Język ostrzejszy niż nożyczki

Uprzejmość nic nie kosztuje, ale zawsze jest wysoko ceniona. Niestety, ostatnio zabrakło jej w jednym z salonów fryzjerskich przy ul. Lwowskiej w Chełmie.

Do nietypowego zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu w jednym z chełmskich salonów fryzjerskich. Jego właściciel obcesowo zrugał swojego klienta. A wszystko zaczęło się od telefonu.
– Podczas wizyty zadzwonił do mnie znajomy. Spytałem panią fryzjerkę, czy nie miałaby nic przeciwko temu, żebym odebrał i powiedział tylko, że oddzwonię później. Stwierdziła, że nie ma najmniejszego problemu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że po chwili usłyszałem komentarz: Zero szacunku, zero kultury. Byłem przekonany, że to nie do mnie, ale zaraz znów ten sam głos się odezwał: Co nie słyszysz? Głuchy jesteś? Okazało się, że mężczyzna, będący właścicielem salonu fryzjerskiego, mówił do mnie – opowiada nam starszy mężczyzna.

Co właściciela tak oburzyło? – Zarzucił mi, że tu się przychodzi strzyc, a nie na pogawędki przez telefon. Nie wiedziałem, o co mu chodzi. W końcu fryzjerka, która mnie strzygła, wyraziła zgodę na rozmowę, która trwała maksymalnie może 5 sekund – dziwi się klient salonu. Mężczyzna starał się początkowo uspokoić całą sytuację, ale nabuzowany właściciel salonu nie odpuszczał. Rzucał kąśliwe teksty i prowokował klienta do potyczki słownej. Starszy mężczyzna w końcu nie wytrzymał. Powiedział, że nie będzie tu już nigdy przychodził. Na co fryzjer miał odpowiedzieć: – No to spieprzaj stąd! Won!
Zszokowanemu klientowi nie pozostało nic innego, jak z na wpół ostrzyżoną głową opuścić salon. Postanowił jednak, że nie odpuści i sprawy tak nie zostawi. – Jeszcze chyba nigdy nie zostałem w tak bezczelny sposób potraktowany. To było dla mnie naprawdę upokarzające. Dlatego napisałem skargę na właściciela salonu do Lubelskiej Izby Rzemieślniczej – mówi klient.
Próbowaliśmy dowiedzieć się od fryzjera, dlaczego zamiast „walczyć o klienta”, walczył z nim. Niestety, nie potrafił odpowiedzieć nam na to pytanie i uciął rozmowę. (mg)