Mają talent do… niszczenia

Wartość artystyczna „malowideł” mierna, a szkody idą w grube tysiące. – Miasto i służby porządkowe powinny wypowiedzieć wojnę tym, którzy niszczą budynki. Kary powinny być nauczką i przykładem dla innych – mówią chełmianie, dla których graffiti na elewacjach budynków to zwykły wandalizm.

graf-1– Niektóre kamienice w centrum miasta zostały odnowione i wyglądałyby naprawdę pięknie, gdyby nie szpecące graffiti – mówi jeden z mieszkańców Chełma. – Jedna z takich kamienic stoi przy ul. Pijarskiej. Została wyremontowana całkiem niedawno, a ktoś już zdążył namazać na niej olbrzymi napis „more”. Na miejscu właściciela nie puściłbym tego płazem. Podobne graffiti widziałem też na Ogrodowej i na jednym z bloków przy Narutowicza. Ja rozumiem, że młodzieży to się może podobać, ale niech malują nie niszcząc czyjejś własności.
Zdaniem naszego rozmówcy, miasto i policja powinny rozprawić się z grafficiarzami-wandalami, wymierzając im srogie kary.
– Dużo jeżdżę służbowo po regionie i wydaje mi się, że sąsiednie miasta – Zamość, Krasnystaw czy Włodawa – lepiej radzą sobie z tym tematem – uważa chełmianin. – Mają albo lepszy monitoring, albo zaradniejsze służby porządkowe. Urząd miasta, spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe powinny za każdym razem zgłaszać policji takie przypadki i wyznaczyć niemałą nagrodę dla osób, które złapią grafficiarza na gorącym uczynku.
Jak wyjaśnia Ewa Czyż, rzecznik prasowy chełmskiej policji, amatorów malowania po budynkach nie brakuje. Policja ich „ściga”, ale dopiero na wniosek właściciela albo zarządcy kamienicy.
– Powinien on oszacować straty, złożyć na policji zawiadomienie i wniosek o ściganie. Czyn ten można zakwalifikować pod niszczenie mienia, za co może grozić kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat – informuje E. Czyż. (kw)