Czwartoligowcy w komplecie w półfinale

W miniony weekend obyły się ćwierćfinałowe mecze piłkarskiego Pucharu Polski. Na czterech stadionach drużyn występujących na co dzień w lidze okręgowej zagościli czwartoligowcy i ci ostatni w komplecie zameldowali się w półfinale.

 

W Krasnymstawie faworyt rozgrywek na szczeblu okręgu – Chełmianka, choć przegrywała 0:1, pewnie uporała się z miejscowym Startem. W Żółkiewce osłabiona kadrowo Włodawianka nie dała szans Hetmanowi. W Białopolu po zaciętym meczu Kłos Gmina Chełm okazał się lepszy o jedną bramkę od Unii, zaś w Fajsławicach Victoria Żmudź dopiero w dogrywce wyeliminowała Frassati. Kibice, którzy przyszli obejrzeć spotkanie, obejrzeli aż tuzin goli! Gospodarze prowadzili 3:1, 4:3, goście w końcówce zaprzepaścili rzut karny, więc emocji było co niemiara. Losowanie par półfinałowych ma odbyć się w poniedziałek w siedzibie ChOZPN. Tego dnia zostanie też podjęta decyzja odnośnie terminu rozegrania spotkań, jak i również meczu finałowego. Oto komplet wyników i relacje ze spotkań 1/4 finału PP:

START KRASNYSTAW – ChKS CHEŁMIANKA CHEŁM 1:4 (1:2)

1:0 – Szponar (8), 1:1 – Koprucha (30), 1:2 – Greguła (34), 1:3 – Koprucha (59 karny), 1:4 – Koprucha (64 wolny).
START: Skrzypa (85 W. Matycz) – Łuczyn, Saj (80 Bąk), Lenard (46 Nowakowski), Bielak, Dworucha (80 Iwan), Kowalski (75 Wójtowicz), Bednarek (70 P. Matycz), P. Wójcik (60 Frącek), M. Wójcik, Szponar.
ChKS: Drzewiecki (85 Niemczuk) – Wołos, Krupski (81 Siarnik), Jodłowski, Krzyżak, Budzyński (70 Damian Kuśmierz), Jabkowski (25 Greguła), Kobiałka (85 Dawid Kuśmierz), Kwiatkowski (67 Filipczuk), Koprucha (77 Rak), Banaszak.
Chełmianka rozpoczęła mecz na dużym luzie, chcąc w dość łatwy sposób rozprawić się z liderem chełmskiej ligi okręgowej. Tymczasem okazało się, że Start wcale nie zamierza poddać się bez walki. Już w 8 min. wykorzystał niefrasobliwość czwartoligowców i po odzyskaniu piłki w środku pola oraz zagraniu Mateusza Wójcika do Marka Szponara, ten ostatni nie dał żadnych szans Damianowi Drzewieckiemu. Zanosiło się na niespodziankę, tym bardziej, że w 14 min. bardzo groźny strzał zza pola karnego oddał Piotr Bednarek. Piłka poszybowała tuż nad poprzeczką bramki Chełmianki. Goście powoli zaczynali zdawać sobie sprawę, że „spacerkiem” tego meczu nie wygrają. Z każdą minutą zaczęli grać coraz bardziej agresywnie i spychać przeciwnika do obrony. Na wyrównującego gola kibice Chełmianki czekali do 30 min. Wtedy to, po dośrodkowaniu Przemysława Kwiatkowskiego i błędzie Mateusza Skrzypy, który źle obliczył lot piłki i jej nie złapał, Damian Koprucha ze stoicki spokojem doprowadził do remisu. W sobotę Skrzypa nie miał najlepszego dnia. W 34 min. z prawej strony w pole karne próbował dośrodkować Dawid Greguła. Z wrzutki wyszedł strzał na bramkę i futbolówka spadła bramkarzowi Startu za „kołnierz”, lądując w siatce.
W drugiej części meczu Chełmianka szukała kolejnych goli. W 59 min. po strzale jednego z zawodników gości piłka trafiła w rękę stojącego na linii bramkowej obrońcy i sędzia zarządził rzut karny. Jedenastkę na gola pewnie zamienił Koprucha. Pięć minut później ten sam zawodnik popisał się bardzo ładnym, precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego, zdobywając czwartego gola dla Chełmianki. Start grał ambitnie, walczył o jeszcze jedną bramkę, ale lider czwartej ligi na to nie pozwolił. Trener Artur Bożyk wprowadził do gry pięciu juniorów. W końcówce meczu dwukrotnie bliski podwyższenia wyniku był Damian Kuśmierz.

HETMAN ŻÓŁKIEWKA – WŁODAWIANKA WŁODAWA 1:3 (0:1)

0:1 – Więcaszek (23), 0:2 – Więcaszek (54), 1:2 – Kufrejski (67), 1:3 – Zdolski (88).
HETMAN: Znój – Więczkowski, Kasperek, Armaciński, Skrzypczyński, Rycerz (57 Kufrejski), Wójcik, Szymczuk, Małek (70 Stępniak), Bielak, Hawerczuk (88 Dąbrowski).
WŁODAWIANKA: Danielczuk – Drachanczuk, Błaszczuk, Nielipiuk, Leszczyński, Krawczuk, Chodziutko, Więcaszek, Kędzierski, Zdolski, Zaborek (70 Klimkowicz).
Włodawianka pojechała do Żółkiewki osłabiona, bez Polaka, Soroki, Bartnika, Kuczyńskiego, Gawrońskiego. Mimo to podopieczni Marka Droba zdołali zwyciężyć i awansować do półfinału Pucharu Polski. Pierwszy gol dla gości padł po błędzie bramkarza Znoja. Po przerwie Włodawianka dołożyła drugą bramkę, a Hetman… stracił zawodnika. W 55 min. czerwoną kartkę za niebezpieczny faul ujrzał Rafał Bielak. – Mimo że graliśmy w dziesięciu, potrafiliśmy zdobyć kontaktowego gola – opowiada Andrzej Koprucha, kierownik drużyny gospodarzy. – Próbowaliśmy jeszcze doprowadzić do remisu, ale nie byliśmy w stanie sforsować obrony przeciwnika. W samej końcówce dostaliśmy jeszcze jedną bramkę i sprawa awansu została rozstrzygnięta. Z przebiegu gry Włodawianka wygrała zasłużenie, była zespołem lepszym.

UNIA BIAŁOPOLE – KŁOS CHEŁM 1:2 (1:1)

0:1 – Drzewicki (35), 1:1 – E. Poznański (44 samobójcza), 1:2 – Porzyc (90+1).
UNIA: Szlichtyng – Bureć, Stepaniuk, Zdybel, Leśnicki, Słomka, Nazaruk (80 J. Łukaszewski), Tabuła (75 Grzywna), Sz. Łulaszewski, Hrui, Ciołek.
KŁOS: Bożek – Omelko, Poznański, Ciechoński (70 K. Gierczak), Siatka, Kowalski, Bala, Sołtysiuk (60 Wojtal), P. Gierczak (46 Olender), Drzewicki, Kimel (60 Porzyc).
Unia Białopole postraszyła w ćwierćfinale Pucharu Polski na szczeblu okręgowym IV-ligowy Kłos Chełm. – Mecz był wyrównany, obie drużyny stworzyły sobie kilka bramkowych sytuacji i gdy już wydawało się, że dojdzie do dogrywki, straciliśmy gola w doliczonym czasie gry. Zabrakło nam szczęścia – mówi Jan Ostrowski, prezes Unii. Ale po kolei. Pucharowe starcie lepiej zaczęli goście. Po akcji Kimela Drzewicki w 35 min. trafił praktycznie do pustej bramki. Kilka minut później powinno być już 2:0 dla Kłosa, Drzewicki tym razem posłał piłkę w słupek. – W tym fragmencie meczu zdecydowanie przeważaliśmy. Drzewicki nie wykorzystał jeszcze sytuacji sam na sam, tak więc na dobrą sprawę po 40 minutach powinno być 3:0 dla nas. Zamiast tego w końcówce pierwszej połowy sami wbiliśmy sobie gola – mówi Robert Tarnowski, trener Kłosa Chełm. W 44 min. Unia wywalczyła rzut wolny. Do wrzuconej w pole karne piłki wyskoczył stoper gości, Poznański, który interweniował tak niefortunnie, że pokonał własnego bramkarza. Po zmianie stron lepsze wrażenie sprawiali gospodarze. Dobrej sytuacji nie wykorzystał m.in. Ciołek. – W 90 min. mieliśmy piłkę meczową, ale Hrui trafił w słupek – mówi Ostrowski. Unia boleśnie przekonała się, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Dwie minuty później jeden z zawodników Kłosa posłał długą piłkę w pole karne zespołu z Białopola. Szlichtyng próbował ją złapać, ale futbolówka wypadła mu z rąk. Dopadł do niej Porzyc, nominalny bramkarz Kłosa, który tym razem zagrał w polu, huknął nie do obrony i Kłos wygrał 2:1.

FRASSATI FAJSŁAWICE – VICTORIA ŻMUDŹ 5:7 (4:4, 1:1)

0:1 – Tywoniuk (14), 1:1 – Kasperek (34), 2:1 – Kasperek (52), 3:1 – Skorek (55), 3:2 – Tywoniuk (57), 3:3 – Rutkowski (59), 4:3 – Lipa (72), 4:4 – Struk (90+3), 4:5 – Paskiv (95), 4:6 – Sawa (97 karny), 5:6 – Skorek (99), 5:7 – Paskiv (117).
FRASSATI: Czajka – Madeja, P. Przebirowski, Stacharski, M. Baran, Olech, Lipa, Robak, Adamiak, Kasperek, Skorek.
VICTORIA: Łopąg – Sawa, Wagner, Rzążewski, Struk, Paskiv, Nowicki, Kasprzycki, Misztal, Rutkowski, Tywoniuk.
Mimo, że Victoria Żmudź przyjechała do Fajsławic bez zawodników rezerwowych, to właśnie podopieczni Piotra Molińskiego lepiej znieśli trudy tego spotkania. – W Fajsławiacach zawsze padało dużo bramek i nie inaczej było dzisiaj – powiedział po ostatnim gwizdku Moliński. W pewnym momencie pucharowego starcia gospodarze prowadzili już 3:1, ale Victoria nie zamierzała się poddawać. – Doszliśmy ich na 3:3 potem znów straciliśmy głupią bramkę, a w 87 min. Robert Wagner nie wykorzystał jedenastki i wydawało się, że przegramy. Wtedy, już w doliczonym czasie gry, Struk zdecydował się na uderzenie z 25 metrów. Trafił w samo okienko zrobiło się 4:4 – opowiada trener Victorii. W dogrywce zespół z Fajsławic zupełnie opadł z sił, to goście, mimo, że grali bez zmian, dominowali. Co rusz pod bramką Czajki było gorąco, ostatecznie katem gospodarzy został Paskiv, który w dogrywce zdobył dwa gole.
(ps, kg, fot. Damian Dworuga)