Mama dziesięciorga dzieci walczy z rakiem

Ma 43 lata i od kilku lat zmaga się z nowotworem trzustki. – W moim wieku człowiek to pełnia sił i dojrzałości. Ja zaś muszę walczyć, by w ogóle pozostać na tym świecie. Mam dla kogo! – mówi Małgorzata Lewandowska z Krasnegostawu, mama dziesięciorga dzieci. Na jej leczenie potrzeba jeszcze ponad 35 tys. zł. Każdy z nas może pomóc!
1432638569 copyW kwietniu tego roku portal siepomaga.pl wznowił zbiórkę pieniędzy na leczenie Małgorzaty Lewandowskiej. 43-letnia mieszkanka Krasnegostawu od kilku lat dzielnie walczy z rakiem trzustki, jednym z najgroźniejszych nowotworów. Na tym etapie jej leczenia na leki potrzebuje 63 tys. zł. Do ubiegłego tygodnia internetowa zbiórka przyniosła 27,5 tys. zł. Brakuje 35,5 tys. zł… „Środki, które udało się zebrać dla Pani Małgosi, miały starczyć na jej leczenie przez dwa lata. Starczyły na niecały rok – nie przewidzieliśmy, że choroba uderzy jeszcze mocniej. Tygodniowo na leki idzie 500-1000 zł, to ogromne koszty. Pani Małgosia do końca liczyła na to, że uda się uratować stopę przed amputacją. Niestety, wdała się martwica i krążenie jest bardzo słabe – jeszcze lekarze próbują cokolwiek zdziałać lekami, żeby nie trzeba było ucinać stopy. Szanse są niewielkie, ale są – jeśli leki nie zadziałają, nie będzie już innego wyjścia, tylko amputacja” – czytamy na portalu siepomaga.pl. U krasnostawianki zdiagnozowano również neuropatię cukrzycową, przez którą jeszcze bardziej cierpi, uszkodzenia nerwów powodują straszny ból w zdrowej nodze i rękach. „Coraz ciężej jest jej ukrywać przed dziećmi, jak cierpi, zwłaszcza w nocy, gdy nie potrafi powstrzymać krzyku”. – Dzieci podchodzą na zmianę do łóżka. Pytają, jak mogą mi pomóc i siedzą czasem do rana, aż ból zelżeje. A po takiej nocy muszą iść do szkoły – opowiada pani Małgorzata. Pojawiła się szansa na uśmierzenie bólu, wszczepienie komórek macierzystych. Jeśli kobieta zakwalifikuje się do zabiegu pokazowego dla studentów medycyny, ma szansę na bezpłatną terapię komórkami.
– Jestem bardzo wdzięczna ludziom o wielkich sercach za pomoc z ostatniej zbiórki, bo to dzięki nim żyję godnie, wykupuję wszystkie leki, odżywki, dzięki którym przytyłam prawie 6 kilogramów – mówi pani Małgorzata. – Tylko Bóg jeden wie, co czuję. Dziękuję mu za to, że pomimo wszystko kocha mnie, stawiając na mojej drodze ludzi o wielkich sercach, którym nigdy nie zdołam się odwdzięczyć. To dzięki wam mam siłę do walki i będę walczyć do końca, do ostatniego oddechu, bo jestem wam to winna, bo wy, pomagając, uwierzyliście, że będzie lepiej, a dzięki wam i ja uwierzyłam i nie poddam się! Daliście mi nie tylko wsparcie finansowe, ale przede wszystkim pokazaliście mi potęgę wiary w to, że człowiek nie jest sam ze swoim cierpieniem i ze swoimi problemami. Daliście mi godność, miłość, ulżyliście w cierpieniu, przywróciliście radość mojej rodzinie i nauczyliście, że wiara to coś, bez czego człowiek jest bardzo słaby… Ufam do końca, że będzie dobrze – dodaje.
Pani Małgosia ma 43 lata. Jak zauważa, w jej wieku człowiek to pełnia sił i dojrzałości. – A ja walczę, aby w ogóle pozostać na tym świecie. Mam dla kogo! Jestem mamą dziesięciorga dzieci. Moje dzieci są już w takim wieku, że rozumieją sytuację. W domu pozostała już tylko szóstka, która jest w wieku szkolnym, a pozostała czwórka rozpoczęła już dorosłe życie. Gdy najmłodsze pyta „Mamusiu, co będzie…”, to ledwo powstrzymuję łzy, aby ich nie zobaczył i mówię, że będzie dobrze, że jestem i nigdzie się nie wybieram, ale w duchu wiem, że to nie ode mnie zależy. Brakuje środków na moje leczenie, a nowotwór to przeciwnik, do walki z którym nie staje się bez broni – opowiada krasnostawianka.
Życie pani Małgorzaty to ciągły strach o kolejny dzień. Jej rodzina znajduje się w tragicznej sytuacji finansowej. Pracuje tylko mąż kobiety i ogromną część dochodów rodziny pochłania leczenie 43-latki, dojazdy do specjalistów, leki. – Często bywa tak, że nie mamy z czego przygotować gorących posiłków, jesteśmy po kilka dni bez prądu i z wieloma innymi problemami. Dlatego kilka miesięcy temu postanowiłam przerwać moje leczenie, nie mogąc patrzeć, jak moja choroba pogrąża finansowo moją rodzinę do tego stopnia, że dzieci kładą się spać bez kolacji, a rano idą do szkoły bez śniadania. Obiad w szkole często bywa ich jedynym gorącym posiłkiem w ciągu dnia. Jak wszystko na świecie ma swoją cenę, tak ja ze tę decyzję przypłaciłam postępem choroby. Były chwile, gdy czułam, że znikam, moja waga spadła do 36 kg. A przecież nie mogę zniknąć, bo są dzieci! – mówi.
Każdy z nas może pomóc pani Małgosi. Wystarczy wejść na stronę www.siepomaga.pl/zycie-mamy wysłać smsa lub dowolną kwotę. Każda złotówka jest na wagę złota. (kg)