Zażółkiew walczy o chodnik i bezpieczeństwo

Kierowcy przejeżdżający przez podkrasnostawską Zażółkiew muszą przecierać oczy ze zdumienia. Wzdłuż całej miejscowości pojawiły się biało-czerwone flagi i nietypowe transparenty wołające np. „Żądamy bezpieczeństwa dla naszych dzieci!”, „Jaka droga każdy widzi, Zażółkiew się jej wstydzi” czy „Droga przez wieś – Średniowiecze”. W ten sposób okoliczny mieszkańcy walczą o chodnik i bezpieczeństwo.

Wszystko zaczęło się od facebookowego wpisu Wandy Domańskiej, emerytowanej nauczycielki z Zażółkwi. Na początku lipca kobieta opublikowała w internecie tzw. list otwarty, adresowany, co sama podkreśliła, „chyba już tylko do Pana Boga”. – Po wielu, wielu latach miałam okazję odwiedzić Małochwiej Duży. I cóż zobaczyłam? Piękną, gładką powierzchnię szosy, wspaniałe chodniki, podwójne łańcuchy zabezpieczające wejście na jezdnie. Mieszkańcy mogą czuć się bezpiecznie poruszając się po swojej wiosce, a władze gminy Krasnystaw być dumni z takiej inwestycji – rozpoczęła pani Wanda.

Po chwili kobieta przyznała, że obce są jej uczucia zazdrości, czy gniewu, ale te właśnie w Małochwieju Dużym ją ogarnęły. Dlaczego? – Mieszkam w Zażółkwi. Kto tutaj mieszka, to mnie zrozumie. Szosa wojewódzka na odcinku Krasnystaw-Zażółkiew jest koszmarna, mnóstwo dziur, brak rowów, poboczy i przepustów pod szosą. Remonty polegają na łataniu dziur po dziurach i tak w kółko. Tiry, które jeżdżą „stadami”, a szczególnie w czasie kampanii buraczanej, powodują tak wielkie drgania, że pękają ściany, kafelki w łazience, kominy, skaczą szklanki na stole i trzęsie się cały dom. Idąc szosą trzeba uciekać od ulicy do ulicy wjazdowej na czyjąś posesję lub prawie po łące, by nie wpaść pod samochód. Pobocza koszone są dwa razy do roku. Na spacer matki z dziećmi mogą się wybrać w pole i to po żniwach, po ściernisku. Było już na tej trasie tyle wypadków, rannych i zabitych – sama sobie odpowiedziała.
Z wpisu byłej nauczycielki wynikało, że sytuacja z roku na rok się pogarsza i nikt z tym nic nie robi. A najgorzej jest, gdy spadnie deszcz. – Woda z pól zalewa całą szosę na wiele godzin, fontanny błota spod kół dużych samochodów zalewają nasze ogródki. Następnie błoto zalega całą jezdnię. By dostać się na przystanek trzeba założyć gumowce, następnie na przystanku zmienić buty, a gumowce zostawić u sąsiada – relacjonuje pani Wanda. Mieszkanka Zażółkwi podkreśla, że dorośli jeszcze sobie jakoś w tej sytuacji radzą, gorzej z dziećmi. – Gdy wracają ze szkoły, to strach mnie ogarnia. Samochody poruszają się jak na ślizgawce. Ostatnio nieznający warunków kierowca dachował. Sprzątanie polega na tym, że przyjedzie spychacz i zepchnie błoto na nieistniejące rowy. Następnie przez wiele tygodni atakuje kurz, tak dr

 

obny pył, że wciska się wszędzie: w szpary w oknach, osiada na balkonach, parapetach, meblach ogrodowych, nawet od strony południowej – czytamy. Dalej pani Wanda pyta: Czy my jesteśmy gorszym sortem mieszkańców gminy Krasnystaw? Czy samorządy gminy, powiatu i województwa mówią innymi językami, że nie mogą się przez tyle lat dogadać? Czy znajdzie się ktoś, kto zawalczy o nasze bezpieczeństwo? Czy warto inwestować w remonty domów, które są dorobkiem naszego życia? Czy mamy dochodzić odszkodowań u ubezpieczyciela drogi za poniesione straty? Co musi się jeszcze wydarzyć, by nasza wieś wyglądała jak Małochwiej, Łopiennik, Siennica, Jaślików, Gorzków i inne?
Po liście emerytowanej nauczycieli do akcji przyłączyli się inni mieszkańcy Zażółkwi. Wzdłuż drogi pojawiły się biało-czerwone flagi i transparenty z hasłami. Np. „Żądamy bezpieczeństwa dla naszych dzieci!”, „Jaka droga każdy widzi, Zażółkiew się jej wstydzi”, „Chcemy żyć bez potopu, błota, kurzu, huku!”, czy „Droga przez wieś – Średniowiecze”, a nawet aluzja do protestów w obronie niezależności sądów czyli hasło „My też zaczynamy SPACEROWAĆ i wydepczemy sobie chodnik”. Z jakim efektem, o tym przekonamy się w najbliższych miesiącach. (kg)

Komentarze