Dwie Granice

HETMAN ŻÓŁKIEWKA – GRANICA DOROHUSK 2:1 (1:1)
1:0 – Kufrejski (8), 1:1 – Swatek (24), 2:1 – Rycerz (75).
HETMAN: Ścibak – Skrzypczyński, Bloch, Armaciński, Wójcik, Małek (68 Więckowski), Sobiech (55 Rycerz), Kasperek, Kufresjki (46 Hawerczuk), Bielak, Strug (90 Dąbrowski). Trener – Tomasz Tuczyński.
GRANICA: Jabłoński – Furmanik (75 Zagoła), Niemiec, Słomka, Sokołowski (60 Giedz), Biniuk, Swatek, Ruszkiewicz, Szymczuk, Okoń, Lutruk. Trener – Arkadiusz Słomka.
Czerwona kartka: Bloch (H) w 30 min. za faul. Sędziowali: Bryda oraz Domański i Grodek.
Gospodarze szybko objęli prowadzenie. Już w 8 min. Strug zdecydował się na mocny strzał z 18 metrów, bramkarz Granicy skutecznie interweniował, ale przy dobitce Kufrejskiego nie miał już szans. Zamiast pójść za ciosem zawodnicy Hetmana cofnęli się i do głosu doszli goście. – Po raz kolejny rozpoczynamy mecz od 10 minuty – mówi Arkadiusz Słomka, grający trener zespołu z Dorohuska. – Dzisiaj obudziła nas szybko stracona bramka, ale nie załamaliśmy się tylko przejęliśmy inicjatywę. Po wyrównującym golu ruszyliśmy do przodu, napieraliśmy, stwarzaliśmy kolejne sytuacje, ale ich nie wykorzystywaliśmy – dodaje. Przełomowym momentem meczu mogła być czerwona kartka dla Blocha, który w 30 min. sfaulował aktywnego Szymczuka, znajdującego się niemal w sytuacji sam na sam ze Ścibakiem. Gry w przewadze Granica nie potrafiła jednak wykorzystać. Przed przerwą świetnej okazji nie wykorzystał np. grający trener Słomka, który po dobrym podaniu od Biniuka znalazł się sam 7 metrów przed pustą bramką i… przestrzelił. – Patrząc na rozwój sytuacji i naszą grę myślałem, że to tylko kwestia czasu, kiedy zdobędziemy kolejne bramki. Druga połowa to jednak jeden wielki koszmar, o którym chcę jak najszybciej zapomnieć – mówi Słomka. Po zmianie stron Granica była już zupełnie innym zespołem. Grając w przewadze nie potrafiła stworzyć sobie żadnej sytuacji podbramkowej. Hetman nie grał lepiej, ale zwycięskiego gola zdołał strzelić. – Wywalczyliśmy rzut karny. Do piłki podszedł Kasperek, strzelił jednak w słupek. Na szczęście jego uderzenie skutecznie dobił Rycerz – mówi Andrzej Koprucha, kierownik zespołu z Żółkiewki. – Prawda jest taka, że rozegraliśmy słaby mecz. Mieliśmy sporo szczęścia, no ale w końcu za kilka dni nikt nie będzie pamiętał w jakim stylu wygraliśmy. Ważne, że zdobyliśmy trzy punkty – komentuje.
– Znów się okazało, że mam dwie drużyny. Tę, która wychodzi na pierwszą połowę i tę, która gra w drugiej – ocenia z kolei trener Granicy. – Nasz postawa na boisku daje dużo do myślenia, a takie przegrane bardzo bolą. Czeka mnie jeszcze sporo pracy pod względem mentalnym i taktycznym, aby podobne sytuacje się nie powtarzały – podsumowuje. (kg)