Misiewicz zdobył Magurę

Mateusz Misiewicz po dwóch zwycięstwach w 4. Wyścigu Górskim Magura Małastowska został samodzielnym liderem klasyfikacji klasy A/PL-Clio w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski. Do dobrej formy wraca również Jarosław Adamiak, który podczas czerwcowych rund GSMP dwukrotnie był drugi w klasie E-I-2000. Takie same wyniki odnotowała w A-1600 Ewa Wójtowicz. Z kolei Mariusz Stec, Tomasz Bartoszek i Rafał Michalczak walczyli z niedomaganiami aut lub formy. Największego pecha w Małastowie miał Paweł Wójtowicz, rozbijając wyścigówkę.


Po inaugurujących sezon rundach w Załużu oczywistym stało się, że bez inwestycji w auto Misiewicz nie będzie w stanie walczyć na równi o zwycięstwa w klasie clio. O ile w trudnych, deszczowych warunkach w Bieszczadach nasz kierowca nawiązywał jeszcze walkę z najgroźniejszym konkurentem – Marcinem Wiluszem, to na suchej nawierzchni clio rywala było wyraźnie szybsze. Zakup kłowej skrzyni biegów miał zniwelować techniczny dystans lublinianina do reszty stawki – w praktyce w Małastowie, nie umniejszając wysokim umiejętnościom Mateusza, dał mu komfortową przewagę nad czwórką rywali w każdym z kluczowych podjazdów zawodów i to bez ponoszenia większego ryzyka podczas ścigania. Tym samym Misiewicz stopniowo urasta do faworyta w walce o mistrzowski tytuł w A/PL-Clio. Znakomita postawa lublinianina miała odzwierciedlenie również w wynikach grupy A/PL, w której wywalczył dwa puchary za drugie i trzecie miejsce.
Drugi oddech złapała w końcu honda civic Jarosława Adamiaka. Kłopoty z kupioną na ten sezon sekwencyjną skrzynią biegów w poprzednich rundach na pewno były sporym rozczarowaniem i stworzyły nerwową atmosferę wokół startu. Tym razem występ należy ocenić jako udany. Lublinianin co prawda nie był w stanie nawiązać bezpośredniej walki ze zwycięzcą obydwu rund Przemysławem Pieniążkiem (renault clio), tracąc ok. 2-3 sekund na podjeździe, ale też zachowywał względnie bezpieczną przewagę w wynikach nad pozostałymi pięcioma rywalami w klasie E-I-2000, z biegiem imprezy sukcesywnie „odjeżdżając” im w czasach. Spory w tym udział miały serwisowe prace nad zawieszeniem, którego drobne korekty wprowadzano podczas przerw w zawodach.
Ewa Wójtowicz, która ostatnio uczestniczy tylko w wybranych górskich rundach, ponownie pojawiła się na starcie citroenem C2R2. Sobotnią część wyścigu nasza zawodniczka omal nie zakończyła zwycięstwem, prowadząc po pierwszym podjeździe; faworyt – Maciej Słobodowski w peugeocie 208 R2 zaliczył przygodę, uderzając w barierę. W drugiej próbie, mimo poprawy czasu, Wójtowicz musiała uznać wyższość Jakuba Kurowskiego w bliźniaczym aucie, który wygrał z Wójtowicz zaledwie o 0,3 sekundy. Niedziela w klasie A-1600 przebiegła pod znakiem dominacji Słobodowskiego, szybszego na mecie od Ewy aż o ok. 11 sekund oraz efektownego „dzwona” Kurowskiego na pierwszej próbie wyścigowej.
Dosyć dawno w górach nie był widziany Mariusz Stec. Konfrontacja byłego mistrza Polski z obecną czołówką klasyfikacji generalnej, jak można było przewidzieć, nie wypadła zbyt okazale, ale uczciwie trzeba też przyznać, że podstawiony na wyścig ford fiesta proto z rodzinnej stajni nie był autem w topowej specyfikacji. Ukręcona półoś spowolniła urzędowianina w pierwszej sobotniej próbie, chwilę potem uszkodzenie (pękniecie) miski olejowej na cięciu zakrętu całkowicie wyeliminowało Steca z wyników pierwszego dnia. Efekt niedzielnych podjazdów to 6. miejsce Mariusza w „generalce” z ponad 14-sekundową stratą do dwukrotnego zwycięzcy tegorocznej edycji wyścigu – Waldemara Kluzy (skoda fabia S2000).
Drugi start w górach Pawła Wójtowicza zakończył się na niedzielnym podjeździe treningowym rozbiciem porsche 944, które po opóźnionym hamowaniu przed nawrotem uderzyło w barierę, przejechało pod nią i zatrzymało się poza drogą. Naszemu kierowcy na szczęście nic poważnego nie stało się, choć odczuwał skutki spotkania z zabezpieczeniem trasy. W pierwszym dniu zawodów Paweł był najwyżej sklasyfikowanym w generalce kierowcą z Lubelszczyzny (15 lokata), ustępując tylko czteronapędowym „potworom” i renault clio wspomnianego wyżej Pieniążka. Jedyny rywal w klasie E-I+2000/4×2 – Ryszard Żyszczyński (bmw E36) zakończył udział w zawodach po pierwszym sobotnim podjeździe wyścigowym.
Rok wcześniej, w tym samym miejscu co Wójtowicz, rozbił hondę civic Tomasz Bartoszek. Zdarzenie to musiało mocno zapaść w pamięci Tomasza – w tegorocznej edycji nie był w stanie odnaleźć dobrego tempa jazdy. Dodatkowo wykryta tuż przed sobotnimi podjazdami wyścigowymi spora nieszczelność miski olejowej spowodowała, że Bartoszek zrezygnował z walki o punkty, obawiając się uszkodzenia silnika.
W drugim dniu nisko zawieszona honda niemal tarła spodem na nierównościach zmienionego w tym roku początkowego odcinka trasy wyścigu zmuszając kierowcę „oranżadki” do założenia wyższych kół i nieco spokojniejszego przejazdu. Końcowo Bartoszek był czwarty, zostawiając za sobą jeszcze dwóch rywali z klasy A/PL-1600.
Również Rafałowi Michalczakowi na razie nie wiedzie się w górach. Usunięcie błahostki, która spowolniła hondę civic na inauguracji sezonu – zapchanego filtra powietrza – nie przełożyło się na lepsze wyniki w klasie A/PL-1600 w Małastowie: nasz zawodnik dwa razy zamykał sześcioosobową stawkę. Dodatkowo, wraz z innymi kierowcami, padł „ofiarą”… nawierzchni trasy. Podejrzenie złego ustawienia zawieszenia lub zużycia opon, po tym jak auto zaczęło odpływać tyłem na zakrętach, nie było trafne. Winowajcą okazał się asfaltowy lepik na brzegach łat szosy, który po najechaniu przyklejał się do rozgrzanych opon w takich ilościach i na tyle skutecznie, że traciły przyczepność. W efekcie serwisanci co chwila z zapałem musieli zdzierać lepką maź, a zawodnicy, na ile było to możliwe, pamiętać o omijaniu takich „pułapek”.
Z Małastowa Łukasz Głowacki