2:0 to niebezpieczny wynik…

LUBLINIANKA LUBLIN – KŁOS GMINA CHEŁM 2:2 (0:2)
0:1 – Wyrostek (10), 0:2 – Drzewicki (23), 1:2 – Milcz (75), 2:2 – E. Sobiech (81).
KŁOS: Porzyc – Omelko, Ciechoński, Kowalski, Świderski, Bala, Wyrostek (78 Sołtysiuk), Huk (55 P. Gierczak), Siatka, Drzewicki (73 Kimel), Chmiel (65 Wałczyk).
Znany z trenowania zespołów ekstraklasy szkoleniowiec Czesław Michniewicz kiedyś powiedział, że prowadzenie w meczu w stosunku 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik. Bo wystarczy stracić przypadkowego gola i rywal może poczuć swoją szansę, pójść za ciosem, wyrównać, a nawet przechylić szalę na swoją korzyść.
Kłos prowadził w Lublinie 2:0, miał szansę na trzeciego gola, który zamknąłby ten mecz, jednak stracił przypadkową bramkę i o mały włos nie przegrał wydawałoby się wygranego pojedynku. Spotkanie na Wieniawie ułożyło się po myśli gości. W 10 min. po dośrodkowaniu z bocznego sektora i wybiciu przez obrońców Lublinianki piłki na oślep, dopadł do niej Sławomir Wyrostek i uderzeniem z lewej nogi posłał futbolówkę do siatki. Przy zdobyciu tej bramki pomógł jeszcze Konrad Omelko, który podskoczył nad piłką, czym kompletnie zmylił bramkarza gospodarzy. Dla doświadczonego, 45-letniego pomocnika gości było to premierowe trafienie w czwartej lidze. Grający z kontrataku Kłos w 23 min. podwyższył wynik. Piłkę na prawej stronie dostał Łukasz Drzewicki. Zakręcił obrońcą, przełożył ją sobie na lewą nogę i precyzyjnym strzałem nie dał szans golkiperowi Lublinianki. Drzewicki zanotował dziesiątego gola w sezonie.

– Przez długi czas wydawało się, że mimo wszystko kontrolujemy przebieg meczu – opowiada Marek Tarnowski, trener Kłosa. – Gospodarze próbowali atakować, jednak byliśmy dobrze ustawieni, nie popełnialiśmy rażących błędów. W drugiej części gry były szanse na zdobycie trzeciego gola i zamknięcie tego pojedynku. Najlepszą miał Patryk Gierczak. Widząc, że bramkarz Lublinianki znajduje się przed polem karnym uderzył z ponad 40 metrów na pustą bramkę, ale futbolówka poszybowała tuż nad poprzeczką. Wyprowadziliśmy też kilka szybkich kontrataków, jednak brakowało nam dobrego zagrania, otwierającego drogę do bramki.
Kłos skutecznie bronił się do 75 minuty. Wtedy to gospodarze zdobyli kontaktowego gola. – Wydawało się, że wszystko jest pod naszą kontrolą. Z bocznego sektora została zagrana piłka tam, gdzie byli nasi stoperzy, Kacper Kowalski i Tomasz Ciechoński. W momencie podania obaj zrobili kilka kroków do przodu, jakby chcieli złapać przeciwnika na spalonym. Rywal wyrósł jak spod ziemi, przejął piłkę, odwrócił się i strzelił nie do obrony – relacjonuje M. Tarnowski.
Gol dodał Lubliniance skrzydeł. Miejscowi rozpoczęli szturm na bramkę Bartłomieja Porzyca. Szybka wpadła wyrównująca bramka. – Po stracie drugiego gola całą naszą grę podporządkowaliśmy obronie własnej bramki. Można powiedzieć, że walczyliśmy o przetrwanie. Skoro nie dało się wygrać tego meczu, to chcieliśmy wszystko zrobić, by z Lublina wywieźć choćby punkt. Udało się i z tego remisu mimo wszystko cieszymy się. Zdobyliśmy ważny punkt. To spotkanie można było wygrać, można było też przegrać – powiedział szkoleniowiec Kłosa.
W następnej kolejce Kłos Gmina Chełm u siebie zagra z Kryształem Werbkowice. Pojedynek zostanie rozegrany w sobotę 13 maja o 17.00 na boisku w Rożdżałowie. (s)