Dziecięcy już nie odsyła

Lekarze z chełmskiej pediatrii doszli do porozumienia z dyrekcją szpitala. Jedyny oddział dzieciecy w powiecie chełmskim, po burzy w mediach, wznowił przyjęcia.

Groźba zamknięcia oddziału dziecięcego przeraziła mieszkańców regionu. Okazało się, że szpital nie jest w stanie zapewnić dzieciom opieki lekarskiej i będzie odsyłał ich do okolicznych placówek. Powodem były przede wszystkim braki kadrowe. W sytuacji, gdy trzech z pięciu pracujących na oddziale lekarzy nie zgodziło się na pracę na dodatkowych dyżurach, szpital nie był w stanie zapewnić świadczeń małym pacjentom. Grafiku na luty po prostu nie dało się ułożyć.
Od piątku, 2 lutego, pediatria wstrzymała przyjęcia. Dzieci miały trafiać do szpitala jedynie w przypadku zagrożenia życia. Jeśli wymagały hospitalizacji, ale ich stan był stabilny, lekarze odsyłali pacjentów do Włodawy, Krasnegostawu i Lublina. Do 10 lutego oddział miał być pusty, a jego działanie zawieszone. W poprzednim wydaniu „Nowego Tygodnia”, w artykule Wypięli się na dzieci?, pisaliśmy, że jest jednak szansa na zażegnanie kryzysu. Porozumienie na szczeblu centralnym (pomiędzy środowiskiem lekarzy a ministrem zdrowia) i zdecydowane działania dyrekcji mogły doprowadzić do ugody w chełmskim szpitalu, a w konsekwencji pełnego funkcjonowania chełmskiej pediatrii. I tak się stało.
– 6 lutego, po bardzo burzliwych i trudnych rozmowach, lekarze oddziału dziecięcego doszli do porozumienia z dyrekcją. Dla dobra pacjentów oddział dziecięcy obecnie pracuje normalnie. Przyjmujemy dzieci – informuje Piotr Zalewski, kierownik oddziału dziecięcego. Porozumienie jest jednak warunkowe. – Na pediatrii pracuje rezydentka i pięciu lekarzy, z czego troje w wieku emerytalnym, zatrudnionych w niepełnym wymiarze. To zdecydowanie za mało. Dlatego jednym z warunków porozumienia z dyrekcją była obietnica, że w kwietniu zatrudnią jeszcze jednego, doświadczonego lekarza. Innym warunkiem było pozytywne zakończenie rozmów na szczeblu centralnym, do którego jak wiemy, po miesiącach batalii, wreszcie doszło.
Kierownik oddziału w rozmowie z nami powrócił do jednej z kwestii, którą poruszyliśmy w poprzednim artykule – jego nieobecności w szpitalu w kryzysowej sytuacji. Pisaliśmy, że niektórzy nie mogli się nadziwić, kto dopuścił, by kierownik oddziału, któremu groziło zamknięcie, w tym czasie wyjechał na urlop.
– Owszem, byłem na urlopie, od dawna planowanym i zatwierdzonym przez dyrekcję szpitala. Chciałbym jednak zaznaczyć, że po pierwsze – ciągłość opieki lekarskiej na oddziale była zapewniona. W dniu wstrzymania przyjęć, czyli 2 lutego, wróciłem do pracy. Po drugie – nie byłem na wyjeździe zagranicznym. Odpoczywałem w Polsce – mówi Piotr Zalewski. (mg)