Misiewicz ograł pogodową loterię

Po niemal rocznej przerwie w startach Mateusz Misiewicz (Automobilklub Lubelski Sport) powrócił do rywalizacji i od razu zdobył dwa puchary za wygraną i drugie miejsce w inaugurujących sezon 2017 rundach Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. Na trasie 43. Bieszczadzkiego Wyścigu Górskiego można było dopingować również czterech innych naszych kierowców: debiutanta Pawła Wójtowicza oraz znanych z ubiegłorocznych zmagań Jarosława Adamiaka, Tomasza Bartoszka i Rafała Michalczaka.
Misiewicz wystartował w powstałej z inicjatywy zawodników jeżdżących renault clio nowej klasie – A/PL-Clio. Z trójki rywali zgodnie z przewidywaniami najgroźniejszym okazał się Marcin Wilusz, z którym Mateusz stoczył pasjonującą walkę o zwycięstwo w sobotniej części wyścigu. Chłód i co chwilę padający deszcz sprawiły, że dobór właściwego ogumienia na każdy z wyścigowych przejazdów był prawdziwą loterią. Na pierwszą próbę nasz kierowca zaryzykował i założył na przednią oś opony przejściowe, podczas gdy Wilusz bezpiecznie „obuł” wszystkie koła w deszczówki. Okazało się, że rywal lepiej trafił, wygrywając o 0,9 sekundy. Przed decydującym o wynikach podjeździe warunki pogodowe w strefie serwisów dawały złudne wrażenie, że trasa może być przeschnięta, stąd też obaj wybrali slicki; w praktyce na asfalcie wciąż zalegała woda. Misiewicz, mocno ryzykując, pojechał wybornie: pokonał Wilusza o 1,1 sekundy i tym samym został pierwszym zwycięzcą nowej klasy w GSMP. Letnia, sucha aura w niedzielę preferowała mocniejsze wyścigówki, uwydatniając tym samym niedostatki techniczne lubelskiego clio, które wyraźnie nie nadążało (strata 2 i 2,3 sek.) za bliźniaczym autem zawodnika A. Małopolskiego. Mateusz przyznał, że wspiął się na maksimum swoich możliwości, choć w efekcie wystarczyło to „tylko” na drugie miejsce.

Jarek Adamiak

Bardzo dobry występ zanotował debiutant – za sterami porsche 944 turbo. Kierowca Automobilklubu Wschodniego, który dotychczas uczestniczył tylko w amatorskich imprezach, postanowił spróbować sił w zawodach o randze mistrzostw Polski. Seryjne porsche, które teoretycznie powinno walczyć w grupie aut historycznych, celowo zostało zgłoszone w dopuszczającej spore modyfikacje klasie „potworów” – E-I+2000/4×2. Taki ruch otworzył możliwości stopniowego rozwoju 944-ki w dalszej części sezonu. Wójtowicz niespodziewanie był najszybszy na sobotnich treningach, pokonując duet w bmw M3: Martina Juhasa i Ryszarda Żyszczyńskiego. Zziębnięci kibice nie doczekali się wyścigowej konfrontacji trzech rywali, gdyż Pawła na pierwszej próbie wyeliminowała z walki błaha awaria przewodu turbiny.
Niedzielną część imprezy nasz zawodnik rozpoczął bardzo obiecująco, od drugiego miejsca, tracąc zaledwie 0,3 sekundy do Słowaka. Ostatni podjazd zawodów Wójtowicz, jak sam przyznał, pojechał zbyt agresywnie i w efekcie rywal jeszcze powiększył przewagę. Szkoda, że ze względu na małą frekwencję w klasie drugie miejsce nie zostało nagrodzone pucharem, na który kierowca AW swą postawą bez wątpienia zasłużył. Paweł pytany o założenia na 2017 rok wskazał wejście do czołowej dziesiątki zawodów w klasyfikacji generalnej.
Rundy rozegrane na odcinku drogowym z Załuża do Tyrawy Wołoskiej nie ułożyły się po myśli Jarosława Adamiaka. Urzędujący II wicemistrz Polski klasy E-I-2000 w przerwie między sezonami skupił się na kolejnych etapach modyfikacji hondy civic, m. in. kupując wymarzoną sekwencyjną skrzynię biegów. Auto zyskało również przyciągające wzrok nowe, czarno-niebieskie oklejenie. Przekładnia, która miała był kluczem do zwycięstwa, zastrajkowała na pierwszym podjeździe wyścigowym, zatrzymując się na drugim biegu. Adamiak dotarł co prawda do mety, ale do kolejnego podjazdu już nie wystartował. Intensywne prace serwisu nad uruchomieniem mechanizmu przełączania biegów były na tyle skuteczne, że w niedzielę Jarek mógł kontynuować jazdę, choć pewne niedomagania wciąż występowały. W II rundzie GSMP lublinianin jeżdżący w barwach A. Kieleckiego w gronie sześciu startujących został sklasyfikowany na czwartym miejscu – dalekim od spodziewanego przed wyścigiem. Miejmy nadzieję, że limit pecha został już wyczerpany i poczynione w auto inwestycje wkrótce zaowocują wygraną w klasie.

Paweł Wójtowicz

Również poniżej oczekiwań wypadła para zawodników A. Chełmskiego – Tomasz Bartoszek i Rafał Michalczak. Kierowcy hond civic, z jednym wyjątkiem podczas treningu, przez cały weekend nie mogli przebić się do czołowej trójki klasy A/PL-1600, choć jeszcze w ubiegłym roku skutecznie walczyli o podium i wygrane. Trudno w tej chwili jednoznacznie ocenić, co było przyczyną gorszej dyspozycji – kiepska forma, kondycja wyścigówek czy poprawa tempa przez konkurentów. Michalczak sygnalizował spadek mocy silnika i rzeczywiście, analizując szczegółowo jego start, można takie wnioski wysnuć.
Z kolei Bartoszek chyba nie najlepiej czuł się w zmiennych sobotnich warunkach, przegrywając drugi podjazd ze wszystkimi sześcioma zawodnikami w klasie. W niedzielę również nie był w stanie odzyskać szybkości z wicemistrzowskiego 2016 roku. Ostatecznie „oranżadka” Tomka ukończyła rundy na piątym i czwartym miejscu, a Rafał dwukrotnie dotarł do mety na szóstej pozycji.
Z Załuża Łukasz Głowacki