Gosposia znalazła kozła ofiarnego

W jednym z ostatnich numerów naszego tygodnika pisaliśmy o Halinie A. ze Starego Brusa – gosposi tamtejszego proboszcza, a także byłej księgowej Spółdzielni Mieszkaniowej. Nie przypadł jej do gustu nasz artykuł i w związku z tym postanowiła na własną rękę odszukać osobę, która o całej sprawie nam opowiedziała. Gosposia informatora „znalazła” w osobie swojej sąsiadki, z którą jest skłócona i za całą jej rodzinę zamówiła… mszę.

Halinę A. w Starym Brusie zna każdy. Nie tylko z tego, że jest gospodynią miejscowego proboszcza, ale przede wszystkim z wyjątkowo „interesującego” charakteru. Większość ludzi unika Haliny A. i schodzi jej z drogi z obawy przed jej kłótliwością. Pisaliśmy o tym kilka wydań temu i teraz na własnej skórze poczuliśmy, co potrafi gosposia. Po ukazaniu się artykułu, kobieta zadzwoniła z pretensjami i strasząc sądem kategorycznie zażądała wydania nazwiska osoby, która „naopowiadała nam takich bzdur”. Oczywiście odmówiliśmy. Bohaterka tekstu uciekła się zatem do innych sposobów poszukiwania osoby, która „oczerniła jej dobre imię na łamach prasy”.. Przekonaliśmy się o tym w ubiegłym tygodniu, po otrzymaniu kolejnego telefonu ze Starego Brusa. Tym razem dzwoniła roztrzęsiona sąsiadka Haliny A., twierdząc, że gosposia rozpowiada ludziom, że ujawniliśmy jej prawniczce dane naszego informatora, którym miała być właśnie nasza rozmówczyni. Jakby tego było mało, w niedzielę (29 stycznia) po wszystkich mszach świętych ksiądz odczytał intencje mszalne. Jakież było zaskoczenie i zdziwienie naszej rozmówczyni, gdy proboszcz zapowiedział, że w sobotę (4 lutego) odprawione zostanie nabożeństwo w intencji całej jej rodziny. Okazuje się, że mszę zamówił nie kto inny, jak Halina A. Zapytaliśmy proboszcza, czy – wiedząc o konflikcie obu pań – nie widział nic zdrożnego w takiej intencji. – Dla mnie nie ma w tym nic dziwnego. W naszej parafii to normalne, że sąsiad zamawia mszę w intencji sąsiada. Takich mszy w roku odprawiam 100, może nawet 200 – mówi proboszcz, ks. Andrzej Tomczak. – Poza tym nic mi nie wiadomo, że panie są skłócone. Dla mnie intencja była czysta i jasna i nie miałem powodu, by jej nie przyjmować – dodaje duchowny.
Oczywiście nikomu nie wyjawiliśmy nazwiska naszego informatora, którym z pewnością nie była sąsiadka gosposi. Jesteśmy ciekawi, czy z taką wiedzą gospodyni księdza nadal będzie szukać osoby, która opowiedziała nam o jej perypetiach związanych z pracą w Spółdzielni Mieszkaniowej? Bogumił Mikulski