Jak Banaszak radzi sobie w Widzewie…

Przemek Banaszak (z lewej nr 24 na spodenkach) podczas sobotniego meczu w Radomiu

Przemysław Banaszak po transferze z Chełmianki do Widzewa Łódź bardzo szybko trafił do pierwszego składu beniaminka II ligi. W swoim debiucie zagrał 38 minut, w kolejnych czterech meczach wychodził na boisku w podstawowej jedenastce. Co istotne, Widzew wszystkie te spotkania wygrał.


W ubiegłą sobotę Przemysław Banaszak znów wybiegł w pierwszej jedenastce. Jego drużyna – Widzew, przy komplecie publiczności, grała bardzo ważny mecz z Radomiakiem na boisku przeciwnika. Były już zawodnik Chełmianki i ubiegłoroczny król strzelców III ligi zagrał w ataku i w pierwszej połowie miał jedną bardzo dobrą sytuację do zdobycia bramki. Wykorzystał nieporozumienie w szeregach obronnych rywali i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. – Trochę za mocno wypuściłem sobie piłkę i bramkarz Radomiaka uprzedził mnie – relacjonuje Przemek.

Banaszak do Widzewa trafił ostatniego dnia okna transferowego obecnego sezonu. Bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym zespole. – Zawodnicy dobrze mnie przyjęli, bez problemów znalazłem z nimi wspólny język. Atmosfera jest bardzo dobra, ale trzeba też przyznać, że są wyniki, a to one mają duże znaczenie przy jej budowaniu – podkreśla Banaszak.

We wszystkich pięciu meczach, w których wystąpił wychowanek Hetmana Żółkiewka, Widzew odniósł zwycięstwa i obecnie zdecydowanie prowadzi w tabeli drugiej ligi. – Nieźle gramy, choć rywale na każdy mecz z nami mocno spinają się. Do każdego spotkania jesteśmy jednak dobrze przygotowani. Częstotliwość treningów jest podobna jak w Chełmiance. Dzień po meczu mamy odnowę biologiczną, następny dzień jest wolny na odpoczynek, a w kolejnym już szykujemy się do kolejnego spotkania. Trener Radosław Mroczkowski bardzo dużo uwagi poświęca treningom taktycznym – wyjaśnia zawodnik.

Przemek w Łodzi spędził już ponad miesiąc. Od czasu jego przyjazdu do tego miasta jeszcze ani razu nie mógł przyjechać do rodzinnego domu. – Nie mam kiedy. Trudno o więcej wolnego niż jeden dzień. Myślę, że dopiero po zakończeniu rundy jesiennej będę mógł zajrzeć w rodzinne strony. Mam też studia i tu rodzi się problem, bo chciałbym je kontynuować, a czasu jest mało. Będę starał się przejść na indywidualny tok studiów. Chciałbym także odwiedzić chłopaków z Chełmianki, zobaczyć chociaż jeden mecz. Jak tylko mogę, oglądam transmisje na żywo z meczów Chełmianki i mocno trzymam za nich kciuki. Na pewno obejrzę mecz z Hutnikiem Kraków (rozmawialiśmy z Przemkiem w sobotę po meczu w Radomiu). Pozdrawiam ich gorąco! – mówi P. Banaszak.

Przemek czeka na pierwszego gola w II lidze. – Jestem cierpliwy, wiem, że sytuacje podbramkowe będą. Do każdego meczu muszę być należycie przygotowany, by takie okazje wykorzystywać. Tu się gra inaczej, niż w III lidze. Obrońcy dają bardzo mało miejsca napastnikom, czy skrzydłowym. W zasadzie za każdym razem czuć oddech przeciwnika na plecach – mówi Przemek.

Z gry króla strzelców III ligi zadowoleni są też łódzcy kibice, z którymi rozmawialiśmy po meczu w Radomiu. – Przemek to młody chłopak i na pewno rozwinie się u nas. Trener Mroczkowski stawia na młodych chłopaków i to, że Przemek wychodzi w pierwszej jedenastce to nie jest przypadek. Dużo walczy, trudno odebrać mu piłkę, potrzebuje gola by był jeszcze mocniejszy. Nie mniej jednak dobrze się stało, że trafił właśnie do Widzewa, choć szkoda, że na sam koniec okna transferowego – powiedział jeden z nich. (jar)