisów dot. minimalnego standardu usług i warunków pobytu w tych placówkach oraz z ograniczania przez samorządy środków finansowych na organizację i warunki lokalowe burs i internatów, ze szkodą dla ich działalności opiekuńczo-wychowawczej”. Wydział Oświaty i Wychowania lubelskiego ratusza i podległe mu placówki wypadł pod tym względem nie gorzej (co wcale nie znaczy, że dobrze) niż reszta kraju, zaś samo postępowanie sprawdzające potwierdziło jedynie potoczną opinię, że bursy szkolne to miejsca zapomniane przez władze, od których lepiej własne dzieci trzymać jak najdalej.
Pogląd ten okazuje się, niestety, trafny tak w odniesieniu do samych obiektów, jak i prowadzonej (?) w nich „działalności wychowawczej”. Świadczą o tym wyniki kontroli NIK w Zespole Szkół Transportowo-Komunikacyjnych i należącej do niego bursie nr 7 przy ul. Zemborzyckiej. Okazuje się, że przez przeszło pięć lat nie udało się w jej budynkach wdrożyć zaleceń przeciw -pożarowych, wydanych przez straż pożarną jeszcze w 2010 r., a nawet po wypadku z udziałem jednego z wychowanków, który spadł z łącznika między budynkami, nie było przez dłuższy czas komu zabezpieczyć okienka, przez które uczniowie wychodzili i wchodzili do obiektu o dowolnej porze. W ogóle zresztą dyrekcja Zespołu i kierownictwo bursy starały się nie mącić spokoju ratuszowych przełożonych, nie informując ich także o pozostałych (łącznie 17) wypadkach, do których dochodziło w placówce.

Siedzą, piją, palą

Nic więc dziwnego, że w kontrolowanym okresie „z listy wychowanków internetu skreślono siedem osób, w tym dwie za spożywanie alkoholu, a pięć za zakłócanie ciszy nocnej. Dyrektor Zespołu wyjaśniła, że na prośbę rodziców zgodziła się po miesiącu na powrót wymienionych wychowanków do internatu. Z listy wychowanków bursy (2013/2014-2014/2015) skreślono 19 osób, w tym pięć za posiadanie narkotyków, pozostałe 14 za spożywanie alkoholu lub przebywanie pod wpływem alkoholu na terenie placówki” – czytamy w wystąpieniu pokontrolnym NIK. Aż – lub tylko – dziesięciokrotnie zawiadamiano policję, przy czym przeważnie nie chodziło nawet o zdarzenia w bursie z udziałem samych wychowanków. Pojawiała się też trawka, no i oczywiście alkohol, za nadużywanie którego nie wszczynano nawet postępowań przewidzianych prawem, a i samych wewnętrznych procedur postępowania interwencyjnego do wdrożenia wobec wychowanków: będących pod wpływem alkoholu, narkotyków lub innych środków odurzających, w przypadkach samowolnego opuszczenia internatu przez wychowanka lub wejścia na teren placówki nieuprawnionych osób obcych, w przypadku zgłoszenia kradzieży przez wychowanka, w razie bójki między wychowankami – po prostu nie było.
Zły i bardzo zły stan budynków, puszczenie wychowanków samopas, a wszystko to tłumaczone „nawałem innych obowiązków”, koniecznością spełniania rosnących oczekiwań oświatowych w dzielnicach no i po prosty zwykłym spychaniem odpowiedzialności z wydziału na wydział i z kierownika na dyrektora i z powrotem. Tymczasem zaś lata mijały i mijają, a w bursach i internatach wciąż jest wiele niedociągnięć. Sęk w tym, że nie wszystkich stać na zapewnienie dzieciom lepszych warunków i tu koło się zamyka…TAK

Komentarze