Zło dobrem zwyciężył

21 maja w kościele pw. Chrystusa Odkupiciela w Świdniku odbyła się msza św. w intencji bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Po niej zaproszono wszystkich na spotkanie z Józefem i Alfredą Popiełuszko, bratem i bratową ks. Jerzego.
Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się 14 września 1947 r. w małej miejscowości – w Okopach w woj. podlaskim. Wraz ze swoim starszym bratem, Józefem, wspólnie spędzali czas w dzieciństwie. – Razem się bawiliśmy, wypasaliśmy krowy, ale on od małego lubił też bawić się w księdza. Ciągnęło go bardzo do kościoła, do którego mieliśmy 5 kilometrów, więc co niedzielę była to wyprawa – wspomina pan Józef Popiełuszko. – Po pierwszej komunii świętej Jerzy został ministrantem i chodził do kościoła każdego dnia, aby służyć do mszy świętej. Czuł jakby wewnętrzny obowiązek, że musi tam być.
Ich rodzina żyła skromnie, jak większość osób w tamtych czasach. Chłopcy mieli jeden rower, więc najpierw jeden przejeżdżał kilometr i zostawiał rower na poboczu, a potem drugi – tak dostawali się do szkoły. – Jerzy uczył się średnio i nie jestem pewien, czy chętnie chodził do szkoły, ale skoro musiał, to chodził – żartował p. Józef.

Odwaga jest w nim

Życie wiarą w tamtych czasach było wyjątkowo trudne. Gdy ks. Popiełuszko był w wojsku w Bartoszycach od 25 października 1966 r. do 16 października 1968 r. kazano mu zdjąć różaniec z palca. Odmówił i wówczas był karany( np. musiał biegać po śniegu, zakazano mu mycia się).
Z wojska udało mu się przyjechać na ślub Józefa i Alfredy, ale też nie było to łatwe. – Dopiero jak powiedział, że moim starostą jest burmistrz, to go puścili – mówi brat.
Ks. Jerzy miał psa, którego nazwał Tajniak. Kiedy inni pytali go, czemu właśnie tak, odpowiadał, że przecież pies się nie gniewa, że go tak nazywa, więc niech i oni przestaną się tym przejmować.

Trudno było go rozpoznać

Według oficjalnych danych 19 października 1984 ks. Jerzy został porwany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy przewieźli unieruchomionego i zakneblowanego kapłana w bagażniku i wrzucili jego ciało do Wisły koło Włocławka.
– Poproszono mnie, żebym zidentyfikował ciało brata. Pracowałem w pogotowiu, więc byłem trochę bardziej odporny, jednakże to, co zobaczyłem, było okropne. Jego twarz była tak zmasakrowana, że nie byłem pewien, czy to on. Poznałem go tylko dlatego, że miał trzy sutki – wspomina p. Józef. – W ogóle cała ta sekcja zwłok był dziwna, bo gdy przyjechaliśmy, okazało się, że brama jest zamknięta – ktoś zgubił klucze, próbowali to odwlec.
Jak opowiadali bliscy, mama ks. Jerzego, Marianna, tłumiła w sobie cały żal, praktycznie nie płakała. Bardziej widać było po ojcu, Władysławie, jak bardzo to przeżywa. Jerzy był jednym z pięciorga ich dzieci.
– Podczas pogrzebu 3 listopada 1984 r. ludzie stali nawet na dachach pobliskich budynków, aby tylko móc cokolwiek zobaczyć, móc uczestniczyć w tej uroczystości – mówi p. Alfreda. – Teraz, przy jego grobie w Warszawie, ludzie bez przerwy czuwają.
Zaś we Włocławku, niedaleko miejsca wyłowienia zwłok, powstaje świątynia. Są już tam relikwie ks. Jerzego, jego portret, stworzono też wirtualne muzeum.

Cuda dowodem jego mocy

Cud, który jest podstawą do kanonizacji, wydarzył się w 2012 roku we Francji. Człowiek chory na białaczkę był już w agonii. Jego bliscy byli gotowi na jego śmierć. Ale siostra zakonna, Polka, prosiła żonę tego mężczyzny, żeby przyszedł do niego ksiądz i się pomodlił. – Żona mówiła, że to już niepotrzebne, że ten człowiek jest wyspowiadany i gotowy odejść, ale siostra nalegała. Przyszedł więc ksiądz z obrazkiem księdza Jerzego i powiedział tak: „Bliźniaku, dziś są nasze urodziny, więc jak masz coś zrobić, to zrób to dzisiaj” – opowiada pani Alfreda.
Ów ksiądz późno przyjął święcenia kapłańskie, a gdy był w Warszawie na grobie ks. Popiełuszki, okazało się, że dbają mają identyczną datę urodzenia.
– Człowiek, który umierał, ocknął się po tej wizycie i zapytał żony, gdzie jest. Powoli wracał do zdrowia i okazuje się, że nie ma już raka – relacjonuje p. Alfreda. – Przyjechał wraz z bliskimi do Warszawy, gdzie się spotkaliśmy i powiedział, że teraz jesteśmy jego rodziną.
Doskonale działanie ks. Jerzego można dostrzec na przykładzie jego brata Józefa, który od 16 lat zmaga się z nowotworem złośliwym na języku. Mimo tego, że lekarze dawali mu 3 miesiące życia, on ciągle jest w dobrej formie, pełen optymizmu i radości.
– To wielkie wydarzenie w naszej parafii. Dzięki wam do relikwii siostry Faustyny i Jana Pawła II dołączą relikwie ks. Jerzego – mówił na zakończenie ks. Leszek Surma, proboszcz parafii Chrystusa Odkupiciela. – To ewenement, żeby móc spotkać się z krewnymi błogosławionej osoby. Cieszymy się, że zaszczyciliście nas swoją obecnością. Pamiętajcie, że Świdnik jest waszym miastem, miastem ludzi niezłomnych.

Niezwykły prezent

W sobotę 21 maja swoje urodziny obchodził burmistrz Świdnika, pan Waldemar Jakson. – To naprawdę miły zbieg okoliczności, że właśnie dzisiaj mamy takich wspaniałych gości. To jest ważne nie tylko dla mnie, ale myślę, że dla wszystkich mieszkańców naszego miasta, żeby przebijać się do świadomości innych ludzi, że to tutaj w lipcu zaczęły się strajki. Z tym się łączy postać ks. Jerzego Popiełuszki i uważamy go za patrona „Solidarności”, koła krwiodawców, ale też za symbolicznego patrona tego naszego lipca – mówił burmistrz Jakson. MG

Komentarze