Laury dla mistrza i… debiutanta

Jarosław Adamiak w hondzie civic stanął na drugim stopniu podium klasy E-I-2000

Urzędujący wicemistrz Polski w klasie EI-2000 Jarosław Adamiak i debiutujący w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski Patryk Jusiak (A/PL-1600) zostali uhonorowani pucharami za drugie miejsca, wywalczone w niedzielnej części inaugurującego sezon 44. Bieszczadzkiego Wyścigu Górskiego. W pierwszej próbie sezonu lubelski team reprezentowali ponadto Sławomir Kaźmierak i Sergio Azzini.


Trasa z Załuża do Tyrawy Wołoskiej, w wyścigowym światku traktowana jako dobra rozgrzewka przed bardziej wymagającymi rundami cyklu, była miejscem wstępnej weryfikacji układu sił na nadchodzący sezon. Szczególnie pierwszy dzień zawodów służył dokonaniu ostatnich poprawek w przygotowaniu aut, także tych prowadzonych przez naszych kierowców.

Jarosław Adamiak trzeci sezon w górach rozpoczął od czwartej lokaty w siedmioosobowej obsadzie klasy E-I-2000, spowolniony przez przegrzewające się tylne opony hondy civic. Samochód zachowywał się bardzo niestabilnie, czego efektem było m. in. odbicie się od bariery podczas pierwszej próby wyścigowej i duża, niemal 3,5-sekundowa strata czasowa do lidera (6. miejsce). Pocieszeniem dla lublinianina startującego w barwach Automobilklubu Kieleckiego była perfekcyjna – w końcu! – praca sekwencyjnej skrzyni biegów, która przez niemal cały ubiegły sezon mocno dała się we znaki naszemu kierowcy. Problem z oponami został szybko zażegnany i w drugim podjeździe Jarek był już w czołowej trójce. Rywalizacja nabrała rumieńców w pierwszym niedzielnym starciu, gdzie tercet Gabriel Kubit-Konrad Biela- Jarosław Adamiak dzieliły zaledwie trzy dziesiąte sekundy. – Przed decydującą próbą popadał deszcz, podnosząc jeszcze dramaturgię wydarzeń. Trasa była częściowo sucha, niewidoczne za zakrętami mokre plamy na asfalcie straszyły, dodatkowo trochę zepsułem start i dohamowanie do „patelni” – relacjonował Jarek. Mimo błędów Adamiak zanotował drugi czas i na tej pozycji zakończył zmagania: – Skrzynia działa dzięki staraniom Piotra Marciniaka i Jusiak Performance, którzy doprowadzili ją do ładu. Rywale nie próżnują i zapowiadają nowe usprawnienia i lżejsze auta. Mój plan na ten sezon to odchudzenie hondy o kolejne 30 kilogramów i zastosowanie węższych kół, by zmniejszyć opory toczenia i zyskać na prędkości.

Kierowca z Nałęczowa – Patryk Jusiak, dotychczas startujący amatorskich kjs-ach i imprezach na torach, postanowił spróbować sił w zawodach rangi mistrzostw Polski. Wybór GSMP nie był przypadkiem, bowiem od dwóch lat wspomagał w roli serwisanta m. in. klubowego kolegę – Adamiaka, doskonale poznając specyfikę górskich zawodów.

Pierwsze kilometry upłynęły pod znakiem kłopotów z silnikiem hondy civic, w którym nie załączał się v-tec. W efekcie Patryk dwukrotnie zamykał stawkę 5 kierowców zgłoszonych w klasie A/PL-1600, tracąc po 10 sekund na każdym podjeździe do zwycięzcy Tomasza Kozickiego, którego auto nomem omen też obsługiwało technicznie przez Jusiak Performance. – W ostatniej chwili założyliśmy mocniejszy silnik i nie było czasu go przetestować. Usterka nie była łatwa do wykrycia i dopiero po sobotnich podjazdach zdołaliśmy ją usunąć – komentował.

W drugim dniu, jadąc już sprawnym autem, Jusiak w rozpoczynającym walkę podjeździe zameldował się na czwartej pozycji, z 3,4-sekundową stratą do lidera. Loteryjną, drugą próbę wszyscy rywale z klasy solidarnie pojechali na slickach. Najlepiej w zmiennych warunkach wypadł mistrz Polski – Arkadiusz Borczyk, natomiast drugi czas należał do Jusiaka (+6,2 sek.), który skorzystał na błędach Tomaszów: Kozickiego i Dybisza, wyprzedzając obydwu w klasyfikacji rundy i sięgając po pierwszy górski laur.

Również z problemami zaczął sezon Sławomir Kaźmierak (A. Lubelski), debiutant na bieszczadzkich serpentynach, rywalizujący od ubiegłego sezonu hondą civic w klasie E-I-2000. Nasz zawodnik przyznał, że wykonał zbyt mało testów przed sezonem z nową kłową skrzynią biegów, w którą wyposażył wyścigówkę, co mogło mieć wpływ na osiągane czasy. Jednak główna przyczyna jego słabszej postawy w sobotę tkwiła w ustawieniach geometrii zawieszenia auta. – To była katastrofa, samochód na prostej jechał całą szerokością drogi – relacjonował. Strata do zwycięzcy sobotnich prób wyścigowych wyniosła niemal 9 sekund, co przełożyło się na ostatnią lokatę w wynikach klasy. To był zimny prysznic dla ambitnego kierowcy Automobilklubu Lubelskiego, celującego w czołową trójkę klasy. Problem z zawieszeniem został z grubsza rozwiązany na niedzielną część zawodów, co od razu przełożyło się na lepsze czasy, plasujące Sławka w środku stawki. – Przyznam, że przez kłopoty z pierwszego dnia straciłem zaufanie do auta i nie byłem w stanie złapać właściwego rytmu. Reszta stawki miała za sobą 5 szybkich prób, a ja tak naprawdę dopiero zaczynałem ściganie – komentował Kaźmierak. Drugi dzień zakończył na czwartym miejscu, jadąc o 4,7 s wolniej od Konrada Bieli.

Czwórkę lubelskich kierowców uzupełnił w Załużu Sergio Azzini, wracający po krótkiej przerwie do GSMP. Klubowy kolega Kaźmieraka po kilku startach na wyścigowych torach zatęsknił za towarzyską atmosferą zawodów, jaka panuje na każdych zawodach w górach i postanowił na stałe wrócić swym ferrari 355 na wymagające, kręte trasy. Auto na razie pozostało z w torowej specyfikacji z dłuższymi przełożeniami, które jak przyznał nasz kierowca, zupełnie nie sprawdzają się w górach. – Muszę poprawić samochód, bo teraz przypomina to walkę z wiatrakami. Wraz z RS Motorsport planujemy odchudzić ferrari o ok. 150 kilogramów, zmienić paliwo, poprawić moment obrotowy i założyć krótszą skrzynię biegów, by móc walczyć np. z Ryszardem Żyszczyńskim w bmw – mówił przed zawodami Sergio Azzini.

Na podjeździe treningowym wykręcił bączka, omal nie kończąc jazdy w rowie, a wyścigową część zawodów kończył daleko za plecami jedynego konkurenta w klasie E-II/SH+2000, do której zgłosił auto – Dubaia. – Wyniki są ważne, ale nie priorytetowe. – Mimo że w górach przejeżdżam mniej kilometrów niż na torze, to klimat piknikowego weekendu i ludzie tworzący ten sport szybko rekompensują te braki. Po modyfikacjach auta zobaczę na ile będę mógł podnieść poziom sportowy startów – zakończył Azzini.

Wyniki:

I runda GSMP: 1. Igor Drotar (skoda fabia) czas 4:39,139, 2. Dubai (mitsubishi lancer) +5,379 sek., 3. Waldemar Kluza (skoda fabia) +5,589, 21. Adamiak +48,230, 27. Kaźmierak +52,043, 33. Azzini +59,341, 55. Jusiak +1:31,942;
II runda GSMP: 1. Dubai 4:38,180, 2. Drotar +2,828, 3. Michał Ratajczyk (mitsubishi lancer) +6,529, 18. Adamiak +46,555, 21. Kaźmierak +49,137, 30. Azzini +56,776, 53. Jusiak +1:24,020.

Z Załuża
Łukasz Głowacki