Piękne, bo szczere

Namalował tysiące obrazów, jest laureatem wielu nagród i konkursów. Jak podkreślają znawcy sztuki ludowej, siłą jego twórczości jest bijąca z niej autentyczność. Mowa o Stanisławie Koguciuku z Pławanic, jednym z najbardziej rozpoznawalnych i pożądanych malarzy z naszego regionu.

Stanisław Koguciuk z Pławanic w gminie Kamień uznawany jest za jednego z najbardziej znanych i rozpoznawalnych malarzy ludowych Lubelszczyzny. Etnografowie, kolekcjonerzy i krytycy sztuki podkreślają, że należy do ostatnich autentycznych malarzy ludowych. Przylgnęło do niego określenie „Nikifor z Pławanic”, ale w zasadzie niewiele łączy go z krynickim artystą.
– Trudno jednoznacznie zakwalifikować i opisać jego twórczość. „Niektórzy przypisują mu miano artysty naiwnego (prymitywnego), inni nazywają go malarzem ludowym. Jedno jest pewne. S. Koguciuk jest jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych współczesnych twórców ludowych. Sam podkreśla, że malowanie to całe jego życie, że gdyby dostał do wyboru worek ze złotem i z farbami, to na pewno wybrałby farby” – pisze Katarzyna Kraczoń w katalogu towarzyszącym wystawie S. Koguciuka, jaka miała miejsce w Lublinie.
S. Koguciuk urodził się w 1933 roku na Wołyniu. W 1945 roku, w wyniku repatriacji, razem z rodzicami i bratem przybył do Pławanic. W 1950 roku, podczas służby wojskowej, wyuczył się zawodu zduna, który wykonywał przez ponad 50 lat. W 1960 roku ożenił się z Anielą Brzozowską, z którą miał syna i córkę.
Jak sam mówi, rysunkiem i malarstwem interesował się od dziecka, ale malować zaczął dość późno, bo mając już około 30 lat. Jego pierwsze obrazy powstały na rękawach odciętych z płóciennej koszuli.
– To były pejzaże. Przedstawiały brzózki i rzeki. Próbowałem je sprzedać na targu w Chełmie, na który żona wysłała mnie z płodami rolnymi. Płody sprzedałem, ale na obrazki nie było chętnych. Pomyślałem, że je wyrzucę, a żonie powiem, że ktoś je kupił – wspomina.
Obrazkami zainteresowała się około siedmioletnia dziewczynka. – Zapytałem czy jej się podobają. Odpowiedziała, że tak, ale nie ma pieniążków. Dałem jej więc te obrazy. Żonie w domu powiedziałem, że obrazy sprzedałem, ale dużo nie wziąłem za nie, bo to pierwsze malarstwo. Żona odpowiedziała, że w takim razie utarg za warzywa będzie dla niej, a za obrazy dla mnie – śmieje się Koguciuk.
Przypadkowo spotkana kilkulatka i jej pozytywna ocena obrazków zmotywowała Koguciuka do doskonalenia swojego warsztatu. Nawiązał znajomość z chełmskim malarzem Julianem Bajkiewiczem, od którego nauczył się m.in. gruntowania obrazów. Pierwsza wystawa Koguciuka miała miejsce na początku lat 70. w Wojewódzkim Domu Kultury w Chełmie. W 1988 r. otrzymał z Ministerstwa Kultury i Sztuki bezterminowe zaświadczenie, że wykonuje zawód artysty plastyka w dyscyplinie malarstwo.

W ciągu 50 lat swojej artystycznej działalności namalował ponad 20 tys. obrazów, które gościły na wielu wystawach i były nagradzane na licznych konkursach. Jedną z bardziej znaczących była II nagroda w kategorii humor w Międzynarodowym Konkursie SATYRYKON w Legnicy za prace „Blondynka bez nałogów”, „Zakochany”, „Wybory w Polsce w 1995 r.”. Jest również laureatem Nagrody im. Oskara Kolberga Za zasługi dla kultury ludowej i wyróżniony Odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej.
Jak zauważa Jagoda Barczyńska z Muzeum Ziemi Chełmskiej, która zna się z S. Koguciukiem już od ponad trzech dekad, siła jego sztuki tkwi w szczerości.
– Myślę, że odbiorcy jego obrazów czują, że mają do czynienia z czymś autentycznym. Czuje się też, że ten człowiek ma pasję. Z jego kompozycji bije ład, porządek, spokój; przyciąga też kolorystyka. Co ciekawe, nawet gdy maluje ten sam temat któryś już raz, poszczególne obrazy zawsze różnią się jakimś szczegółem, albo wersją kolorystyczną. Trudno byłoby mi wskazać jeden jego obraz, który szczególnie lubię. Jest ich wiele – mówi J. Barczyńska.
Jeszcze do niedawna S. Koguciuk mieszkał i tworzył w Pławanicach. Zimą 2014 roku podupadł na zdrowiu i od tej pory mieszka u córki w Chełmie.
– W sylwestra 2014 roku umarłem – mówi z właściwym sobie poczuciem humoru. – Spotkałem świętego Piotra.

Powiedział mi, że umarłem w złym czasie; że nie może wpuścić mnie do nieba, bo mam za dużo grzechów, a w piekle już nie ma wolnych miejsc. A to dlatego, że wszyscy umierają w zimie i chcą iść do piekła, żeby mieć darmowe ogrzewanie. Powiedział: „Wracaj na ziemię i maluj obrazy”. No i tak zrobiłem. Przez jakiś czas byłem w szpitalu. Mam symulator serca. Nie rozrusznik, bo rozrusznik to w samochodzie. Teraz mieszkam u córki.
Syn S. Koguciuka, Adam, również przejawiał artystyczny talent. Jako 12-latek znalazł się w gronie laureatów konkursu w Legnicy. Przez wiele lat mieszkał w Paryżu, gdzie również malował. Zginął w wypadku, kiedy przyjechał do Polski.
– Był lepszym malarzem ode mnie – uważa Koguciuk.
Koguciuk maluje pejzaże, sceny rodzajowe z życia wsi, sceny obrzędowe i religijne. Ostatnio tworzy także makatki. Sporą część jego dzieł stanowią też tzw. humory, będące dowodem na to, jak wnikliwym obserwatorem świata jest autor. Maluje na twardej płycie pilśniowej. Swoje obrazy oprawia w proste drewniane ramki pociągnięte brązową bejcą. Nie ma w domu swoich dzieł. Te, które są, powstały na zamówienie i czekają na odbiór. Ostatnio jego prace można było też kupić na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie.
– Zazwyczaj jeździłem już na pierwszy dzień imprezy, a teraz mogłem być dopiero w drugi. Jeden pan z Warszawy specjalnie nocował w samochodzie, by następnego dnia kupić mój obraz. To miłe, ale czasem się dziwię, że ludzie chcą moje obrazy, a obojętnie przechodzą obok tych, które ja sam uważam za lepsze. Może to kwestia ceny – mówi skromnie. (kw)