Rolkarze spychani na margines

Lublin pozostaje jedynym miastem wojewódzkim bez skateparku. Wyczynowi zawodnicy jak i ci, którzy jeżdżą na rolkach, deskorolkach czy BMX dla frajdy, ograniczają swoją aktywność do kilku miejsc w mieście.
Wizerunek częściowo ratują place przed Centrum Kultury i Centrum Spotkania Kultur. Poza tym ludzi na rolkach spotkać można na starym boisku w pobliżu Klub Jeździeckiego. – To chyba jedyne miejsce, gdzie można ćwiczyć slalom, są tutaj też dwie przeszkody do poskakania – wylicza Marek. Po ścieżkach rowerowych rolkarze nie mogą się poruszać – prawo traktuje ich jako pieszych. – Pod względem „rolkowym” jest w Lublinie słabo. Latem znajdzie się jeszcze stary betonowy skatepark  na Błoniach, ale częściej słychać tam ostatnio brzdęk szkła i bluzgi… – dodaje nasz rozmówca.
Jak wskazuje pan Marek, w odległych o sto kilometrów Siedlcach jest kryte rolkowisko, działające przez rok wymiennie z lodowiskiem. Grupa fanów rolek jest tam mniejsza, a mimo to doczekali się swojej „enklawy”. Na poziomie miast wojewódzkich wypadamy szczególnie blado. Rzeszów ma Slalom Park, w Warszawie przy Stadionie Narodowym co tydzień są imprezy z rolkami.

Wygrali, ale…

O braku zaplecza dla fanów jeżdżenia na deskorolkach i wrotkach oraz na rowerach BMX mówi się od dawna. Podkreślali ten fakt autorzy zwycięskiego projektu w Budżecie Obywatelskim „Skatepark dla Lublina”. Projekt D-31 uzyskał aprobatę ponad 4300 mieszkańców. Lobby rolkarzy przebiło się do świadomości społecznej, ale skutków konkretnych działań na ich rzecz do dziś nie widać. – Obecnie w Lublinie nie ma miejsca, gdzie ci ludzie mogliby się w pełni rozwijać. To jedyne miasto wojewódzkie bez odpowiednio przygotowanego obiektu tego typu. Sprawia to, że młodzi ludzie nie mają gdzie rozwijać pasji związanych ze sportami ekstremalnymi – argumentują autorzy projektu. Konstrukcja za 1,4 miliona złotych ma mieścić się na zielonych terenach przy ul. Rusałka.

… trudno o zrozumienie

Wspólnego języka z władzą nie mogą znaleźć organizatorzy nocnego przejazdu, tzw. nightskatingu. Ostatni odbył się na początku lipca. – Uzyskaliśmy wsparcie Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, ale bez tego zostajemy grupą, która sama się finansuje. To przekracza nasze możliwości. Do tego dochodzą problemy we współpracy z policją – widzimy tutaj sporą niechęć. Szkoda, że nie bazujemy na doświadczeniu innych miast, w których rozwija się kultura jazdy. Jeśli nie nastąpi tu jakiś przełom, następnego wydarzenia nie będzie. Trudno osiągnąć efekt, gdy w sprawę zaangażowany jest jeden radny (Zbigniew Jurkowski, przyp. red). Plus jest taki, że grupa rolkowa rośnie w siłę – ocenia warunki, w jakich koordynuje wysiłki rolkarzy, Patryk Przyczyna, organizator Nightskating Lublin i licencjonowany instruktor jazdy na rolkach.BCH