Zwierzyny znaki nie obowiązują

Drogi powiatu chełmskiego w większości prowadzą przez lasy. Należy uważać, bo w każdej chwili na jezdnię mogą wybiec dzikie zwierzęta. Kierowcy mogą nie zdążyć zareagować, kiedy z krzaków wyskoczy okazały zwierz.

Wydział Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Chełmie od stycznia do grudnia ubiegłego roku odnotował 90 zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt, w tym jeden wypadek śmiertelny. Dlatego policjanci apelują do kierowców o ostrożność w trakcie podróżowania drogami leśnymi, szczególnie od zmierzchu do świtu. Nie bez kozery administratorzy dróg ustawiają znaki ostrzegawcze w miejscach, gdzie ruch dzikich zwierząt jest najbardziej intensywny. Tyle że zwierzyny znaki te nie obowiązują. Na drogę mogą wyskoczyć znienacka.

Uważać trzeba wszędzie!

– Należy zachować szczególną ostrożność i zmniejszyć prędkość na wypadek, gdyby jakieś zwierzę mogło wyjść z zarośli. Na krajowej „dwunastce” szczególnie zagrożony jest odcinek od Janowa do granic z Chełmem. Niebezpieczna jest droga prowadząca z Chełma do Włodawy. Przykładem jest ostatni wypadek z udziałem motocyklisty – informuje asp. szt. Tomasz Błaziak, szef chełmskiej drogówki.
Najczęściej na drogach pojawiają się łosie, jelenie, sarny i dziki. Powód? Jest ich coraz więcej. Jak wyjaśnia Mirosław Sawicki, łowczy okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Chełmie, od lat w naszym okręgu rośnie liczebność łosi. Stabilna jest populacja jeleni i sarny. Maleje natomiast liczba dzików. – Liczba łosi w okręgu to 860 sztuk. Jeleni – 1960 sztuk, 10 tysięcy sztuk saren i 3800 dzika. Okręg liczy 380 tysięcy hektarów i obejmuje trzy powiaty – chełmski, włodawski i krasnostawski – wymienia łowczy.
Skutki „bliskiego spotkania” ze zwierzyną mogą być katastrofalne. W przypadku zderzeniu auta z kilkusetkilogramowym łosiem, siła uderzenia sięga nawet 3,5 tony. Kiedy z oddali widzimy spacerującego olbrzyma, lepiej nie próbować zgonić go z drogi, a pozwolić mu spokojnie przejść na drugą stronę jezdni. Nigdy nie należy włączać długich świateł. Lepiej też nie zapominać o tym, że kopytne poruszają się stadami, więc jeśli już jedno zwierzę przebiegło przed maską – za chwilę może pojawić się kolejne.

Śmieci na drodze

– Możemy mówić o swoistej „czarnej liczbie” zdarzeń z udziałem zwierząt, bo nie wszyscy zgłaszają do komendy informację o kolizji. To dlatego, że jeśli kierowca nie ma ubezpieczenia auto casco, istnieje małe prawdopodobieństwo, że otrzyma odszkodowanie – mówi Tomasz Błaziak. Jak zakłada, faktyczna liczba może być dwukrotnie większa od danych, którymi dysponuje chełmska drogówka. A to dlatego, że większość kierowców, których auta ucierpią w starciu z jeleniem czy sarną (im nic się nie stanie, a zwierzę ucieknie lub padnie przy drodze), nie zgłasza zdarzenia. Dzika zwierzyna jest własnością skarbu państwa i odszkodowanie w ramach ubezpieczenia OC przysługuje tylko, gdy do zdarzenia doszło na terenie nieodpowiednio oznakowanym, tj. bez znaku ostrzegawczego A18b: „Uwaga! Dzikie zwierzęta!”. Wtedy można żądać pieniędzy od zarządcy drogi, ale trzeba przy tym wykazać związek między jego „zaniedbaniem” a powstaniem szkody. I najlepiej jeszcze udowodnić, że do podobnych sytuacji dochodziło już wcześniej w tym miejscu, a mimo to zarządca nie pokusił się o ustawienie znaku drogowego. Nie jest łatwo, więc nic dziwnego, że prawie nikt się tego nie podejmuje.
Na dodatek zarządcy drogi nie spieszą się do wypełniania swoich obowiązków. Nierzadko trup dzikiej zwierzyny leży dniami czy tygodniami na poboczach lub w przydrożnym rowie. Bo martwe traktują jak zwykłe śmieci na drodze. A gdy leżą poza drogą publiczną, policja nie ma obowiązku pilnować porządku i prawa zmusić zarządcę do pozbycia się truchła. Za to, gdy kierowca w ramach „odszkodowania” weźmie ze sobą potrąconą zdobycz i zechce ją przerobić na kotlety, zawsze znajdzie się ktoś, kto każe mu za to słono zapłacić. Bo zabieranie martwego zwierzęcia jest karane jak kłusownictwo. Za złamanie przepisów Ustawy Prawo Łowieckie grozi kara nawet do 5 lat więzienia. Przy okazji wychodzi też na jaw, że kierowca nie poinformował odpowiednich służb o potrąceniu i zbiegł. Za to grozi kara aresztu lub do 5 tys. zł grzywny.

Sarny kochają misia

Dziki, sarny i jelenie od kilku lat upodobały sobie wycieczki do miasta. Mieszkańcy os. Zachód w Chełmie mają z nimi nie lada problem – zwierzęta hasają nie tylko po polach. Nie boją się i przychodzą przed bloki i garaże na osiedlu. Wtedy lepiej nie zaczepiać nieproszonych gości, bo pilnujące za wszelką cenę młodych samice bywają agresywne i niebezpieczne. Lepiej się wycofać. W końcu to zwierzęta były pierwsze na tym terenie. – To nie zwierzyna zajmuje nam miejsce, a to my ją wypychamy z jej naturalnych ostoi. Miasta się rozrastają i rozbudowują, powstają nowe, grodzone drogi szybkiego ruchu – mówi Mirosław Sawicki. – Chełm, jak i inne miasta, nie wchodzi w skład obwodów łowieckich i myśliwi nie prowadzą działalności na jego terenie. Jednak w wyjątkowych sytuacjach, zagrożenia zdrowia i życia ludzi, odstrzał jest możliwy. I takie sytuacje na terenie miasta Chełm i Krasnegostawu były. Zainteresowane samorządy, na wniosek mieszkańców lub firm czy instytucji, same wydają stosowne decyzje administracyjne w tym temacie – tłumaczy łowczy okręgowy.
W Chełmie, poza „Zachodem”, najczęściej dzikie zwierzęta można spotkać w okolicach ulic Trubakowskiej, Lubelskiej czy Pszennej. Nie oznacza to, że nie zapuszczają się bliżej śródmieścia. Wręcz przeciwnie, jak mówią policjanci z chełmskiej drogówki, sarny wprost kochają misia stojącego na Rondzie Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Praktycznie codziennie rano przychodzą do niego się przywitać, przystają na chwilę obok chełmskiego niedźwiadka i odchodzą w stronę al. Armii Krajowej. (pc)

Komentarze