Granica biła głową w mur

TATRAN KRAŚNICZYN – GRANICA DOROHUSK 1:1 (0:0)
1:0 – R. Mróz (51), 1:1 – D. Sadlak (89 samobójcza).
TATRAN: Kubów – A. Stasiuk, Błaszczak, S. Stasiuk, Ciechan, Mróz (70 P. Sawczuk), P. Mazurek, Kniaziuk, Barzał (88 Smorga), Sadlak, K. Mazurek. Trener – Mirosław Berbeć.
GRANICA: W. Ruszkiewicz – Furmaniak, P. Ruszkiewicz, Czępiński, Biniuk, Walczuk, Zwolak, Chmiel (55 Maliszewski), Świderski, Hawryluk, Miksza (60 Garbacz). Trener – Stanisław Cybulski.
Sędziowali: Siatka oraz Uźniak i Kowalski.
Granica Dorohusk przez większą część meczu miała optyczną przewagę, częściej też zagrażała bramce rywala, ale niewiele brakowało, a nie wywiozłaby z Kraśniczyna nawet punktu. – Po pierwszej połowie powinniśmy prowadzić co najmniej trzema bramkami – mówi Stanisław Cybulski, trener Granicy. – Po dwie dobre okazje na gola zmarnowali jednak Miksza, Walczuk oraz Świderski. Najbardziej szkoda szansy Walczuka, który z trzech metrów strzelił obok słupka – dodaje. Gospodarze głównie się bronili i czekali na kontry. Mieli sporo szczęścia i dobrze dysponowanego bramkarza, dlatego do przerwy było 0:0. – Paradoksalnie mogliśmy nawet prowadzić bo w 44 minucie idealnej sytuacji nie wykorzystał Piotr Mazurek. Z 3 metrów trafił w nogi bramkarza Granicy– opowiada Lucjan Fedak, prezes zespołu z Kraśniczyna. Po zmianie stron gra się wyrównała, choć to nadal Granica była groźniejsza. Dobre okazje dla gości mieli m.in. Hawryluk i znów Świderski, ale wciąż było 0:0. I kiedy wydawało się, że zespół z Dorohuska musi w końcu objąć prowadzenie… gola zdobył Tatran. W zamieszaniu podbramkowym przytomnością umysłu popisał się Rafał Mróz i zrobiło się 1:0. – Rzuciliśmy się do odrabiania strat, ale wciąż byliśmy nieskuteczni. Dopiero w końcówce udało się nam wyrównać. Biliśmy rzut wolny, piłka spada na głowę jednego z zawodników Tatranu, odbiła się i wpadła do siatki. Ostatecznie zremisowaliśmy, choć powinniśmy wygrać. Pozostał niedosyt – podsumowuje Cybulski. (kg)