Słoma między polityką a nauką

Miejscy radni PiS przyjęli w ubiegłym tygodniu stanowisko przeciwko planowanej przy ulicy Mełgiewskiej w Lublinie budowie elektrowni opalanej słomą. Z kolei prof. Piotr Kacejko, rektor Politechniki Lubelskiej, przekonuje do jej budowy.
W rozmowie z mediami przewodniczący klubu radnych PiS, Tomasz Pitucha, powiedział, że jego członkowie są zdecydowanie przeciwni nowej inwestycji, która zwiększy natężenie ruchu samochodowego w mieście. Dziennie do elektrowni dojeżdżać ma ponad 100 ciężarówek dowożących opał, czyli słomę z całej Lubelszczyzny. Radnych niepokoi również lokalizacja nowej elektrowni, która ma powstać ich zdaniem zbyt blisko osiedli mieszkaniowych. Przeszkód dla tej inwestycji nie widzi lubelski Sanepid i Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, które wydały pozytywną decyzję w sprawie budowy w Lublinie nowej elektrowni. Norweski inwestor czeka jeszcze na decyzję prezydenta Lublina. Jak zapowiada ratusz, zostanie ona podjęta do końca września. Przeciwko tej inwestycji wielokrotnie protestowali mieszkańcy. Lokalizacja niepokoi zwłaszcza mieszkańców dzielnic położonych w sąsiedztwie elektrowni, takich jak Tatary, Hajdów-Zadębie czy Bronowice. Podpisy przeciwko budowie elektrowni opalanej słomą zbiera również Stowarzyszenie „Ekologiczny Lublin”.

Rektor Politechniki popiera

Nic złego w budowie elektrowni przy Mełgiewskiej nie widzi rektor Politechniki lubelskiej, prof. Piotr Kacejko, który w liście otwartym, skierowanym do lubelskich mediów, uzasadnia swoje poparcie dla bioelektrowni z trzech punktów widzenia: rektora uczelni technicznej, inżyniera elektroenergetyka oraz mieszkańca Lublina. Jako rektor politechniki uważa on, że nowa inwestycja stworzy tak potrzebne w naszym regionie miejsca pracy. – Dla mnie, jako rektora Politechniki Lubelskiej, niezwykle ważne są miejsca pracy, które powstaną wraz z rozwojem na Lubelszczyźnie nowoczesnych gałęzi przemysłu. Z tego punktu widzenia bioelektrownia TergoPower, która ma powstać w Lublinie, to zakład nasycony najnowszą technologią, unikalnymi układami automatyki oraz instalacjami elektroenergetycznymi i energetycznymi nowej generacji, który muszą wybudować i potem eksploatować wysoko wykwalifikowani fachowcy. Chciałbym, aby przy budowie, a później podczas użytkowania tego zakładu znaleźli zatrudnienie nasi absolwenci – wyjaśnia. Kolejnym argumentem za są kontrakty na zakup słomy, które mogliby z korzyścią dla siebie zawrzeć lubelscy rolnicy.

– Zakupy tak znacznej ilości słomy, dokonywane w ramach zawartych kontraktów, to kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, które trafią do lubelskich rolników. Stanowić to będzie istotny impuls rozwojowy uzyskany w wyniku sprzedaży materiału odpadowego, który do tej pory często ulegał degradacji i niszczeniu, w tym także katastrofalnemu w skutkach wypalaniu na polach – wyjaśnia. Biorąc pod uwagę stanowisko inżyniera elektroenergetyka, nowa inwestycja ma również przynieść miastu same korzyści. – Pracująca przez 8 tys. godzin w roku jednostka wytwórcza bioelektrowni pokryje zapotrzebowanie Lublina (mieszkańców, handlu, usług i przemysłu) na energię elektryczną w około 25% – dodaje rektor. Elektrownia, która posiadać będzie możliwość jej uruchomienia w razie awarii czy kryzysu, to według prof. Kacejko mocny argument za jej wybudowaniem. Jeśli chodzi o budzący wiele wątpliwości sposób dostarczania opału do elektrowni, to, jak przekonuje profesor, niewielka zmiana w istniejącej już sytuacji: – Dokładniejsza analiza prowadzona zarówno przez inwestora, jak i Politechnikę Lubelską wskazuje, że natężenie ruchu w rozpatrywanym obszarze to co najmniej 2000 samochodów typu tir w ciągu dnia. Tym samym przewidywany dowóz paliwa, w który zaangażowanych będzie około 100 specjalistycznych ciężarówek dziennie, nie powinien być tendencyjnie przedstawiany jako niszczycielski i ekstremalnie szkodliwy dla infrastruktury komunikacyjnej obwodnicy S17 oraz fragmentu ulicy Mełgiewskiej – argumentuje rektor Politechniki.
W sprawie budzących wątpliwości ilości emisji CO2 profesor przyznaje, że choć proces spalania słomy nie jest łatwy, to obecność podobnych inwestycji na Zachodzie, które funkcjonują tam od lat, jest argumentem za nową elektrownią dla Lublina – Wierzę, że organy odpowiedzialne za wydanie decyzji środowiskowej dla bioelektrowni, a potem nadzorujące jej pracę, dopilnują utrzymania poziomów emisji związków chemicznych towarzyszących spalaniu na poziomie znacznie niższym niż dopuszczalne przez normy(..). Dla mnie, jako rektora uczelni technicznej, inżyniera elektroenergetyka oraz mieszkańca Lublina ocena bioelektrowni firmy TergoPower wypada pozytywnie – przekonuje rektor. Norweski inwestor argumentuje z kolei, że na budowie elektrowni znajdzie zatrudnienie około 300 osób, jej załoga będzie liczyła 30 operatorów, a przy obsłudze dostaw paliwa znajdzie pracę 50 osób. Szacowany koszt całej inwestycji to około 145 mln euro.
(EM.K.)