Żyje w zapomnieniu

Życie potoczyło się całkiem inaczej, niż planował. A żył, jak wielu z nas. Pracował, miał żonę. Gdy ta odeszła, zamieszkał z rodzicami w Turce, niewielkiej miejscowości w gminie Dorohusk, tuż przy ukraińskiej granicy. Niestety, dziś po rodzinnym domu Władysława nie ma ani śladu. Był drewniany, kryty słomą. Pod koniec lat osiemdziesiątych burza zerwała dach. Mężczyzna nie miał pieniędzy, żeby go naprawić. Przez to dom niszczał coraz bardziej, aż w końcu się rozsypał.
– Wtedy opieka dała mi barakowóz. Było to ponad dwadzieścia lat temu – wspomina Władysław. I od tamtej pory niewiele w jego życiu się zmieniło.
64-letni mężczyzna żyje w drewnianym, ciasnym baraku. Nie ma dostępu do bieżącej wody. Czerpie ją ze studni sąsiadów. Latem jest lepiej, może umyć się na dworze. Gorzej zimą. Wtedy czasem zlitują się nad nim mieszkańcy Turki i pozwolą wykąpać się u siebie. Choć ma możliwość korzystania z prądu, często pieniędzy nie wystarcza mu na jego wykupienie. Najtańsza karta na prąd kosztuje 50 zł. Przy zasiłku, który otrzymuje, czyli 317 zł, na takie „luksusy”, jak energia elektryczna, czasem nie wystarcza. Wtedy maleńkie okienko barakowozu staje się jego jedynym źródłem światła. Ogrzewa się kozą. Pali gałęziami, które nazbiera z pobliskich lasów.
Beata Adamczyk, prezes Stowarzyszenia Tak Niewiele, przyznaje, że kiedy pierwszy raz zaapelowała o pomoc dla Władysława, padło wiele pytań. M.in. o to czy nadużywa alkoholu. – Na pierwszy rzut oka, może tak to wygląda. Ale nie, nie jest alkoholikiem. Po prostu, nie wyszło mu w życiu – mówi prezes.
Mężczyzna stara się jednak jakoś sobie radzić. Łowi ryby i roznosi je po sąsiadach. Choć za kartę wędkarską musi płaci 177 zł rocznie, nie chce w zamian pieniędzy. Prosi o coś do jedzenia. Gdy robi się cieplej, pomaga sąsiadom w polu czy w ogródkach. – Co prawda trochę doskwierają mi bóle kręgosłupa. Ale ile dam radę, tyle zrobię – mówi Władysław. Kilkanaście lat temu dwa razy wypadł mu dysk, więc zapewne stąd te bóle. Tyle, że u lekarza nie był od lat.
Mimo wszystko Władysław nie narzeka na swoją sytuację mieszkaniową i finansową, ale na samotność. – Kiedy do niego przyjeżdżamy, odnoszę wrażenie, że bardziej cieszy się z naszej wizyty, niż z tego, co mu przywozimy – mówi B. Adamczyk. – Proszę mi wierzyć. Władek jest naprawdę dobrym człowiekiem. Jego największą wartością w tym momencie jest „dom”, w którym mieszka. Ale w takich warunkach nie da się żyć. Dlatego nie spoczniemy, dopóki mu nie pomożemy.
Kiedy pytamy Władysława, czego potrzebuje, odpowiada, że niewiele. – Chciałbym jedynie godnie żyć – mówi. Prezes Stowarzyszenia Tak Niewiele przyznaje, że najbardziej przydałby mu się rower. – Co z tego, że Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej zapewnia mu ciepły obiad, jeśli jest oddalony o kilka kilometrów – zauważa prezes. Mężczyźnie można też ofiarować żywność, najlepiej taką z długim terminem ważności. Przyda się też karma dla zwierząt. Władek ma psa Czarliego i kota Mruczka.
Każdy, kto chciałby coś przekazać Władkowi, może skontaktować się z naszą redakcją pod numerem tel. 500 560 579. Swoje wsparcie można mu też okazać, dokonując przelewu na konto Stowarzyszenia Tak Niewiele, Bank BGŻ BNP Paribas S.A., nr konta: 56 2030 0045 1110 0000 0424 1780 z dopiskiem: cele statutowe 5.
Historia Włodka jest nie do uwierzenia. Wydaje się, że już nikt w Polsce nie żyje w takich warunkach, jak on. Dlatego zaapelowaliśmy o pomoc do Wojciecha Sawy, wójta gminy Dorohusk. – Obecnie, nie mamy wolnych mieszkań socjalnych. Wiemy jednak, że mężczyzna nie chce przenosić się do innego miejsca. Mimo wszystko zapewniam, że postaramy się udzielić mu pomocy na tyle, ile to możliwe – obiecał wójt.

Komentarze