Ekscytujące popisy sztukmistrzów

– Tyle się tutaj dzieje, że nie sposób być wszędzie, ogarnąć większości pokazów – to najczęstsze zmartwienie widzów Carnavalu Sztukmistrzów, który owładnął miastem od 26 do 29 lipca i który jest już za nami. Jak co roku tysiące jego admiratorów zjechało do Lublina z całej Polski i z innych krajów. Wszędzie było widać ich zauroczone, wesołe twarze. Nieliczni utyskiwali na „deja vu” – że już to widzieli, inni na upał czy rozkopane tego lata miasto…


Z bogatej oferty Carnavalu wybieramy dwa spektakle, oferujące pokaz żonglerki i magii w formie one-man-show, później dwa inne z tzw. opowieścią, sugestywnym przekazem, gdzie widz nie jest tylko fanem sztuki cyrkowej, a także jeden wielki – niestety tylko w sensie skali przedsięwzięcia…

W pięknym (acz właśnie rozkopanym) zaułku przy Teatrze Andersena spory tłum podziwia czyjś występ – to Sven from Sweden daje tu pokaz akrobacji i klaunady w stylu skandynawskim. Żongluje, czym popadnie, jak np. stojakami z papierem toaletowym, ale i piłkami czy kapeluszami. Sympatyczny blondas mówi po angielsku tak, że chyba wszyscy go rozumieją. Jest dowcipny, ma świetny kontakt publicznością. Genialne pomysły i komiczne niespodzianki Svena zaskakują roześmianych widzów.

Jeszcze gorące miejsce po nim zajmuje rodzimy artysta – Człowiek Siano. Pokaz iluzji i zaskakujące triki składają się na komediowe show. Polak udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych, a ludzkie ciało to wspaniały „przyrząd do magii”, z pomocą którego można wyczarować śmiech, wzruszenie, zachwyt. Występy obu młodych artystów to pyszny komediowy show dla widzów w każdym wieku.

Na ciekawy przekaz filozoficzny…

…bodaj myśli epikurejskiej w przekazie cyrkowym, natykam opodal, w najlepszym do tego miejscu – to wirydarz klasztoru dominikanów. Tutaj duet Dromocosmicas Itinerant Theater z Grecji daje rzewne przedstawienie – jedynie z elementami cyrku. „Vagor & Bellavita” to opowieść (bez słów) o spotkaniu dwojga wagabundów gdzieś w świecie. Nie mają żadnego celu, po prostu trwają bez nadziei na lepsze jutro. Pierwszy to istny menel, mający jedynie podróżny worek, drugi to zalotna Bellavita, mieszkająca pod mostem, bujająca w marzeniach i słuchająca radia na baterie. Gdy pewnego dnia przypadkiem wpadają na siebie, doznają dziwnego olśnienia. Sen podsuwa się im pomysł, który zaskakuje ich oraz widownię. Nagle odkrywają siebie na nowo, swoje wartości, ukryte talenty artystyczne oraz siłę woli. Dwoje obcych sobie ludzi zaczyna trwać już obok siebie, wspierać się w każdej sytuacji. Teraz Vagor i Bellavita dzielą smutki i radości. Żyją, jakby każdy dzień miał być ich ostatnim. Przeuroczy spektakl stanowi zachętę do odnajdywania piękna w zwykłych, drobnych rzeczach dnia codziennego.

Największa widownia i co?

W piątek i sobotę tłumy ludzi gromadzi występ francuskieho zespołu Cirque Inextremiste na placu Zamkowym. Występującą w nim szóstkę śmiałków przywozi pod Zamek ambulans psychiatryczny – bodaj w ramach tzw. gry ucieczkowej. Spętani kaftanami bezpieczeństwa, mają za cel zbiec jak najszybciej z pola tej walki o życie, gdzie rządzą nieugięte zasady. Środkiem ucieczki okazuje się wielki, podróżny balon! Cóż, jego napełnienie zajmuje uciekinierom większość z czasu spektaklu. I ten pesymistyczny finał – straceńcom nie udaje się odzyskać wolności postawionej na szalę hazardu. Odlatują… w niebyt – wystrzelani przez snajpera. Może i jest w „Exit” głębsza myśl przewodnia, brakuje wszak finezyjnej sztuki nowego cyrku. Jest wielki balon, a na pociechę epokowo atrakcyjne zaćmienie księżyca…

Warto wspiąć się na Zamek

Tu, w magicznym klimacie dziedzińca, stanęła osobliwa scena-piramida – na niej cztery postacie, które zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Są jakby przywołani spośród publiczności – bo to jedni z nas: uwikłani w korporacyjne reguły na rynku pracy: bezduszny wyścig szczurów, ofiary tłumionego indywidualizm i presji konkurencji. Do tego dochodzi świat, deformowany przez mass-media, telewizyjne gry, i w końcu bagno polityki. Wszystko to ukazane zostało z dużym walorem aktualności. Zaskakujące, jak ludzie przystosują się do narastającej atmosfery opresji, jak ulegają konformizmowi, podporządkowując się manipulacjom ze strony enigmatycznego „szefa”. W jego dłoni tkwi pilot. On to uruchamia korpoludków, a widzowie podglądają ich burzliwe relacje intymne, wyrażane poprzez brawurowe popisy akrobatów. To jakby ekwilibrystyczny balet opracowany dla korpoopery. Spektakl cynicznie komentuje aktualne i ważkie tematy społeczne. Wygląda na udaną, prześmiewczą próbę komentowania rzeczywistości, ponieważ pięciu Francuzów z La Main S’Affaire w sztuce „Just wait and see – topical circus” widzów nagradzają długotrwałą owację na stojąco.

Ten reporterski zwiad pozwolił na krótką relację z wydarzeń Carnavalu. Do tematu wrócimy w następnym wydaniu NT.

Marek Rybołowicz