CSK – kultura w budowie

Operowe „wysokie C” rozpoczęło cykl inauguracji Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.
29 kwietnia 2016 roku w śpiewaczym duecie wystąpili Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna – światowej sławy sopranistka i tenor. Największy ośrodek kultury po tej stronie Wisły w dotychczasowym programie otwarcia ma się czym pochwalić i jest z tego dumny. Ambitny rok inauguracji trwa nadal
– W styczniu 2016 roku weszliśmy do surowego budynku z myślą, by pokonać mit nigdy nie ukończonego teatru. Owo niedokończenie zmieniliśmy w proces. To proces intensywnej, dobrze zaplanowanej pracy na rzecz rozwoju tego miejsca – mówi Piotr Franaszek, dyrektor CSK. – Fundamentem działalności Centrum Spotkania Kultur jest dziedzictwo „Teatru w budowie”. Eksponujemy je tutaj w przestrzeni, wzornictwie, stylu życia. Architektura modernistyczna jest wizytówką Lublina, ale i znakiem rozpoznawczym siedziby naszej instytucji. To idealne miejsce dla spotkań kultur.
Co do siedziby CSK, zdania są mocno podzielone. Potężny gmach jednym imponuje wyglądem, rozmachem, potencjałem. Są to przeważnie ludzie młodzi. – Jest tu moc i przestrzeń, która inspiruje. Nie wiemy, jak tam w środku, ale plac jest nasz – słyszymy od deskorolkarzy mknących ostro w dół po betonie pochylni tuż obok wejścia, kompletnie nie wiążących tego z ryzykiem podcięcia przypadkowego pieszego. Podobnie jak „figurowi rowerzyści” na specjalnych rampach opodal.
Spotyka się osoby rozczarowane surowym wystrojem i stylem gmachu. Ma być mało przytulny, przyprawia o agorafobię. Zdaniem starszych ma nieznośne szklane tafle zamiast poręczy schodów, dalekie od poczucia bezpieczeństwa.
Krytycy mówią o tej budowli „bunkier” lub „forteca kultury”… – A to mi się akurat podoba – żartuje dyrektor. – Byłby to wtedy obiekt nie do pokonania przez przeciwności losu. Ma on dla tego miejsca wizję: Do programu działania pragnie włączyć mieszkańców Lublina i gości CSK. Chce, by oni wspólnie tworzyli tę instytucję w działaniu.

Głośne koncerty otwarcia

Sala na 1000 miejsc oddaje ponoć dźwięk absolutny, taka tu akustyka. Próby tej przestrzeni i sceny operowej 29 kwietnia dokonali Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna, prawdziwe gwiazdy światowej opery. Polska sopranistka i francuski tenor po raz pierwszy w Polsce wystąpili na jednej estradzie – właśnie w CSK. Każde z nich – solo jak i w duecie – oczarowało publiczność. W ich wykonaniu zabrzmiały najpiękniejsze arie i duety dzieł m.in. Verdiego, Donizettiego, Pucciniego, Lehara. Na dobry wieczór Lublin usłyszał uwerturę i duet z Nabucco i Traviaty – znane z przedstawień w hali Globus. Następnie arie z Makbeta i duet z Otella. Później „Donna non vidi mai” z Manon Lescaut, arię Łucji z Lammermoor czy Cyrulika sewilskiego. W bisach zabrzmiały „O soave fanciulla” z „Cyganerii”, ale także znacznie lżejsze „Usta milczą, dusza śpiewa” z „Wesołej wdówki” – po francusku i po polsku jednocześnie. Towarzyszyła im zamojska Orkiestra Symfoniczna im. Karola Namysłowskiego pod dyrekcją Bassema Akiki.
Był to, zdaniem wielu, najważniejszy koncert otwarcia. „Przewspaniali, genialni, po raz pierwszy razem na scenie i to u nas w Lublinie” – brzmiały peany w Internecie.
6 maja plac Teatralny gościł plenerowy „Koncert Spotkania Kultur”. Wystąpili: Jacek Kleyff i Orkiestra Na Zdrowie łączący muzykę etniczną i reggae. Później Amadou&Mariam – małżeństwo niewidomych, czarnych artystów z Mali dające obraz ich kraju poprzez porywający folkowy ale i bluesowy śpiew, w suahili. Na finał charytatywny projekt „Playing for Change” – zespół o zmiennym dość składzie najlepszych artystów grających tzw. repertuar ulicy z całego świata. Na pl. Teatralnym muzykowało 14 osób. Brawurowo!
13 i 14 maja gospodarze z CSK z dumą, jak akcentują, gościli Festiwal Tradycji i Awangardy Muzycznej „Kody”. Później, 31 maja, pełna sala operowa oklaskiwała zespół Huun Hur Tu, etnośpiewaków z podobnej półki muzycznej. 21 lipca tę salą wypełniło brzmienie Youth Orchestra of the Americas – ok. 100 muzyków symfonicznych (18-30 lat) z 25 krajów zza Atlantyku. Dyrygował nią Carlos Miguel Prieto z Meksyku. I to była druga, filharmoniczna próba dla sali operowej CSK – jak pięknej, tak też i trudnej dla widza… przemierzającego jej czarne wnętrze przy wygaszonych światłach. I warto to mieć na uwadze z przyczyn BHP.

„Gentleman” – niemiecki Jamajczyk

…taki pseudonim przyjął artysta z Hamburga inspirowany muzyką i kulturą Jamajki. Spędził tam kilkanaście lat. Po powrocie oddał się tej muzyce bez reszty. Dziś jego koncerty na całym świecie przyciągają tłumy. Tak było i na lubelskim show „Caribbean Night” 3 września w CSK – to ostatni punkt europejskiej trasy „MTV Unplugged Live 2016” Gentleman miał tu obok siebie gości specjalnych. To Martin Jondo i Daddy Rings z Jamajki – podobnie jak trzy czarnoskóre piękności, również śpiewające. Do tego pełna gama instrumentalistów. W sumie 20 osób wystąpiło na wielkiej scenie „zmienionej” tu w salon z połowy ub. wieku.
Popis Gentlemana nie zawiódł nikogo. Od pierwszego utworu do końca na widowni powiewał las uniesionych rąk i trwała balanga. Nic dziwnego, skoro w jego tekstach dominuje przyjaźń, miłości, oddanie… I to nie była teoria: 1000-na sala usłyszała, by tulić się wzajemnie. 42-letni artysta dawał tego wzór, wychodząc z estrady głęboko na widownię, tańcząc i obściskując się z dziesiątkami osób, przytulając niepełnosprawnych. Tym zaskarbił sobie zachwyt publiczności, którą pożegnał dopiero po kilku bisach, do końca krążąc między rzędami sali.
– To niesamowite przeżycie, gdy wielka widownia czuje tak silną więź z artystą oraz między sobą. Rzadko kto potrafi to wywołać – zwierzają się Anna i Wojciech Smotryś z Przeworska. Na ów 2-godzinny koncert przybyli miłośnicy reggae z całej Polski.
– Atmosfera koncertu nie do opisania, bo gdzie jakiś idol tak bardzo zbliżyłby się do ludzi zachwyconych jego muzyką? Ale to była moc przekazu Gentlemana! – mówią Weronika i Szymon Trybała, młodzi małżonkowie z Katowic.

Unikatowe ekspozycje

Koncertowi Gentlemana towarzyszyło otwarcie wystawy fotografii największych muzyków tego nurtu w czasie 50 lat. „Twarze Reggae”, 24 prace Bartka Murackiego, można oglądać do 30 września.
To w Galerii CSK, którą otworzyła 27 maja inna, niebywała wprost ekspozycja pt. „Genesis”. To, zdaniem znawców, najlepsza wystawa fotografii, jaką widziano, a Brazylijczyk Sebastiăo Salgado jest najlepszym fotografem w świecie…
„Genesis” – jako trzeci w dorobku artysty długoletni projekt – skupia się na sprawach globalnych, podnosi środowisko natury do rangi sacrum, a Salgado tworzy z pomocą zdjęć „list” adresowany do naszej planety. To 244 czarno-białe fotogramy.
Zebrał je w trakcie 30 podróży do odległych zakątków globu. Każda wyprawa z bazy w Paryżu to kilka tygodni podróży samolotami, łodziami, także długie wędrówki piesze po bardzo trudnym terenie w ekstremalnych warunkach termicznych. Wystawę, niczym freski w świątyni natury, oglądało blisko 11 tys. osób. Przedłużono czas ekspozycji.
29 czerwca otworzono „Sztukę Ziemi” – retrospektywną wystawę fotografii z wybranych pięciu edycji Landart Festiwalu oraz cykl autorskich prac Roberta Pranagala pt. „Powrót”. Wykonane w szlachetnej technice fotograficznej zdjęcia pokazały, że sztuka może być częścią natury, podkreślać jej piękno, zachęcać do budowania dobrej relacji człowieka z jego otoczeniem.
– Land-art jest sztuką, która powraca do korzeni, do pierwotnych środków wyrazu, funkcji i znaczeń, materiałów i narzędzi. Podjąłem tę próbę dążąc do przekazania magii dzieł, energii ich twórców i niesamowitej aury miejsc, poprzez stosowanie dawnej techniki gumy jednowarstwowej – objaśniał artysta, samouk i eksperymentator.

Były niezapomniane spektakle

Już 7 maja przedstawienie Academii Teatro alla Scala i balet „Kopciuszek”. 20 maja odbyła się Gala Żonglerska – rodzimy show nowego cyrku, którym świetnie w CSK administruje Fundacja Sztukmistrze. Wreszcie 24 i 25 czerwca ten pokaz, na który Lublin czekał od 30 lat: Nederlands Dans Theater 2: światowa firma, niepodważalna sława z pogranicza teatru i tańca – twierdzą lubelscy artyści.
16-osobowy zespół NDT 2 dał spektakl o najwyższym poziomie kunsztu estradowego. Holenderskich tancerzy cechuje otwartość i innowacyjna łączność między choreografią a innymi formami sztuki. Warstwa muzyczna, scenografia, oświetlenie, obecność sztuk wizualnych – te elementy miały swe najlepsze odbicie na scenie. Wszystkimi zmysłami można było percypować ich sztukę, i to jak bardzo kochają to, co robią. Tym właśnie w owe dwa wieczory weekendu ujęli widownię, która owacjami nie pozwalała artystom zejść ze sceny.
W klimat CSK świetnie wpisały się Lubelskie Dni Modernizmu (21-22 maja). Było to spotkanie z przestrzenią, architekturą i designem lat 50. i 60. oraz początku 70. XX w. poprzez realizację szeregu warsztatów, sesji, działań artystycznych i wystawienniczych.
– Modernistyczna bryła budynku to idealne tło dla lekcji architektury – twierdzi Izabela Pastuszko, dyrektor festiwalu powołanego, by tłumaczyć i odkrywać świetność lubelskiego modernizmu.
W gmachu CSK pojawiły się dzieła Laury Paweli, Leona Tarasewicza oraz grupy artystów Pawilonu Stabilnej Formy z kolekcji Lubelskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.
Do 18 września czynna jest wystawa „Niepozowane”, która „przyłapuje” człowieka w dziwnych sytuacjach: w trakcie drogi do pracy, kultu religijnego, wypoczynku. Zdjęcia ośmiorga autorów powstałe w przeróżnych miejscach świata tworzą narrację współczesnej kondycji człowieka: jego zachowań na ulicy, wyrażanych emocji. Oglądający zadają sobie pytania: Co nas z nim łączy? Jak odnaleźć siebie w podobnych sytuacjach? Niepozowane, migawkowe, ulotne, chwilowe obrazy – nasze codziennie.
Autorzy zdjęć: Damian Chrobak, Maciej Dakowicz, Jamie Fyson Howard, Ania Kłosek, Monika Krzyszkowska, Tomasz Kulbowski, Marta Rybicka i Adrian Wykrota.

5 linii programowych

…tworzy plan działanie instytucji w roku otwarcia CSK. Są to: Spotkania z Mistrzami, Spotkania Kultur Świata, Sztuka Współcześnie, Neoplemiona, Miejsce Spotkania. W tych ramach przybliżamy mieszkańcom Lublina i regionu wydarzenia ze świata. Każde z nich ma swój wydźwięk i mówi o nas – twierdzi Barbara Wybacz, wicedyrektor CSK.
Każdego tygodnia CSK proponuje publiczności nowe, interesujące wydarzenia z różnych dziedzin. Od 1 września w godz. 8-20 można odwiedzać letni ogród na dachu budynku, a w nim Miejską Pasiekę Artystyczną.
– Stwarzamy też komfortowe warunki prezentacji dla wartościowych inicjatyw z naszego województwa i tematów lokalnych: to Festiwal Podróży i Reportażu „Kontynenty” i Agora Modernizmu, wkrótce też Festiwal Scenografii i Kostiumów Leszka Mądzika. Z naszymi partnerami – Galerią Brain Damage, Fundacją Sztukmistrze, Towarzystwem „Zachęta” – tworzymy wspólny mianownik tutejszych wydarzeń. W kulturze interesuje nas to, co ludzi łączy i przybliża, to, co nowe, czasem odmienne – mówią dyrektorzy CSK. – Co ważne, już do lipca br. Centrum spełniło wszystkie wskaźniki, jakie wiązały się z finansowaniem projektu CSK z środków UE. Do dziś odwiedziło nas ponad 60 tys. widzów i uczestników wydarzeń, a dopiero się rozpędzamy – podkreślają, i chwalą się mapą frekwencyjną pozyskanej dotąd widowni, która pokrywa się z mapą Polski i sięga po kraje Europy.
Szkoda, że w roku otwarcia dotychczas nie mówi się nic o udziale terenowych instytucji kultury z całego województwa (obecnie pieczę programową sprawuje nad nimi Wojewódzki Ośrodek Kultury, podlegający stopniowej likwidacji). Dla wspomnianych podmiotów przestrzeń do autoprezentacji tutaj teoretycznie istnieje, zgodnie z misją CSK jako jednostki marszałkowskiej. Dyrekcja pociesza, że do końca tego roku znajdzie się w programie także kultura regionalna.

Samo to wszystko nie przyszło

– Do końca kwietnia wielotorowo, w morderczym tempie, prowadziliśmy prace administracyjne nad uruchomieniem budynku, jego wyposażeniem, organizacją pracy. Nadal prowadzimy testy i wyciągamy z nich wnioski. Tak dzieje się we wszystkich obszarach funkcjonowania obiektu – od akustyki sali operowej (rozbudowywanej nadal w okresie wakacyjnym) po system oznaczenia budynku – mówi dyrektor Franaszek. CSK to nie tylko sala na 1000 miejsc – także sale kameralne, wystawowe, Aleja Kultur, wielofunkcyjne dachy.
Sama tylko Aleja Kultur – centralny korytarz budynku długi na ponad 100 m – stanowi „kulturalny” łącznik ulic Radziszewskiego i Skłodowskiej.
CSK to ogromny obiekt – administrowany łącznie z Teatrem Muzycznym i Filharmonią Lubelską oraz Placem Teatralnym. Stanowi nie lada wyzwanie pod względem technicznym, logistycznym, obsady stanowisk pracy, codziennego utrzymania. Aktualnie pracuje tu blisko 50 osób. Większość to obsługa automatyki, oświetlenie i nagłośnienia sceny, a także zarządzania systemami i konserwacją budynku.
Władze CSK w spokoju mówią o finansach roku otwarcia. Otrzymane na ten cel 13 mln zł z budżetu województwa jak dotąd bilansuje się pozytywnie w wydatkach i przychodach z oferty programowej. Można się nawet spodziewać ok. 2 mln po stronie „ma /mieć”, sugeruje dyrektor. Bo przecież w sferze kultury nie wystarczy jedynie „być”… Marek Rybołowicz