Miś w Kraszczady nie wierzy

Marcin Miś, były radny miasta Krasnystaw, nie wierzy w powodzenie wypromowania marki „Kraszczady” i uczynienie z tego zakątka powiatu krasnostawskiego turystycznej atrakcji. – To „wałek”, a turyści i tak do Kraszczadów nie przyjadą, bo nie ma po co – komentuje w internecie. Do kolejnych krytycznych postów Misia postanowili odnieść się burmistrz Daniel Miciuła i szefowa miejskiej promocji Magdalena Górecka.

Z tego powodu na Facebooku miasta Krasnystaw bywa gorąco. Pod niemal wszystkimi miejskimi postami informującymi o kolejnych krokach podjętych w kierunku wypromowania marki „Kraszczady” swoje krytyczne komentarze zamieszcza Marcin Miś, były radny miasta Krasnystaw.

– Czy będą kolejne „salony SPA” na składach opału? Albo jeszcze inne sposoby wydawania pieniędzy podatników na promocję polityków? Te „Kraszczady” to wymysł, niemających innych pomysłów, działaczy politycznych. Mówię po raz kolejny: gdyby nasza okolica miała te walory, które chcą nam wmówić działacze partyjni to biznes – lokalny lub zewnętrzny – już dawno by te walory wykorzystywał. Tak się nie dzieje, bo te „wyjątkowe walory”” to zwykłe brednie – napisał pod jednym z postów o „Kraszczadach” Miś. Dalej były radny zwraca uwagę na fakt, że pierwsze pieniądze na promocję „Kraszczadów” były wydawane, oczywiście z kasy podatnika, już 10 lat temu. – I co ? No nic. „Walorów” jak nie doceniano tak się nie docenia. Bo ich nie ma. Niedługo zapewne powstanie jakiś „budżet projektu”, z którego „znajomi króliczka” zrobią np. „SPA na Zamostku”. Rechot świadomej części mieszkańców miasta i okolic już jest mocno słyszalny, a gwarantuję, że będzie tylko głośniej. Proponował bym aby zamiast zajmować się propagandą głupoty, zająć się uczciwą pracą samorządową. Wybory do sejmu dopiero w 2027 r. Jeszcze zdążycie naobiecywać gruszek na wierzbie – dodał Miś.

W innym miejscu Marcin Miś stwierdza szyderczo: – Witaj w Kraszczadach – jedynym miejscu na mapie Polski, które fizycznie nie istnieje, ale i tak ma już swój profil na Facebooku i opłatę klimatyczną za wdychanie wyobrażonego tlenu. Jeśli Twoi znajomi uparli się, żeby tam pojechać, przygotuj ich na przygodę życia w krainie, gdzie wszyscy czekają na naniesienie tego regionu na Google Maps. Oto krótki przewodnik po tym turystycznym niebycie: 1. Lokalizacja: Zaraz za „Nigdzie”, skręć w „Wcale”. Kraszczady to region tak dziki, że nawet satelity Elona Muska omijają go szerokim łukiem, żeby nie stracić zasięgu od samej depresji krajobrazu. Aby tam trafić, trzeba jechać autostradą A4, a potem wjechać w las tak głęboki, że Twoja nawigacja zacznie wyświetlać błąd w języku staro-cerkiewno-słowiańskim i zaproponuje powrót do Radomia – pisze.

Według Misia „Crush(czady) to jest „wałek”. I ja to tylko pokazuję. Bronią go tylko ci, którzy widzą w nim swój interes”.

Na wpisy byłego radnego zareagowała Magdalena Górecka, kierownik wydziału promocji i komunikacji społecznej urzędu miasta Krasnystaw.

– A ty dalej swoje? Marcin, ileż można… Jeszcze się nie zorientowałeś, że to na nikim nie robi wrażenia? Rozpoczęliśmy pewien proces i nie zawrócimy z tej drogi, niezależnie od tego, ile energii wkładasz w te swoje mądrości. Mógłbyś ją spożytkować o wiele lepiej. A w nawiązaniu do twoich pomysłów z poprzednich komentarzy, obiecuję, że jeśli zorganizujemy kiedyś Kraszczadzki Festiwal Wylewania Frustracji w Internecie, to będziesz otwierał line up – skomentowała Górecka.

Kierownik zauważyła też: – Marcinie, opinia nie równa się prawdzie. Lubisz pozować na bojownika o wolność słowa, ale doskonale wiemy, że u źródeł twoich ostatnich wpisów leży urażone ego. A im bardziej nadmuchane, tym z większym hukiem pęka… Ta antykraszczadzka histeria jest naprawdę mało wiarygodna, ale to twoja sprawa. Mam tylko prośbę, abyś nie używał logo miasta do swojej radosnej twórczości, gdyż jest to znak prawnie chroniony – napisała Górecka.

Do komentarzy byłego radnego postanowił się też odnieść Daniel Miciuła, burmistrz Krasnegostawu. – Są to wypowiedzi pełne manipulacji i insynuacji, a przede wszystkim świadczące o ignorancji. Pan Miś nie ma fundamentalnej wiedzy na temat projektu i jak widać nie chce jej mieć. Działa na szkodę wizerunku miasta i pozostałych samorządów – ocenia Miciuła. (kg)