Jak „komisarz Tomasz” okradł emerytkę

Okrutnie wykorzystują zaufanie i łatwowierność starszych ludzi. Teraz oszuści najczęściej podają się za policjantów. Jedna z mieszkanek Lublina straciła 35 tys. zł, bo uwierzyła w telefon od mężczyzny, który przedstawił się jako komisarz Tomasz.
Do 67-latki w czwartek zadzwonił telefon. Męski głos w słuchawce twierdził, że jest z policji i właśnie prowadzona jest tajna operacja, która ma rozpracować złodziei w banku. Fałszywy oficer tłumaczył kobiecie, że musi wybrać wszystkie swoje oszczędności i przekazać je funkcjonariuszowi, bo to pomoże ująć szajkę rabusiów.
Starsza pani uwierzyła. Szybko ubrała się i wyszła wyczyścić swoje konto. Pan „z policji” kazał jej się nie rozłączać i nikomu nie zdradzać powodów wypłaty.
Pokrzywdzona pobrała pieniądze ze swojego rachunku, a potem zgodnie z instrukcjami swojego telefonicznego mentora, przekazała je rzekomemu policjantowi w samochodzie na parkingu. I na tym cała operacja się skończyła. Emerytka wkrótce zdała sobie sprawę, że padła ofiarą fałszywego stróża prawa i straciła swoje oszczędności.

Prawdziwi policjanci jednak czuwali. Mając wcześniej informacje o podejrzanym, zatrzymali go niemal na gorącym uczynku. Mężczyzna wpadł, kiedy przekazywał pieniądze swojej wspólniczce.
Złodziejami okazali się 19-latek z Lublina i 22-latka z gminy Spiczyn. Udało się odzyskać pieniądze, które w tym przypadku faktycznie pomogły ująć perfidnych oszustów. – Policja nigdy jednak nie prosi o angażowanie swoich pieniędzy w jakąkolwiek operację – podkreślają śledczy.
Złodziejskiej parze grozi do 8 lat więzienia. LL