Przejęci znienacka razem z kamienicą

– Boimy się, że wylądujemy na ulicy! Jak mamy dalej żyć? – zastanawiają się lokatorzy do niedawna komunalnych mieszkań w budynku przy Obłońskiej 19 w Chełmie. Pożydowska kamienica, w której mieszkają od kilkudziesięciu lat, z dnia na dzień trafiła w ręce spadkobierców dawnych właścicieli. – Ani urzędnicy, ani zarządzający budynkiem PUM, nie raczyli nas o tym ostrzec – rozpaczają mieszkańcy.

Są zrozpaczeni i bezradni. Niektórzy mieszkają tu nawet od 60 lat. Płacą czynsz, zainwestowali w lokale, a teraz wszystko mogą stracić. W takiej niepewności od tygodnia żyje piętnaście rodzin mieszkających w kamienicy przy ul. Obłońskiej 19.

Przyjdzie się powiesić….

Poniedziałek, 12 września, godz. 10. Na placu przy kamienicy zawrzało. W bramie nagle pojawili się jej nowi właściciele.
– I co? Szczęśliwi już jesteście, panowie i panie? Bo my nie! Przyjdzie się nam powiesić, wszystkim po kolei – mówili roztrzęsieni mieszkańcy. Mieli powód. Żyli tu spokojnie, niektórzy nawet od pokoleń. Płacili czynsz, w miarę możliwości dbali o mieszkania, remontowali. Aż tu raptem pojawił się nowy, prywatny właściciel, który kamienicę razem z nimi przejął od miasta.
– Gdzie byliście przez siedemdziesiąt lat? Gdzie byliście, jak nam na głowę kapało? Myślicie, że będziecie mogli nas traktować jak śmieci? – wykrzykiwali mieszkańcy. – My już wiemy, jak to się potoczy. Słyszeliśmy te historie o tym, co się dzieje, jak o swoje nieruchomości upominają się Żydzi. Albo każą płacić krocie za najem, albo wyrzucają ludzi z mieszkań – wołała pani Irena.
– Ale skąd do was docierają takie plotki? My jeszcze nie podjęliśmy żadnych decyzji – odpowiadali nowi właściciele. – Nie stwarzajmy wrogiej sytuacji. Przejęliśmy kamienicę, jesteśmy jej prawowitymi właścicielami, a wy jej najemcami. I powinniśmy mieć normalne stosunki – przekonywali. Mieszkańcom jednak z minuty na minutę coraz bardziej puszczały nerwy. Sytuację próbował uspokoić obecny na spotkaniu urzędnik z chełmskiego magistratu. – Nowi właściciele mają postanowienie sądu, które mówi jasno, że są oni spadkobiercami tej nieruchomości. A wy nie powinniście być tym zaskoczeni. Wiedzieliście przecież, że kamienica nie jest własnością miasta – mówił.
– Nie wiedzieliśmy! – odkrzyknęli mieszkańcy. I to ich zdaniem największy problem. Czują się oszukani przez miasto. Bo okazuje się, że wielu z tych, którzy dostali tu lokal komunalny, nie miało pojęcia, że budynek jest własnością prywatną.

Sądzili się od lat

Drżący o swoją przyszłość mieszkańcy zażądali spotkania z prezydent miasta. Doszło do niego w środę, 14 września. Agata Fisz wspólnie z Ryszardem Poniatowskim, dyrektorem wydziału geodezji, kartografii i mienia komunalnego, starali się wyjaśnić mieszkańcom, jak to się stało, że nieruchomość trafiła w prywatne ręce.
– Kamienica należała przed wojną do dwóch żydowskich rodzin. Pożoga wojny sprawiła, że niektórzy z nich zginęli, inni rozjechali się po świecie. Co prawda, w 1946 roku do księgi wieczystej wpisali się prawowici właściciele nieruchomości, ale przekazali nad nią zarząd innym osobom. Kilka lat później, w związku z brakiem lokali mieszkalnych, kamienica została objęta przymusowym zasiedleniem i zarząd nad nią przejęło miasto. I administrowało nią aż do dziś – tłumaczył Poniatowski.
Ale urzędnikom nie od dziś było wiadomo, że spadkobiercy dawnych właścicieli próbowali odzyskać kamienicę. Swoje starania rozpoczęli w 2010 r. – Wtedy jednak PUM, jako administrator budynku, dowiódł przed sądem, że dokumenty, którymi dysponowali wówczas spadkobiercy, nie wystarczały, aby odebrać prawo do nieruchomości – mówiła Agata Fisz. Spadkobiercy jednak nie odpuszczali. Założyli kolejną sprawę sądową, tym razem spadkową, w której dowiedli, że to im należy się kamienica.

Ratusz wiedział, nie powiedział?

– Dlaczego urzędnicy nie uprzedzili zawczasu mieszkańców, że o kamienicę upomnieli się potomkowie dawnych właścicieli? – dopytywała prezydent obecna na spotkaniu redaktorka telewizji „Polsat”. – Przecież wiedzieli, że toczy się o nią
cichy bój.
A. Fisz zapewniała, że nie miała pojęcia o toczącej się rozprawie sądowej. – To niepoważne. Jak można bronić się w tej sytuacji niewiedzą. Mam wrażenie, że zostawiła pani tych ludzi samych sobie – zarzucała reporterka.
– Ja się przed niczym nie bronię. Ja wyciągam rękę do mieszkańców, żeby im pomóc – odpowiedziała Fisz.
– Tylko dlaczego dopiero dzisiaj? – pytali zrozpaczeni mieszkańcy.

Trafią na bruk?

Lokatorzy boją się, że nowy właściciel albo drastycznie podniesie im czynsz, albo wyrzuci ich z mieszkań. Prezydent uspokaja: – Co prawda właściciel nie sprecyzował dotąd swoich planów, ale z całą pewnością nie powiedział, że zamierza podejmować drastyczne decyzje. I mało tego. Mamy przykłady innych przejętych kamienic w Chełmie, w których nic złego po zmianie właściciela się nie wydarzyło – mówiła Fisz. Zapewniła, że miasto nie pozwoli, aby piętnaście rodzin z kamienicy wylądowało na bruku. – Chcemy zmienić naszą uchwałę rady miasta, dotyczącą przyznawania mieszkań, żeby stworzyć dla was furtkę bezpieczeństwa. Chodzi o to, abyście byli traktowani priorytetowo i w razie czego nie musieli czekać w kolejce na nowe mieszkania komunalne. Oczywiście chcemy też na każdym etapie uczestniczyć w rozmowach z obecnym właścicielem tego budynku, żeby chronić wasze interesy – obiecała prezydent.
Marlena Gołębiowska