Za mało jakości z przodu

Konrad Nowak, napastnik Motoru, tak jak cały lubelski zespół, sobotniego meczu w Nowym Targu nie może zaliczyć do udanych. 32-latek, który w letniej przerwie zasilił drużynę „żółto-biało-niebieskich”, miał kilka okazji do zdobycia bramek, ale nie potrafił ich wykorzystać. Opuścił plac gry w 61. minucie, zmieniony przez Dmytro Kozbana

Zimny prysznic dosłownie i w przenośni zaliczyli na starcie nowego, trzecioligowego, sezonu piłkarze lubelskiego Motoru. W sobotę podopieczni trenera Marcina Sasala przegrali 0:1 w Nowym Targu z Podhalem.

Niespodziewane nasz zespół, mający walczyć tym razem skutecznie o awans do II ligi dopadły kilka dni przed pierwszym meczem o punkty kłopoty zdrowotne. Kilku piłkarzy przechodziło wirusówkę, a trener Marcin Sasal by móc normalnie prowadzić zajęcia musiał posiłkować się młodymi zawodnikami z drużyny juniorów starszych. Na domiar złego cały tydzień z zespołem nie trenował Dmytro Kozban. 28-letni napastnik, pozyskany przez Motor w letniej przerwie, pojechał na Ukrainę po wymaganą wizę. Dokument zamiast w Winnicy, odebrał dopiero w odległym Charkowie.
Warunki w Nowym Targu też nie były sprzyjające dla lublinian. Nie dość, że mecz toczył się na boisku ze sztuczną trawą (jedyna taka płyta w III lidze), to zaledwie przy 16 stopniach i padającym deszczu (przez cały tydzień w Lublinie panowały upały).
Mimo wielu niesprzyjających okoliczności to motorowcy na początku meczu dyktowali warunki. I szkoda tylko, że nie wykorzystali znakomitych okazji do strzelenia goli. W 12. minucie Dawid Dzięgielewski będąc sam na sam z bramkarzem Mateuszem Szukałą nie potrafił go pokonać. Cztery minuty później 18-letni golkiper, pozyskany przez Podhale z Górnika Zabrze, obronił przepiękne uderzenie z 30-metrów swojego rówieśnika Igora Korczakowskiego. Z kolei w 21. minucie motorowcy nie zdołali skutecznie sfinalizować akcji 3 na 1!
Gospodarze, prowadzenie przez byłego reprezentanta Polski, wieloletniego kapitana krakowskiej Wisły Tomasza Kulawika, po raz pierwszy zagrozili lubelskiej bramce dopiero w 28. minucie. Strzał Marcina Przybylskiego obronił jednak Paweł Socha.
Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, gospodarze już w doliczonym czasie, po kombinacyjnym rozegraniu piłki z rzutu rożnego, zdobyli upragnioną bramkę. Do siatki trafił obrońca Daniel Mikołajczyk.
Trener Motoru Marcin Sasal miał spore pretensje nie tylko do swoich zawodników, że zaspali przy akcji gospodarzy, ale przede wszystkim do arbitra Kamila Adamskiego z Ostrowca Świętokrzyskiego, który pokazywał że doliczy do podstawowego czasu minutę, a tymczasem dodał aż dwie. W myśl nowych wytycznych sędzia nie powinien już pozwolić na rozegranie rzutu rożnego, po którym miejscowi zdobyli bramkę.
W drugiej połowie trener Sasal dokonał w składzie aż czterech zmian. Wiele ożywienia do gry motorowców wniósł między innymi Kamil Majkowski, który na lewym skrzydle dwoił się i troił. Niestety, 28-latkowi nie udało się odwrócić losów spotkania.
Kolejny mecz piłkarze Motoru rozegrają już w najbliższą środę. O godzinie 19 lublinianie podejmować będą na Arenie Lublin Podlasie Biała Podlaska.
BAS