Litewska runda w Vilkyciai rozczarowała

Rafał Berdys po pięciu rundach OMPRC wciąż jest drugi w klasyfikacji grupy SN i przewodzi w tabeli klasy SN-1600

V runda Oponeo Mistrzostw Polski Rallycross rozegrana w Vilkyciai na Litwie przyniosła wiele rozczarowań w lubelskim zespole. Rafał Berdys w kluczowym biegu grupy SuperNational został pokonany przez awarię auta, kapeć w finale klasy SC Cup pozbawił Pawła Hurko szansy na walkę o medalowe lokaty, z kolei Piotr Budzyński mocno poobijanym seicento zakończył rywalizację już na etapie półfinałów.


Berdys pewnie realizował przedstartowe założenia w kwalifikacjach: w grupie SuperNational trzykrotnie był drugi i raz trzeci, co przy nierównej jeździe konkurentów pozwoliło mu objąć prowadzenie w tej części zawodów, natomiast w wynikach klasy SN 1600 czterokrotnie nie miał sobie równych!

Niestety, w najważniejszych biegach pojawiły się problemy techniczne. W półfinale rywalizacji grupowej już na początku wyścigu zaczęła szwankować skrzynia biegów i suzuki swift S1600 kierowcy z Kraśnika z okrążenia na okrążenie jechało coraz wolniej. Serwis w ekspresowym tempie – niespełna 25 minut – zdołał wyjąć i otworzyć skrzynię, wymienić wadliwy element i poskładać zespół na czas.

Pech wciąż jednak nie opuszczał Rafała, bo chwilę potem okazało się, że uszkodzeniu uległa kolejna część – łapa mocująca silnik. Przez mocno ograniczony przed finałami czas na serwis nie udało się właściwie naprawić mocowania, przez co zaraz po starcie… urwało się. Berdys nie był w stanie zmieniać biegów i musiał zjechać z toru.

Ostatecznie kierowca startujący w barwach Automobilklubu Rzemieślnik zajął szóstą pozycję w grupie SN i piątą w klasie SN-1600.

– Czuję wielki niedosyt i rozczarowanie, ale tak bywa w tym sporcie – podsumował krótko Rafał Berdys.

Z perspektywy całego sezonu Paweł Hurko zaliczył w Vilkyciai udany występ, jednak po dokładnej analizie jego startu śmiało można dojść do wniosku, że piąte miejsce w finale klasy SC nie odzwierciedliło w pełni bardzo dobrej dyspozycji kierowcy Automobilklubu Chełmskiego. Trzy kwalifikacje pojechał na miarę możliwości, notując siódmy, trzeci i piąty czas w gronie 24 seicento.

W trzecim biegu (17. pozycja) nieco przesadził na szybkim zakręcie i w efekcie skrzywił wahacz wyścigówki. Ostatecznie ósme miejsce w kwalifikacjach pozwoliło awansować Hurko do półfinału. Po świetnym starcie i przy odrobinie szczęścia na pierwszym zakręcie, gdzie mocno walczono bok w bok, zdołał objąć pozycję wicelidera biegu, której nie oddał aż do mety.

Finał Paweł rozpoczął od trzeciej lokaty, po drodze przyjmując uderzenie od jednego z rywali. Błąd naszego kierowcy na drugim „kółku” okazał się bardzo kosztowny: Hurko zbyt mocno przyciął zakręt i uszkodził na tarce felgę. Jazda bez powietrza oznaczała koniec walki i w efekcie 5. miejsce w wynikach zawodów.

– Przez bezpardonową walkę auto jest solidnie poobijane, dużo w tym „zasługi” sędziów, których w zasadzie… jakby nie było. Tor fajny, szybki, dobrze na nim czułem się – powiedział po zawodach Paweł Hurko.

Najwięcej na stłuczkach stracił na Litwie Piotr Budzyński. Zawodnik Automobilklubu Lubelskiego rozpoczął rywalizację od wygranej w pierwszej kwalifikacji. Kolejne dwa starty to walka ze źle prowadzącym się autem i dopiero ósma oraz dziesiąta lokata. Okazało się, że po kontakcie z konkurentem pękła tylna belka, powodując problemy z utrzymaniem właściwego toru jazdy. Element pospawano i seicento na niedzielną część imprezy znów było gotowe do walki.

Słabszy, siódmy czas w czwartej kwalifikacji to efekt obfitego polania toru wodą przez organizatora, co przełożyło się na słabsze tempo wszystkich uczestników tego biegu, włącznie z liderem mistrzostw Łukaszem Grzybowskim.

Końcowo czwarty w kwalifikacjach Piotr, startując w tym samym półfinale co Hurko, najpierw zgubił po starcie „dwójkę”, a następnie uczestniczył w istnym karambolu na pierwszym zakręcie, gdzie kilkukrotnie został mocno uderzony przez rywali. W efekcie spadł na ostatnią lokatę w biegu, a zawody ukończył na 7. pozycji.

– Zespół sędziowski nie reagował na niebezpieczne manewry, pozwalając wręcz na bijatykę na torze. W Polsce takie zachowanie na pewno zakończyłoby się karami lub wykluczeniami – skomentował sytuację Budzyński.

Łukasz Głowacki