Bostonka atakuje!

W szkołach i przedszkolach pustki, a na korytarzach przychodni kolejki od rana do popołudnia. Tajemnicza choroba zbiera żniwo wśród dzieci głównie do 10. roku życia. W mieście zapanowała epidemia wirusa, który w Chinach zabija.

Zaczyna się niewinnie – od bólu głowy, gardła, wysokiej gorączki. Dziecko jest marudne, płacze, nie chce jeść i pić. Na pierwszy rzut oka to zwykłe przeziębienie. Ale po dwóch dniach na ciele wyskakują czerwone bąble, jakby to była ospa. Tyle że wysypka atakuje głównie dłonie, stopy, okolice warg, a nawet całą jamę ustną. Zainfekowane miejsca wyglądają jak po poparzeniu. Pęcherze pękają, sączy się z nich ropa. Diagnoza – wysypka bostońska.
– Infekcję wywołuje wirus Coxsackie. Choroba nazywana jest inaczej zespołem dłoni, stóp i jamy ustnej, bo właśnie tam występują najsilniejsze ogniska zapalne – mówi Arnold Król, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w chełmskim szpitalu.
Dyrektor przyznaje, że na szpitalną izbę przyjęć trafiają dzieci z podejrzeniem tej „egzotycznej” choroby (z ang. HFMD, czyli Hand, foot, and mouth disease). Na oddziale dziecięcym szpitala również pojawił się pacjent z ropnymi pęcherzami.
Chełmscy pediatrzy przyznają, że przypadków zachorowań jest ostatnio coraz więcej. Kiedyś nikt nie słyszał o „bostonce”, dziś do lekarzy ustawiają się w kolejce całe rodziny.
– Syn zaraził się od kolegi w szkole, a tamten od młodszego brata, który przyniósł chorobę z przedszkola – mówi ojciec chorego 9-latka.

Od kilku tygodni przychodnie przeżywają prawdziwe oblężenie. W kilku chełmskich przedszkolach z grupy kilkudziesięciorga dzieci tylko 4-5 jest zdrowych. W podstawówkach nie jest lepiej.
– Wysypka atakuje głównie młodsze dzieci. Jesienią bardzo łatwo o zarażenie w dużych skupiskach, czyli szkołach i przedszkolach. Wśród pacjentów przychodni, u których zaszło podejrzenie tej choroby, wielu z nich to uczniowie jednego zespołu szkół, ale mamy też tych urodzonych w 2016 roku… To dlatego, że wirus przenosi się drogą kropelkową. Wystarczy, że dziecko poda rękę choremu, dotknie brudnej klamki. Zwykle infekcja ustępuje po kilku dniach. Sama w sobie choroba nie jest groźna, ale uciążliwa. Nie daje jednak trwałej odporności. Oznacza to, że nawet po trzech tygodniach od wyleczenia można się ponownie zarazić. Sam przebieg choroby jest łagodny, a powikłania są bardzo rzadkie – z pęcherzy w jamie ustnej może jedynie powstać nadżerka. Kontaktu z wirusem powinny się natomiast bezwzględnie wystrzegać kobiety w ciąży. Infekcja może przyczynić się do poronienia – opisuje HFMD doktor Lech Błazucki, dyrektor MSP ZOZ w Chełmie.
Na temat choroby, błędnie nazywanej „wysypką bostońską” nie ma wielu informacji. Pierwsze przypadki zachorowań odnotowano w 1957 roku w Nowej Zelandii. W 1997 roku w Malezji pojawiła się już pierwsza epidemia wśród dzieci, a rok później w Tajwanie. Swoje najgorsze oblicze choroba pokazuje w Chinach. Tam odnotowuje się najwięcej zakażeń, powikłań w postaci zapalenia mózgu, a nawet ofiar śmiertelnych. Bostonka do Polski dotarła cztery lata temu. Służby sanitarne nie gromadzą jednak informacji na jej temat.
– Lekarze nie mają obowiązku zgłaszania przypadków zachorowań do sanepidu, jak w przypadku grypy – mówi Elżbieta Kuryk z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie.
Ponieważ nikt tego nie bada, skali choroby nie da się oszacować. Sanepid uspokaja jednak, twierdząc, że na pewno nie mamy do czynienia z epidemią. Infekcję leczy się objawowo, jak w przypadku każdej innej wirusowej (podając leki przeciwbólowe i gorączkowe). Powinno się urządzić „domową kwarantannę” i przeczekać, aż choroba odpuści. Dla złagodzenia stanów zapalnych w jamie ustnej nie powinno się podawać soków, a jedynie chłodną wodę do picia. Starsze dzieci mogą płukać buzię szałwią. (pc)