Bieda rozpala ogień

Gmina Dubienka ma taką biedę, że oszczędza na wysyłaniu strażaków do pożarów, żeby nie wypłacać im diet – twierdzi nasz rozmówca. Tak właśnie miało być podczas ostatniego pożaru torfowisk pod Starosielem. – Na bezpieczeństwie nie oszczędzamy – twierdzi wójt.

To, co się dzieje w Dubience, to już zakrawa na kpinę – uważa nasz Czytelnik. Jego zdaniem, z powodu braku pieniędzy w budżecie, wójt oszczędza na wszystkim, na czym się da, łącznie z bezpieczeństwem. – Niedawno paliły się torfowiska pod Starosielem i wysłano tam czterech strażaków – mówi. – Co czterech ludzi może zrobić na przy takim pożarze?
Na więcej strażaków gminę miało nie być stać, bo każdemu z druhów za akcję trzeba zapłacić dietę – 14 zł za godzinę akcji. – Podobno zapadła decyzja w urzędzie, żeby więcej osób nie jechało, bo nie ma kasy – mówi nasz rozmówca.
Inny obraz sytuacji przedstawia wójt Waldemar Domańaki. – To jakieś kpiny! Nie oszczędzamy na wyjazdach strażaków ochotników i bezpieczeństwie – twierdzi. – Do pożaru torfowisk w Starosielu jeździła sześcioosobowa załoga i to na dodatek sześć razy. Tyle, ile trzeba było. Moi przeciwnicy szukają na siłę sensacji.
Domański mówi, że lokalni ochotnicy byli cały czas w kontakcie z Państwową Strażą Pożarną z Chełma i gdyby była taka konieczność, zawodowa straż przyjechałaby z pomocą. – Co do pieniędzy, to ludzie czasami pytają, dlaczego dieta strażaków jest taka wysoka, ale wcale nie jest łatwo znaleźć ludzi, którzy dobrowolnie, o każdej porze dnia i nocy, byliby gotowi do takiej pracy – mówi. (bf)