Najpierw brutalnie pobili dwóch mężczyzn, a później jeszcze żywych ułożyli na stosie z tekstyliów i mebli i podpalili. Bracia Tomasz i Krzysztof B. oraz Piotr B., którzy dokonali tej potwornej zbrodni w marcu ubiegłego roku w kamienicy przy ul. Narutowicza w Chełmie, usłyszeli właśnie wyroki dożywocia. O przedterminowe zwolnienie będą mogli starać się najwcześniej po 38 latach za kratami. Wyrok nie jest prawomocny.
Przypomnijmy, dramat rozegrał się 24 marca 2025 roku. Kiedy informowaliśmy wówczas na żywo na naszym profilu na Facebooku, że straż pożarna gasi pożar w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Narutowicza w Chełmie, nikt się nie spodziewał, że wcześniej doszło w nim do niewyobrażalnej tragedii. Strażacy szybko uporali się z ogniem, a w lokalu ujawnili zwłoki mężczyzny w wieku ok. 40 lat oraz pobitego do nieprzytomności i poparzonego ok. 60-latka. Jego też nie udało się uratować – zmarł następnego dnia w szpitalu.
Policyjno-prokuratorskie śledztwo szybko doprowadziło do zatrzymania podejrzanych o dokonanie bestialskiego mordu – braci Tomasza i Krzysztofa B. oraz ich kompana Piotra B. Cała trójka była już wielokrotnie karana i kilka miesięcy wcześniej po raz kolejny wyszła z więzienia. Początkowo wydawało się, że sprawcy skatowali na śmierć swoje ofiary, którymi okazali się 42-letni Sylwester G. i 66-letni Henryk K., i dla zatarcia śladów podpalili mieszkanie. Prokuratura ustaliła jeszcze bardziej brutalną prawdę.
24 marca 2025 r. Sylwester G. i Henryk K. wraz ze znajomym Rafałem D. spożywali alkohol w plenerze w centrum Chełma. Kiedy rozpadał się deszcz, postanowili przenieść się do „mieszkania” ich znajomego w kamienicy przy ul. Narutowicza. Tu kontynuowali libację, do której po jakimś czasie dołączyli bracia Tomasz B. (39 l.) i Krzysztof B. (35 l.) oraz ich kompan Piotr B. (37 l.). Pijatyka trwała w najlepsze, a upojeni alkoholem Henryk K. i Sylwester G. przysnęli.
Nagle, nie wiadomo z jakiego powodu, Tomasz B. miał wpaść w furię i zacząć okładać leżącego Sylwestra G. pięściami oraz kopać go po głowie. Później swoją agresję przeniósł na Henryka K., a dołączyli do niego Krzysztof B. i Piotr B. Kopali i bili obu, uderzali też drewnianym taboretem. Kiedy ich ofiary nie dawały już znaku życia, oprawcy z mebli i ubrań ułożyli stos, a na nim Sylwestra G. i Henryka K., po czym podłożyli ogień. Jak gdyby nigdy nic wyszli z mieszkania i – jak donosi portal Wirtualna Polska – napotkanemu przed kamienicą przypadkowemu przechodniowi, który zaniepokoił się wydobywającym się z okien budynku dymem, powiedzieli, że nie ma po co wzywać straży, bo ogień zaraz sam zgaśnie.
Kiedy strażacy przybyli na miejsce i ugasili pożar, w mieszkaniu odkryli zwęglone zwłoki Sylwestra G. i jeszcze dającego oznaki życia, poparzonego Henryka K. Poparzenia były tak poważne, że jego też nie udało się uratować – zmarł nazajutrz w szpitalu. Jak ustaliła sekcja zwłok, obaj mężczyźni w momencie podpalenia jeszcze żyli.
Trójka sprawców została oskarżona o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Prokurator w uzasadnieniu aktu oskarżenia stwierdził, że „oskarżeni celowo rozciągali w czasie moment pozbawienia życia pokrzywdzonych, czerpiąc patologiczną przyjemność z zadawania im cierpienia połączonego z towarzyską konsumpcją alkoholu”.
Trzy razy dożywocie
W ubiegłą środę Sąd Okręgowy w Lublinie skazał Tomasza B., Krzysztofa B. i Piotra B. na dożywocie. Będą się mogli ubiegać o przedterminowe zwolnienie odpowiednio po 41, 40 i 38 latach odsiadki. Sąd przyznał także po 150 tys. zł zadośćuczynienia dla czwórki osób z rodzin zmarłych. Kwotę solidarnie mają zapłacić skazani.
Sąd nie miał wątpliwości, że to oskarżeni dokonali zbrodni. Potwierdzały to zeznania świadków, filmik nagrywany przez jednego z nich w trakcie popełniania zbrodni oraz nagranie z kamery monitoringu znajdującej się na słupie naprzeciwko okien mieszkania, w którym rozegrał się dramat. Sędzia, uzasadniając wyrok, przypomniała, że cała trójka oskarżonych w przeszłości była wielokrotnie karana, w tym za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu, i jedyną adekwatną karą do stopnia ich winy oraz postępowania będzie kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Oskarżonych nie było na ogłoszeniu wyroku. Bracia B. podczas transportu z aresztu na poprzednie rozprawy sprawiali problemy, a w dniu rozprawy wyrokowej policja nie była w stanie zapewnić dodatkowych sił do ich konwojowania. Oskarżeni do końca nie przyznali się do winy. Tylko Piotr B. przyznał się do pobicia i przeprosił rodziny ofiar. Wyrok nie jest prawomocny. (RED, fot. KMP w Chełmie)





