Dźwig gotowy, droga – nie

Dźwig, który zsunął się do rowu w Hańsku, został już postawiony na koła. Jednak to dopiero początek wielkiej operacji, bo nie wiadomo, czy droga o dopuszczalnym ciężarze do 8 ton wytrzyma nacisk 40-tonowej maszyny. Trwają ekspertyzy nawierzchni i mostów, a dźwigu pilnuje Inspekcja Transportu Drogowego.

Operacja stawiania wielkiej maszyny na koła była bardzo skomplikowana i kosztowna. Firma, do której należy dźwig, musiała w tym celu betonowymi płytami utwardzić pobliskie pole. Na tak przygotowaną powierzchnię wjechał ciężki sprzęt, który wyciągnął dźwig z rowu. Trwa naprawa i przygotowanie maszyny do transportu. I tu zaczynają się prawdziwe schody, bo droga wojewódzka nr 819, przy której utknął dźwig, nie jest przystosowana do tak wielkiego obciążenia. Dlatego Zarząd Dróg Wojewódzkich w Lublinie postawił właścicielowi sprzętu warunki – pozwoli na jego wyjazd do drogi krajowej nr 82 w Kołaczach, jeżeli dźwig nie uszkodzi szosy nr 819. By to stwierdzić, trzeba było przeprowadzić ekspertyzy nawierzchni oraz wszystkich mostów i przepustów na tej trasie. – Właściciel dźwigu nie przedstawił nam jeszcze odpowiednich dokumentów, więc na razie zgody na przejazd na pewno nie wydamy. Poza tym nie wiemy, czy taki manewr będzie w ogóle możliwy, bo to, że wjechał, wcale nie znaczy, że tą samą drogą wyjedzie – mówi dyrektor ZDW w Lublinie, Andrzej Gwozda. A tego, by przed wydaniem pozwolenia maszyna przypadkiem nie chciała odjechać, pilnuje Inspekcja Transportu Drogowego. Jeśli dźwig wróci na szosę, zostanie zważony i jego właściciela czekać będą zapewne kolejne wydatki, a stawki ITD za przekroczenie dopuszczalnego tonażu ma naprawdę słone. (bm)