Jak kiedyś grał Motor? Przypominamy hity z udziałem lublinian

Sześć długich lat przyszło czekać kibicom futbolu z Lublina na to, aż Motor powróci na szczebel centralny. Dla pokolenia rodziców obecnych pełnoletnich fanów lubelskiego klubu, taka rzecz byłaby nie do pomyślenia. W końcu w latach, gdy to oni stanowili o frekwencji stadionu w Lublinie, ten wypełniał się po brzegi, bo każdy chciał zobaczyć w akcji najlepsze drużyny w Polsce. Tymczasem tym, którzy pamiętają najwyżej mecze z XXI wieku, pozostało emocjonować się starciami z Widzewem czy Górnikiem Zabrze, ale już tylko na zapleczu Ekstraklasy.

Pamiętne mecze Motoru

Styl awansu Motoru do drugiej ligi zapewne jednym podoba się bardziej, a innym mniej. Jedno jest pewne – nawet sponsor klubu, bukmacher BETFAN oferujący graczom wysoki bonus od bukmacher-legalny.pl, u którego możemy typować nawet to, czy Maria Szarapowa do końca 2021 roku zostanie mamą, nie przewidziałby takiego przebiegu wydarzeń. Ale skoro udało się już wrócić na – nie ukrywajmy tego – należne miejsce, warto przypomnieć najciekawsze widowiska z udziałem Motoru w obecnym stuleciu. Warto dodać, że pod uwagę bierzemy tylko spotkania od drugiej ligi w górę, bo w końcu za tym tęskniliśmy najbardziej. Wybór będzie rzecz jasna mocno subiektywny, ale o to w tym wszystkich chodzi. W końcu każdy z nas ma inne wspomnienia, w których punkt niezmienny jest tylko jeden – duma Lublina.

09.06.2013 Motor Lublin – Radomiak 3:0

Ten mecz można podsumować w jeden sposób – ogień na boisku, ogień na trybunach. Starcia z odwiecznymi rywali już takie są. Być może to nie derby o dominację w mieście, jednak wciąż odczuwa się pewien prestiż. Zwłaszcza, gdy na trybunach melduje się ponad 1000 kibiców gości. Zwłaszcza, gdy rywalizację na doping toczy z nimi ponad 1000 fanów Motoru. W tamtym czasie tak pokaźna liczba sprzedanych biletów wcale nie była oczywista. Wiele spotkań drugoligowego Motoru, który krzątał się w dolnych rejonach tabeli, oglądało kilkuset widzów. Ale kiedy kibice z Radomia ogłosili mobilizację, w Lublinie także wzrosło napięcie i chęć dokopania wrogowi. Efekt tego był taki, że do dziś na mieście spotkamy wiele osób wspominających to spotkanie jako jedno z najlepszych w ostatnich latach.

Zresztą nie ma się co dziwić, bo i na boisku było co oglądać. W Motorze grali przecież nieprzypadkowi ludzie. Grzegorz Bronowicki, były piłkarz Crveny Zvezdy Belgrad. Karol Kostrubała czy Piotr Klepczarek mieli za sobą epizody w Ekstraklasie. Piotr Karwan i Łukasz Matuszczyk latami grali w pierwszej lidze. A po drugiej stronie? Leandro, czołowy piłkarz drugiej ligi ostatnich lat. Łukasz Derbich – Ekstraklasa w CV. Mateusz Radecki, Piotr Wlazło? Obaj w przyszłości zagrają w najwyższej lidze w kraju. Był także Piotr Prędota, co tylko dodawało smaczków temu starciu. W końcu Prędota przez wiele lat reprezentował barwy klubu z Lubelszczyzny.

Mecz skończył się zupełną dominacją Motoru i… burdą na boisku, po której zobaczyliśmy dwie czerwone kartki. Bohaterem spotkania został Łukasz Matuszczyk, autor pięknego gola z rzutu wolnego. Ciekawostką jest natomiast fakt, że w tamtym sezonie z drugiej ligi nie spadł żaden zespół.

17.10.2010 r. Stal Stalowa Wola – Motor Lublin 3:3

Kolejny pojedynek, który był ciekawy także ze względów kibicowskich. W tamtych latach Motor miał zresztą wiele spotkań, w których kibiców nie należało przesadnie zachęcać do przyjścia na stadion. Na wyjazd do Stalowej Woli pojechało ponad 500 fanów Motoru, którzy zobaczyli kapitalną remontadę. Lublinianie wrócili z dalekiej podróży, kiedy ze stanu 0:2 doprowadzili do wyniku 3:2. To o tyle zaskakujące, że piłkarze Motoru byli wówczas w niezbyt korzystnej sytuacji finansowej. “Nowiny” pisały wówczas tak: – Motor ma najmniejszy budżet w pierwszej lidze, miasto wykłada na klub tylko niecałe 200 tysięcy złotych na rundę i płaci stypendia – trochę ponad tysiąc złotych – dziewięciu zawodnikom. Reszta czeka na pieniądze z klubu od dawna, piłkarze z Lublina w tym sezonie raz mieli wypłaconą pensję.

Tak jak wspomnieliśmy, Motor szybko otrzymał dwie “sztuki”. Nadzieje kibiców z Lublina na odrobienie strat były marne – w poprzednich wyjazdowych spotkaniach lubelski team zdobył tylko cztery gole. Ale wtedy z pomocą przyszli gospodarze, a konkretniej obrońcy “Stalówki”. Fatalny błąd bramkarza sprawił, że kontaktowego gola po strzale z ostrego kąta tuż przed przerwą zdobyła legenda Motoru, Marcin Syroka. Potem Stal skierowała piłkę do własnej siatki i mecz zaczął się od nowa. Po godzinie gry Motor już prowadził i gdyby miał trochę więcej szczęścia, powinien ten mecz wygrać. Niestety, aż tak dobrze być nie mogło – Stali udało się wyrównać. Niemniej było to jedno z najprzyjemniejszych wspomnień lubinian z tamtego sezonu. Na koniec rundy Motor był ostatni i z hukiem spadł do drugiej ligi.

24.04.2010 Motor Lublin – Wisła Płock 3:4

Przyjemniejszym od wspomnianego remisu mógł być tylko mecz z Wisłą Płock. Przed spotkaniem lublinianie wiedzieli, że grają mecz o życie. Nie tracili jednak dobrych nastrojów. – Lubię spojrzeć w statystykę i wiem, że rok temu pokonaliśmy Wisłę 2:1. Wierzę, że dziś uda się to powtórzyć – mówił przed meczem Grzegorz Szkutnik, prezes klubu.

Powiedzieć, że przepowiednia się nie sprawdziła, to jak nie powiedzieć nic. Mecz rozpoczął się jednak świetnie dla Motoru, gdy po wysokiej centrze Marcina Syroki gola zdobył Rafał Król. Zresztą tamtego dnia stałe fragmenty gry były mocnym atutem lublinian. Drugi gol padł po rzucie karnym, trzeci po pięknym strzałe z rzutu wolnego autorstwa Wojciecha Białka. 3:1 do przerwy, goście mogą się pakować. Takie myśli dominowały pewnie w szatni Motoru i okazało się to zgubne. Wielu kibiców do dziś zadaje sobie pytanie, jakim cudem gospodarze tamten mecz przegrali. Wisła odrobiła straty w kwadrans po dwóch udanych centrach. Dramaturgię tego spotkania, które przekreśliło szansę klubu z Lublina na pozostanie w lidze, podkreśla ostatnia stracona bramka.

Kolejne dośrodkowanie, oko w oko z golkiperem staje Marcin Nowacki, były reprezentant Polski. Strzał przechodzi pod interweniującym bramkarzem, ale piłkę z linii wybija obrońca. Nowacki poprawia, jednak nieczysto trafia w piłkę. Futbolówka przeturlała się obok kotłujących się na linii obrońców i wpadła do bramki. – Daliśmy dupy – podsumował to spotkanie w TVP Lublin Dawid Dłoniak.

Wstyd i hańba. Zawodnicy zadrwili z kibiców i ze mnie. Niektórym zawodnikom dziś bym podziękował, ale że mamy kadrę, jaką mamy, z niektórymi panami będziemy musieli się jeszcze męczyć. Ale tylko do czerwca – wypalił natomiast legendarny “Bebeto”, czyli Bogusław Baniak, trener Motoru.

17.09.2011 Pogoń Siedlce – Motor Lublin 3:3

Remontady i powroty są chyba wpisane w DNA Motoru. Niemal dekadę temu w Siedlcach mieliśmy tego potwierdzenie. Sezon 2011/2012 był jednym z niewielu w najnowszej, drugoligowej historii, w którym lublinianie bili się o awans. Nic dziwnego, że obfitował w kapitalne mecze – Motor trzykrotnie strzelał rywalom cztery bramki. Dlaczego więc wybraliśmy spotkanie, w którym zdobył trzy gole? Ze względu na jego przebieg.

Trzecia minuta gry. Igor Myhałewskij trafia w słupek z ostrego kąta. Kilkadziesiąt sekund później Pogoń kontruje i zdobywa gola na 1:0. Szósta minuta spotkania. Lublinianie tracą piłkę pod bramką rywala. Dalekie podanie przenosi ją pod ich pole karne. Kamil Styżej wychodzi na 16 metr, nie trafia w piłkę i Adam Czerkas z dużym spokojem pakuje ją do “pustaka”. Siedlczanie naciskają coraz mocniej, Styżej znów się myli – tym razem odbijając piłkę przy próbie złapania ją w tzw. koszyczek, a Pogoń strzela na 3:0.

22 minuty, które kompletnie zdewastowały lublinian. Srzyżej musiał nieźle nasłuchać się w szatni od kolegów. Jego vis a vis, Paweł Nerek, też się nasłuchał. Kibice w drugiej połowie postanowili pozdrowić swojego bramkarza, skandując jego nazwisko. Jest to o tyle zabawne, że zaledwie kilkadziesiąt sekund później Nerek… strzelił sobie samobójca. Ostre dośrodkowanie ze skrzydła, golkiper próbuje interwencji i wbija sobie piłkę do siatki. Motor zaczyna odrabiać straty. Nerek nie popisał się też dziewięć minut później, gdy Mihałewskyj pokonał go lobem po skutecznej główce. I wreszcie 81. minuta spotkania. Ukrainiec znów przymierzył głową, ponowne pokonując bramkarza.

3:3, niesamowity comeback i cenny punkt w kieszeni. Tamten Motor zdecydowanie potrafił powalczyć o wynik do końca.

***

A jakie są wasze ulubione lub najbardziej pamiętne spotkania Motoru z ostatnich lat? Podzielcie się z nami waszymi typami w komentarzach!

Materiał sponsorowany