Jak już informowaliśmy, prawdopodobnie rosyjski dron bojowy spadł na dom w Wyrykach. Siła uderzenia była tak duża, że doszczętnie zmiotło cały dach oraz oba murowane szczyty. Choć wszystkie służby uspokajają, że zagrożenie minęło, relacja naocznego świadka jest bardzo niepokojąca.
Oficjalna wersja jest taka, że na dom w centrum Wyryk spadły szczątki zestrzelonego przez polskiego F-16 rosyjskiego drona. Jak było naprawdę, nie wiemy. Służby bronią dostępu do miejsca zdarzenia i nie wpuszczają nikogo w pobliże. Mało tego, niektóre osoby nie mogły również swobodnie wyjechać z tej strefy, np. do pracy. Trwa ustalanie dokładnych okoliczności incydentu. Tymczasem publikujemy relację świadka, który widział, co działo się przed Wyrykami tuż przed uderzeniem drona w dom.
Tomasz Kawiak to pasjonat fotografii. Tego ranka wybrał się na pola i lasy między Korolówkę (gm. Włodawa) a Wyryki, by fotografować niezwykle widowiskowe rykowisko jeleni. – W pewnej chwili zobaczyłem bardzo nisko lecącego F-16, który po chwili zawrócił. Zaraz potem od wschodu usłyszałem inny dźwięk – narastający, metaliczny, przypominający zbliżający się skuter, tylko o wiele bardziej głośny. W lornetce wyraźnie zobaczyłem dużego drona z rosyjskimi oznaczeniami – mówi pan Tomasz. – Wtedy polski myśliwiec zawrócił i skierował się w ślad za dronem. Zniżył lot i wypuścił rakietę w jego kierunku, ale pocisk chybił. Co stało się potem, nie widziałem – dodaje. Było to około dwóch, może trzech kilometrów od Korolówki.
Inny świadek, tym razem mieszkanka Wyryk opowiada, że polski samolot zaatakował drona dokładnie nad wsią, na wysokości jej ogródka. Był potężny huk silników i wystrzałów. Chwilę potem dron, albo to co z niego zostało, runęło na dom, którego mieszkańców uratowało tylko to, że chwilę wcześniej zeszli na parter na poranną herbatę. W międzyczasie pojawiły się nieoficjalne informacje o kolejnym dronie, który mógł spaść na pola lub do lasu w rejonie Krzywowierzby, ok. 15 km od Wyryk. Ta informacja nadal jest niepotwierdzona.
Gdzie jest nasza obrona?
Zestrzelenie wrogiego drona bez uprzedniego przechwycenia i kontrolowanego zneutralizowania go nad niezamieszkałym terenem stawia poważne pytania o skuteczność polskiej obrony przeciwlotniczej. Dlaczego dron zdążył dotrzeć nad środek miejscowości? Dlaczego nie został przechwycony wcześniej nad nieużytkami, dlaczego pierwsza rakieta F-16 chybiła celu? Takich pytań jest mnóstwo i wszystkie nie najlepiej świadczą o przygotowaniu naszego kraju do ewentualnego konfliktu. Oprócz komunikatu i zachowaniu spokoju brakuje dla mieszkańców pogranicza konkretnych wytycznych, co robić w razie, gdy sytuacja się powtórzy. Niepokojące, i to bardzo, są również planowane manewry wojskowe sił Białorusi i Rosji, które ruszą w piątek tuż za naszą wschodnią granicą. Nikt nie zagwarantuje, że w czasie ćwiczeń „Zapad” nie dojdzie do kolejnej prowokacji, być może zakrojonej na jeszcze szerszą skalę. Pewne jest jedno. Jeśli Polska i NATO nie potraktują poważnie sygnałów płynących ze wschodu, kolejne drony mogą okazać się nie prowokacją czy kolejnym ćwiczeniem, a celowym atakiem na Polskę. Co wtedy zrobi Zachód? (bm)





