Po raz kolejny o chełmskim szpitalu mówi cała Polska. Oddział dziecięcy nie przyjmuje małych pacjentów, bo lekarze nie chcą dyżurować ponad limit. Dyrekcja udaje zdziwienie, a kierownik oddziału w krytycznej sytuacji jest na urlopie…

Noworodek, który wypadł na posadzkę w trakcie porodu. Człowiek, który przeleżał martwy dobę w łazience i nikt go nie widział. Te zdarzenia z chełmskiego szpitala odbiły się szerokim echem. Dziś znów lecznica niechlubnie wraca na usta całego kraju. Pod szpitalem stacjonują dziennikarze z ogólnopolskich stacji telewizyjnych. Powód? Lecznica zamyka się na dzieci.
W mieście i powiecie chełmskim, w którym żyje prawie 150 tysięcy ludzi, dosłownie z dnia na dzień, znika jedyny szpitalny oddział, na którym ratowano życie i zdrowie najmłodszych. Ich rodzice od piątku muszą szukać pomocy w innych szpitalach w regionie: we Włodawie, Krasnymstawie, Hrubieszowie. Zgroza.

Co się stało?

Informacja o problemach oddziału dziecięcego w chełmskim szpitalu wypłynęła w środę (31 stycznia) – na 2 dni przed zamknięciem drzwi przed małymi pacjentami (sic!). To wtedy dyrekcja szpitala złożyła u wojewody wniosek o zgodę na zawieszenia oddziału. Okazało się, że szpital nie jest w stanie zapewnić na nim opieki lekarskiej. Wszystko dlatego, że dwoje z pięciu pracujących na oddziale lekarzy wypowiedziało klauzulę opt-out, czyli zgodę na pracę ponad 48 godzin tygodniowo (formalnie pediatrzy zrobili to jeszcze w grudniu, ale zgodnie z przepisami wypowiedzenia zaczęły obowiązywać z opóźnieniem). Decyzja lekarzy – czego sami nie kryją – zapadła po tym, jak minister zdrowia obwieścił, że przychodzący do pracy rezydent otrzyma podstawową pensję o tysiąc złotych wyższą niż doświadczony specjalista.
Efekt? Bez możliwości obsadzenia dwójki lekarzy na dodatkowych dyżurach, szpital nie był w stanie ułożyć grafiku na luty.
– Byliśmy zmuszeni do wstrzymania przyjęć i podjęcia decyzji o zawieszeniu oddziału od 10 do 28 lutego. Co będzie dalej, nie wiem – mówi wprost Mariusz Kowalczuk, zastępca dyrektora ds. administracyjnych w chełmskim szpitalu.
Rodzice boją się, że okoliczne szpitale nie wytrzymają dodatkowego obłożenia, nie mówiąc o tym, że w chorobach dziecięcych kluczowy jest czas reakcji. Są wściekli – i nie trudno się im dziwić, w końcu chodzi o zdrowie ich pociech. Otwarcie złorzeczą „dobrej zmianie”, że doprowadziła do zamieszania w służbie zdrowia. Winą za sytuację obwiniają też środowisko lekarskie.
Lekarze wolą pracę w prywatnych gabinetach – mają tam wyższe zarobki za lżejszą pracę. To powoduje, że w szpitalach publicznych stawiają coraz ostrzejsze żądania płacowe. Dyrekcja szpitala twierdzi, że nie jest w stanie im sprostać. O jakich kwotach mowa? Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że dotychczas lekarze pediatrzy zarabiali (razem z wynagrodzeniem za dyżury) od 7,5 tys. zł do 12 tys. zł na rękę.
W całej tej sytuacji rodziców oburza też fakt, że w czasie, gdy oczy całego kraju skierowane są na chełmską pediatrię, jej ordynator jest na urlopie. Próbowaliśmy się z nim skontaktować, ale odmówił komentarza, twierdząc przy tym, że na takowy potrzebowałby zgody dyrekcji. Powiedział, że jest na wyjeździe, poza Chełmem. Lekarki, z którymi rozmawiałyśmy, broniły szefa, mówiąc, że to od dawna planowany urlop.
– To nic nie zmienia. Statek tonie, a kapitan na nartach za granicą. To pokazuje, że tak naprawdę tu nikogo nie obchodzą nasze dzieci – oburzają się rodzice. W sumie jednak każdy ma prawo do wypoczynku, a odpowiedzialność i decyzyjność rozwiązania sytuacji spoczywa nie na kierowniku oddziału, a dyrekcji szpitala. Może trwa szukanie kozła ofiarnego?

Co dalej?

Choć do zamknięcia tego wydania nie było jeszcze decyzji wojewody w sprawie zawieszenia oddziału dziecięcego, jest to niemal pewne, że będzie ona pozytywna. Lubelski Urząd Wojewódzki nie może zgodzić się na to, aby oddział działał, jeżeli nie jest w stanie zapewnić świadczeń małym pacjentom. A na chwilę obecną – niestety – nie jest.
Zamieszanie związane z chełmską pediatrią stało się okazją do politycznych „przepychanek”. Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek ochoczo zaangażował się i w tej sprawie spotkał z ministrem zdrowia. Jednocześnie na swoim Facebooku przekonywał, że jako wojewoda nie ma przełożenia na politykę kadrową szpitala. – Takie bezpośrednie przełożenie ma marszałek województwa lubelskiego – podkreślił.
W urzędzie marszałkowskim przekonywano nas natomiast, że to bzdura. – Jako organ prowadzący nie mamy wpływu na zatrudnienie lekarzy. To kompetencja dyrekcji szpitala – komentowała rzecznik marszałka, Beata Górka.
Dyrekcja z kolei rozkłada ręce, tłumacząc, że nie jest w stanie pozyskać lekarzy. Medycy natomiast winą za wszystko obwiniają „system”. Koło się zamyka.
Aby oddział wznowił działalność po 28 lutego konieczne jest pozyskanie specjalisty. Dyrekcja zapewnia, że cały czas prowadzi rozmowy z lekarzami.
Jest jeszcze jedna ewentualność: pediatrzy, którzy wypowiedzieli klauzulę opt-out zmienią zdanie. Wpływ na to ma mieć m.in. zakończenie rozmów na linii lekarze – minister zdrowia.
– W ogólnopolskich negocjacjach z środowiskiem lekarzy jesteśmy coraz bliżej konsensusu – mówi Jakub Banaszek, pełnomocnik wojewody ds. rozwoju służby zdrowia i doradca premiera. – Omówiliśmy wszystkie punkty, również te, które dotyczą wynagrodzeń. Jestem przekonany, że możemy osiągnąć porozumienie już na następnym spotkaniu, które odbędzie się 8 lutego. Termin nie jest przypadkowy. Decyzją dyrekcji 10 lutego ma zostać zamknięty oddział pediatryczny. Porozumienie na szczeblu centralnym i zdecydowane działania dyrekcji mogą doprowadzić do porozumienia również w chełmskim szpitalu, a w konsekwencji pełnego funkcjonowania chełmskiej pediatrii – przekonuje.
Do tematu wrócimy. (mg)

Gdy 3-letni Gabryś trafił do szpitala miał zapalenie płuc i 41 stopni gorączki. – Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nas tu nie przyjęto. Gdzie w środku nocy szukać pomocy? Gdzie jechać z lecącym przez ręce dzieckiem? To, co się teraz dzieje, jest nie do pomyślenia – nie kryje oburzenia jego mama. Rozmawialiśmy z nią w szpitalu w ubiegły czwartek. Był to ostatni dzień, w którym chełmska pediatria przyjmowała pacjentów. Podczas naszej wizyty na oddział trafiła maleńka dziewczynka. Wymiotowała, była bardzo osłabiona. W przeciwieństwie do tych małych pacjentów, którzy zjawili się w szpitalu po 2 lutego, „zdążyła” przed wstrzymaniem przyjęć. W szpitalu, podobnie jak Gabryś i kilkanaścioro innych dzieci, będzie mogła przebywać do 10 lutego. Jeśli do tego czasu nic się nie zmieni, pediatria zawiesi wtedy swoją działalność.