Czterdzieści pięć lat górskiej pasji

Lubelskie Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich obchodzi w tym roku
45-lecie istnienia. Obchody jubileuszu odbyły się w weekend 24 i 25 września w Okunince, bo z Lublina bliżej tutaj i szybciej niż w góry.

czterdziesci-2-copyDokładna data powstania lubelskiego SKPB to 2 grudnia 1971 r. I choć narodziło się w PRL-u, gdy władza usilnie starała się kontrolować obywateli to… koło powstało w sposób demokratyczny, w wyniku oddolnej inicjatywy ludzi już wcześniej uczestniczących w Rajdzie „Bieszczady”. Należeli wtedy do Akademickiego Klubu Turystycznego przy lubelskiej Radzie Okręgowej Zrzeszenia Studentów Polskich. Pierwszy rajd „Bieszczady” odbył się na przełomie kwietnia i maja 1967 roku i… odbywa się do dzisiaj. Później przewodnicy beskidzcy z Warszawy przeprowadzili w Lublinie pierwszy kurs przewodnicki i tak się zaczęło…
Przez pięć lat od pierwszych „Bieszczadów” studenccy przewodnicy górscy funkcjonowali w ramach AKT. Byli współorganizatorami różnych imprez turystycznych, jak choćby Rajd Elektryka, „Kiedyś zacząć trzeba”, Rajd „Bieszczady”, Rajd „Roztocze”. Rok po powstaniu SKPB stało się oficjalnym klubem przewodnickim w strukturach lubelskiego Oddziału Międzyuczelnianego PTTK. Patronem Oddziału jest Wincenty Pol, urodzony w 1807 roku w Lublinie geograf, poeta, polski patriota – prawdziwy „człowiek orkiestra”. Przez większość życia był związany z Karpatami,a szczególnie z Bieszczadami i Beskidem Niskim.
A później… Wciąż przybywało członków, organizowano coraz to nowe imprezy, kursy przewodnickie. I tak jest do dzisiaj.

Wszystko zależy od ludzi

Działalność SKPB to taka sinusoida. Były okresy lepsze i gorsze. Zależy to od róźnych uwarunkowań, przede wszystkim od czasu i ludzi, jacy przychodzą do koła. Tak było i jest nadal.
Lubelskie Koło przeżywało intensywny rozwój w latach 1976-1979. Późniejszy burzliwy okres „solidarnościowy” i stan wojenny raczej nie sprzyjał działalności turystycznej.
Ale w okresie socjalizmu SKPB było dla wielu „oknem na świat”. Ludowa władza ściśle reglamentowała obywatelom wyjazdy zagraniczne. Łatwiej można było wówczas otrzymać paszport na wyjazd organizowany w ramach działalności Koła. Indywidualne starania częściej spotykały się z odmową władzy. Pierwsze takie wyjazdy były w Karpaty Mołdawskie, potem także na Słowację, do Rumunii i Bułgarii, ale w 1979 roku już poza obóz socjalistyczny – do Hiszpanii.

Akcja Opis i kolejne bazy

Przewodnicy SKPB Lublin, w połowie lat 70, uczestniczyli w akcji „Opis” – inwentaryzacji zapomnianych cmentarzy wojennych z I wojny światowej na terenie Beskidu Niskiego.
Od 1989 Koło prowadzi studenckie bazy namiotowe. Pierwsza funkcjonowała w latach 1989-1991 w Habkowcach koło Cisnej, później w Solince (1992-1997) i w Jaworniku koło Komańczy (1995-1999). Od 1998 bazą lubelskiego SKPB jest stara łemkowska chyża w Zawadce Rymanowskiej, zbudowana na początku XX wieku. Nad jej drzwiami widnieje tabliczka ubezpieczenia z 1926 roku. Obok jest spichlerz, w którym przed II wojną światową mieścił się mały wiejski sklep. Jak mówią miejscowi, w okresie okupacji ukrywał się w nim… sam towarzysz „Wiesław” – Władysław Gomułka.
Ale bazy namiotowe to nie jedyne miejsce spotkań przewodników z lubelskiego SKPB…Pierwsze miejsce, gdzie przewodnicy górscy mogli być „u siebie” to stara, przedwojenna chałupa w Zalesiu koło Izbicy, na malowniczych Działach Grabowieckich. Nie była to „chata w górach”, ale była dość blisko, w pobliżu jednej z głównych dróg przecinających Lubelszczyznę. Stała się własnością Koła w 1975 roku. Przeprowadzono remont. Meble do chaty wykonał sam Jędrek „Połonina” Wasilewski, słynny bieszczadzki „zakapior” i utalentowany rzeźbiarz. Niestety, w chacie również dość pewnie czuli się jej „dzicy” bywalcy. Miejscowi młodzieńcy upatrzyli ją sobie na idealne miejsce imprez. Mnożyły się włamania. W końcu w SKPB zdecydowano się jednak na poszukiwanie „chaty w górach”.

Siwerniak i inne zadania

Od 1979 roku lubelskie SKPB wydaje wewnętrzny biuletyn „Siwerniak”. Tytuł nawiązuje do nazwy ptaka z rodziny pliszkowatych, który występuje w Karpatach. Biuletyn ukazuje się dość nieregularnie – podobnie jak jego skrzydlaty imiennik objawia się turystom w górach. Ale gdy kolejny „Siwerniak” się ukaże, to dostarcza wiedzy i informuje o tym, co dzieje się w Kole.
Jakie są dzisiejsze zadania Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich?
To przede wszystkim propagowanie kultury gór polskich. W Bieszczadach i Beskidzie Niskim ta kultura często bezpowrotnie zanikła wraz z wysiedleniem mieszkańców tych terenów po II wojnie światowej. SKPB promuje turystykę w środowisku akademickim głównie przez organizację rajdów i innych imprez turystycznych. I przede wszystkim… prowadzi kursy przewodnickie.

Kondycyjka, ale nie tylko

Wokół programu kursu narosło wiele opowieści, wręcz legend. Zwłaszcza legendarna jest „kondycyjka”. To całodobowe przejście w górach z dwugodzinnym tylko dłuższym postojem. Warunki, w jakich wędrują kursanci, są różne. Zdarza się, że zimowe. Ale one bynajmniej nie odstraszają uczestników. Dość często ci, którzy już dawno zaliczyli swoją „kondycyjkę”, biorą udział w następnych. Są i tacy, którzy przeszli ich nawet 20. Inna legenda to letnie dwutygodniowe przejście w Beskidzie Niskim. Podobno to najlepszy sposób na pozbycie się nadwagi… Ale…Co roku nowi przewodnicy kończą kurs. Teraz jest trudniej… Wcześniej szkolenie dotyczyło jedynie terenu Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Obecnie obejmuje teren całych Beskidów – od Bieszczadów po Cieszyn.
Przez prawie pół wieku historię SKBP tworzyli skupieni w nim ludzie. To niepowtarzalne indywidualności, przedstawiciele różnych zawodów, na co dzień pracujący na różnych stanowiskach, mieszkający w różnych częściach świata. Wielu z nich, po początkach w Bieszczadach czy w Beskidzie Niskim, z czasem wybrało się w wyższe góry. Związany z lubelskim SKPB himalaista Walenty Fiut brał udział w zimowej wyprawie na Mount Everest w 1980 roku. Na Everest nie wszedł, gdyż podczas jego ataku na najwyższy szczyt świata gwałtownie załamała się pogoda. Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki mieli więcej szczęścia…
Górska pasja łączy. Na imprezach SKPB poznało się wiele późniejszych małżeństw. Teraz górskimi szlakami wędrują już ich dzieci.
I wypada życzyć lubelskiemu SKPB, oby tak dalej. Stu i więcej lat!
Jan Achremowicz